Wełniaste Podejście do Literatury

Padało mi na tej plaży, czyli lipiec za nami.

1 sierpnia 2015


Lipiec przywitał się ze mną ciepłym uśmiechem, zachęcił, rozochocił do przeniesienia Wełniastego w plażowe klimaty i oczywiście śmiał się potem z tego, patrząc jak wełna deszczem nasiąka, aż do swojej ostatniej lipcowej kartki z kalendarza. Zerwałam z przyjemnością. Cóż. Nie wychodź za mąż bez eR, nie ufaj tym na eL... Jednak mimo tej pogodowej wpadki na Wełniastym w lipcu udało mi się utrzymać klimat od ciepłego po gorący jeśli chodzi o literackie zwiedzanie Świata.


Za sprawą powieści "Książka, której nie ma" Santiago Pajaresa spędziliśmy kilka dni na północy Hiszpanii i poszukiwaliśmy tajemniczego autora bestsellerów. Udało nam się go znaleźć, zatem książkę przekazałam dalej. Teraz inny ktoś ruszy tym śladem, a ja spakowałam manatki i skierowałam wzrok ku wielkiej wodzie.




Czas spędzony w Portugalii był niezwykły, a i przewodniczka potrafiła zadowolić moje podróżnicze potrzeby. Zapiski z tej podróży nad ocean zostawiłam Wam tutaj, "Samotność Portugalczyka" Izy Klementowskiej. Podczas gdy wy o tym czytaliście, ja ruszyłam z powrotem do Hiszpanii.




Kierunek obrałam na przepiękną Andaluzję, którą na czas mej bytności spowiła ledwie dostrzegalna mgiełka liryki. Poznałam ludzi, dla których literatura jest niemal jak drogowskaz życia, jednak nie poczułam z nimi takiej "Bliskości" jak chciałby Marin Malaicu-Hondrari. Być może byłam z nimi zbyt krótko, dlatego żegnałam się, obiecując że jeszcze wrócę.



Szybko jednak skoncentrowałam się na wielkim susie przez ogromną wodę, jaki musiałam wykonać. Dzięki literaturze to bardzo łatwe. Hop! i już. Podróż do Kolumbii była pestką. A tam? Co tam się nie działo... Jorge Franco w swojej opowieści "Rosario Tijeras" zafundował mi wycieczkę pełną niebezpieczeństw, z kulami świstającymi nad głową i pokazał uczucie niezwykle silne, choć z góry skazane na porażkę. I ja w tym gorącym kolumbijskim klimacie śledziłam je z zapartym tchem.


____________________________
A z inności?
Oczywiście robiłam sobie krótkie wypady do domu. W końcu w lipcu odbywa się "A może nad morze? Z książką 3", zatem byłam, widziałam i zrobiłam kilka zdjęć. Jedno nawet z artystycznym zaciemnieniem (z ukłonem dla Pyzy) (; 
Poza tym udało mi się znaleźć nowe domy adopcyjne dla trzech kolejnych książek, za sprawą Lolanty wzięłam udział w Name Book Tag i oczywiście zerknęłam, czy jest na czym oko zawiesić w sierpniu w księgarniach.
____________________________
Trzymałam się samych ciepłych miejsc, taki miałam plan i cieszę się, że udało mi się go zrealizować. Nikt nie zauważył, a ja rekompensowałam sobie w ten sposób padający na głowę deszcz. I jak tak teraz na to patrzę, to kurczę, dużo tego wszystkiego w lipcu zrobiłam. Jak nie ja... Oo
____________________________
Poza tym Wełniaste obchodziło swoje urodziny i na urodziny zażyczyło sobie, że mam posłuchać kilku Mądrych Gadających Głów i zrobić z nim porządek. Nawet tupnęło. No to powoli robię. Na jesień musi być gotowe. Bo mnie franca jeszcze pogryzie...







Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: