Wełniaste Podejście do Literatury

Przygrzało słońcem, czyli sierpień za nami.

2 września 2015

Herbaty? Zaparzyłam akurat rooibos z miodem i wanilią, więc jeśli masz ochotę to łap za kubek i siadaj. W sumie to nie herbata, ale jakoś dziwnie by było proponować filiżankę naparu z czerwonokrzewu. Marudziłam, że lipiec mokry, prawda? Popatrz, zaledwie miesiąc żaru z nieba  i przyznam, że szalejąca nocna burza była cudownym doświadczeniem. Chyba mnie już zmęczyły upały. Mnie(: A co poza tym? Podróży literackich ciąg dalszy. Biadoliłam oczywiście, że mało co przeczytałam, bo czasu jakoś nie miałam na dłuższe oddawanie się lekturze, jednak teraz, patrząc na notatki na serwetkach, przygotowując zdjęcia i zbierając do kupy wszystkie sierpniowe wspomnienia z odwiedzonych miejsc, to ja się wcale nie dziwię, że tak było...

Wełniaste Literackie zwiedzanie Świata pognało mnie w sierpniu w troszkę chłodniejsze rejony niż te lipcowe.

Na początku miesiąca za sprawą "Zakochanego Kafki" Jacqueline Raoul-Duval udałam się do Pragi, by poznać bliżej i z innej strony pewnego tak lubianego przeze mnie i jednocześnie wzbudzającego we mnie (od zawsze) lęk pisarza. Co prawda próbował mnie udobruchać swoimi listami miłosnymi, ale... no ktoś inny się na nie złapał.




 Żar lał się z nieba, tropikalne klimaty postanowiły opanować naszą umiarkowaną strefę globu, dlatego postanowiłam, że udam się poszukać gdzieś śniegu. Tak. Śniegu. Wiadomo,  jak śnieg to Syberia. Ale jaka! "Stacja Tajga" Petry Hulovej okazała się być wprost idealna, by rzucić się w nią (niczym w zaspę) całą sobą. Tajemnicza, mroczna, przejmująca chłodem. To było bardzo dobre - mocno chłodzące - posunięcie.
Gdy już darowałam sobie bieganie po tajdze i otrzepałam się ze śniegu, okazało się, że zawędrowałam do niezwykłego miejsca. Poczucie zagubienia zaczęło dominować. I pojawił się dom. Choć pukałam, stukałam, nikt mi nie chciał otworzyć drzwi. Wiedziałam, że mieszkańcy są w środku, bo przyglądali mi się z okien. Może to i lepiej.  "Kalkwerk" Thomasa Bernharda nie wyglądało mi na miejsce serdecznie witające wędrowców.

Cóż było robić? Zabrałam się i poszłam jak najdalej. A to najdalej wypadło w Królowym Stojle, gdzie mogłam usiąść na ławce przed czwartym domem i posłuchać toczącej się w jego wnętrzu rozmowy. I tak przypadkiem, po całomiesięcznej tułaczce po dziwnych ludziach, usłyszałam jedną z piękniejszych historii w Wełniastej kolekcji wzruszeń, którą opowiedziała (równie dziwna jak pozostali) "Sońka" Ignacego Karpowicza.


_________________________________

Sierpień okazał się być też miesiącem podróży, spotkań i rozmów.

Miałam na przykład okazję pospacerować po Wrocławiu, poopalać owcze łydki w południowym (polskim) słońcu i posłuchać, jak przepięknie o powolnym "czytaniu powieści" za pomocą obrazów opowiada Kasia z Kącika Literackiego. Uwielbiam słuchać, jak mówią do mnie ludzie z pasją. Nie jest ważne co, choćby sprzedawali mi przepis na sernik. Słowa ludzi z pasją po prostu mają moc.

Kolejne spotkanie odbyło się już na moim terenie. Mogłam sobie powymieniać myśli, uwagi, porzucać nazwiskami i tytułami (jak również jedną stacją metra), pośmiać się z pewnych słów i spędzić czeski czas z Anią z Literackich Skarbów Świata Całego, która po to, by złapać Czechów za kostki, z Krakowa przyjechała aż do Sopotu. Ale na zdjęciu to mam Ani w sumie tylko tyle...

A potem przyszło mi oficjalnie przyłączyć Olsztyn do Gdyni i zastukać w geście przeprosin tenisówkami, gdy okazało się, że po herbacie i mnóstwie rozgrzebanych a niedokończonych jeszcze tematów odprowadziłam Olgę z Wielkiego Buka na... mój własny trolejbus. I tak właśnie okazało się, że możemy sobie z Bukiem kamieniami w okna rzucać. No, może nie tak dosłownie (bo jeszcze szalona spróbuje). A ja przez cały czas sądziłam, że Olga jest z Olsztyna. I ni cholery nie wiem dlaczego...

Oprócz tego udało mi się oderwać Dominikę z Book Jeden Wie od lektury najnowszego Springera i znów miałam okazję spędzić trochę czasu z Dominiką z Czytam, co chcę i już!, a także posłuchać wieści odnośnie A może nad morze? od Beaty z Co warto czytać?. Choć akurat tak się złożyło, że nie mam z tych spotkań żadnych zdjęć. Ale dziewczyny już na Wełniastym bywały (:
_________________________________
A z inności?

Z inności to ja podrzuciłam na Wełniaste maleńką kulkę śniegu dla ochłody, a odwiedzający je ulepili z niej przepotężnego bałwana. Ciągle nie mogę wyjść z podziwu i zachwytu (: Ponadto jeszcze przez chwilę szukam domu dla trzech książek, a w oczekiwaniu na zgłoszenia adopcyjne machnęłam szybki przegląd wrześniowych ciekawostek z rynku wydawniczego. A tam dobroci są same! 
 _________________________________

W planach mam jeszcze pokazać Ci i Literacki Sopot, i Gdyński Plener Czytelniczy, i jeszcze trochę robaków i w ogóle - sierpień i jego cuda Wełniastym Okiem. No, ale to może w przyszłym tygodniu, dobrze?

A teraz sierpień uznaję za oficjalnie zakończony i idę poszukać więcej czasu we wrześniu.
Kubek zostaw w kuchni.



 

Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: