Wełniaste Podejście do Literatury

Tea Book Tag

12 września 2015


TAG drugi.
Dziś do dziwnych rzeczy wzywa mnie Karolina z Tanayah Czyta. Wbrew pozorom nie jest łatwo ot tak wziąć udział w takim TAGu. Bo co zrobić, gdy do głowy przychodzi milion skojarzeń na raz w jednym przypadku, a w innym dwa dni krążysz po kuchni i jakoś nic ciekawego do głowy nie przychodzi? W końcu zbierasz się w sobie i bierzesz do dzieła. Tak. A herbaty nie robisz, bo przeszła Ci z tego wszystkiego ochota.


Czarna herbata, czyli Twój ulubiony klasyk.

Nie przepadam za czarną herbatą i rzadko ją pijam, co w sumie całkiem ciekawie koreluje z tagowym porównaniem. Po powieści zaliczane do klasyki rzadko sięgam ot tak po prostu. Rzecz jasna rzadko nie oznacza wcale, jednak przyjemniej mi pić herbatę z literaturą współczesną. Na hasło klasyka literatury mój umysł podświadomie z miejsca przywołuje wspomnienie "Wielkich nadziei" Charlesa Dickensa. Historia Pipa zrobiła na mnie na tyle duże wrażenie, że nawet przestały mi przeszkadzać przydługie opisy niczego i moralizatorski ton (:

Zielona herbata, czyli książka tak nudna, że przy jej czytaniu zasypiałaś.

Rozumiem, że twórca tej zabawy niezbyt lubi zieloną herbatę, skoro zestawił z nią akurat  taki temat. Kilka miesięcy temu zasypiałam przy "Jonathanie Strange'u i Panu Norellu" Susanny Clarke. Zapowiadało się wspaniale, zaczęło bardzo ciekawie - nawet kawałek ciasta znikał wolno, a następnie zaczęło być męcząco, nudnawo, a odpływałam regularnie przy kolejnym dwustronicowym przypisie. Tak. Dobrze mi się spało z tą książką, bo przypisy były nagminne.

Czerwona herbata pu-ehr, czyli książka, w której bohaterowie ciągle się przemieszczają.

Trzy tytuły. Dwa zapewne wydadzą się oczywiste, ale pierwsze skojarzenie jest chyba w tej zabawie kluczowe, prawda? Jeżeli nie jest, to oznacza, że wszystko zrobiłam nie tak. Do rzeczy. Pierwsza myśl to "Droga" Cormaca McCarthy’ego, czyli dzikość, pustka, strach i nieustający ruch. Druga myśl to "W drodze" Jacka Kerouaca, czyli luz, pęd i lekka męka, o czym Wam kiedyś już opowiadałam tutaj. Trzecim jest "Endymion" Dana Simmonsa i podróż międzygwiezdną rzeką. Też bym chciała.

Herbata oolong, czyli książka, której poświęca się zbyt mało uwagi.

Nie książka, a książki. Wszystkie. Nie mam oczywiście jak prześledzić wszystkich stron poświęconych literaturze i całej blogosfery książkowej, bo by mi życia nie wystarczyło, ale jak tak się przyglądam, to dochodzę do wniosku, że naprawdę mało uwagi poświęca się twórczości Goncalo M. Tavaresa. A to błąd. To naprawdę błąd. Kiedyś wspomnicie moje słowa. O jednaj powieści już Wam opowiadałam (tutaj), mam również zamiar opowiedzieć o kolejnych.

Biała herbata, czyli książka niezasłużenie popularna.

Gdy jakiś tytuł zdobywa rozgłos to znak, że trafił do serc dużej grupy czytelników. Nawet jeśli ja do tej grupy nie należę, nie oznacza, że mam prawo osądzać, czy książka na miano popularnej sobie zasłużyła czy nie. Mogę jedynie powiedzieć, że akurat mi do gustu nie przypadła, a takich mam w cholerę. Z worka wyciągam chociażby "Gwiazdozbiór psa" Hellera, bo miejscami odkładałam książkę i wychodziłam, aby nie być z nią w tym samym pokoju oraz książkowe "House of Cards" Dobbsa, bo nudna. A białą herbatę bardzo lubię pić z ziarnami granatu (:

Herbata yerba mate, czyli książka, przy której trzeba przebrnąć przez pierwsze rozdziały, aby akcja się rozwinęła.

Trudne początki łączą mnie na przykład z "Powtórnie narodzonym" Margaret Mazzantini. Piękna okładka i piękna historia wewnątrz, jednak potrzebowałam czasu, by przebić się przez ten długi rozbieg (przynajmniej mi się dłużył) i wreszcie poczuć tempo i smak opowiadanej historii. Niedawno obejrzałam też film i chyba właśnie mnie przez ten Tag naszło, by ponownie przeczytać książkę.

Herbata ziołowa, czyli książka którą czytano Ci na dobranoc gdy byłaś mała.

Póki sama nie nauczyłam się czytać, nie mogło być mowy o zaśnięciu bez przeczytania mi bajki z serii książeczek Poczytaj mi mamo. Potem wkładałam książeczkę pod poduszkę, bo mama mówiła, że może wtedy mi się ta opowieść przyśni (:

Herbata owocowa, czyli Twoja ulubiona lekka książka.

"Kosiarz" i pozostałe 40 książek z serii Świat Dysku. Za humor, lekkość, inteligencję, ironię i sarkazm. Za PIP i Uuk, i za kufer. Za autentyczną łzę reakcji na wieść, że więcej nie będzie. A poza tym: "wyjaśnienia wywołują na ogół więcej kłopotów niż pożytku. Na przykład: podobno kiedyś na przyjęciu ktoś zapytał słynnego filozofa Ly Tin Weedle'a 'Po co przyszedłeś?', i odpowiedź zajęła mu trzy lata" Terry Pratchett - Blask Fantastyczny.

Iced tea, czyli książka, która zmroziła Ci krew w żyłach.

Co prawda było to sporo lat temu, ale doskonale pamiętam to napięcie, które towarzyszyło mi w czasie lektury "TO" Stephena Kinga. A z bardziej współczesnych historii to przyznam, że byłam zaskoczona, poczułam się lekko zmrożona i powiedziałam sobie wow za sprawą "Syrenki" Camilli Lackberg, ponieważ ta książka naprawdę mnie zaskoczyła (pozostałe powieści autorki od mniej do wcale).



___________________________________________
Po wszystkim.
Na koniec wypada mi urządzić kogoś w ten sam sposób, zatem urządzam:

Fibulę z Myśli Rozrzuconych, bo jestem pewna, że rozrzuca je, popijając herbatę,
Ulę z Pełnego Zlewu, bo przecież na sto procent w zlewie stoją kubki po herbacie,
Fiolkę z Książkowości, której przyświeca cytat z Zafona, bo nie można przecież czytać bez kubka herbaty,
i Lolantę z Lolanta Czyta - w rewanżu za tamto.

(:

Zdjęcia pochodzą z czeluści internetów, z miejsca, gdzie jedno zdjęcie przechodzi przez miliony ludzi i nie sposób już doszukać się początku, czyli z  www.pinterest.com . 
Niektóre tylko przycięłam, by były ładniejsze. 



Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: