Wełniaste Podejście do Literatury

Joanna Bator: Wyspa Łza

22 września 2015 , , , , ,


Wyspa Łza jest tak bardzo daleko ode mnie. Pachnie cynamonem, drzewem sandałowym i paczulą. Oderwana, tajemnicza, osnuta mgiełką nicości. Rządzi się swoimi prawami - dzikością przyrody, nieprzeniknionymi siłami natury, czarną magią i tajemnicą. Mnie tam nie ma. Nigdy nie było. Odległa, odległa podróż.

"Pierwszy czas mija, drugi trwa i podczas tej podróży zagłębiam się w nim coraz bardziej, a niewątpliwe piękno Wyspy Łzy, jej egzotyczne smaki i zapachy, cała ta tropikalna sceneria staje się tylko tłem dla wewnętrznej przygody z samą sobą"[s.129].

Nie ma powieści, nie ma fabuły. Nigdy nie miało być. "Wyspa Łza" to bardzo osobista wyprawa Joanny Bator nie tylko w głąb Sri Lanki. Wewnętrzna potrzeba pogoni tropem Amerykanki Sandry Valentine, która znikła bez śladu, staje się jedynie pretekstem dla czegoś o wiele bardziej złożonego niż egzotyczna wycieka. To podróż w głąb siebie. Wątki biograficzne mieszają się z tymi być może wymyślonymi, postacie prawdziwe z fikcyjnymi, wspomnienia realne z sennymi majakami, opowieści z przeszłości z tym, co dostrzegalne tu i teraz. Całość uzupełniona licznymi odwołaniami do Witkacego, Bouviera czy Murakamiego. Wszystko to zasnute cieniem Mrocznej Bliźniaczki, Doppelgangera. To troszeczkę jazda bez trzymanki w oniryczno-filozoficznych ramach poszarpanych myśli autorki. Co jest prawdą, a co nie jest? Coś niepokojąco pociągającego. 

"Żyję tu w świecie nie tyle nieprzyjaznym, ile obojętnym wobec mnie, gotowym mnie zmiażdżyć, jeśli naruszę jego prawa albo przez nieuwagę znów rozdepczę jakiegoś ślimaka"[s.201].

Jaka jest Wyspa Łza w tej opowieści? Jest niczym chłodna, nieufna i nieprzystępna osoba. Autorka, wkraczając w ten świat, zdaje się stąpać na palcach. Odnosi się do wyspy z respektem, szanując jej naturę tak oderwaną od rzeczywistości, tak niewspółczesną i egzotyczną. W Czarnym Zeszycie autorki co rusz pojawiają się nowe zapiski powodowane czymś, co Wyspa Łza jej ukazała, czego pozwoliła jej doświadczyć, czym się z nią podzieliła. Trochę to reportaż literacki pozwalający liznąć obcej kultury, a trochę myślodsiewnik autorki. Prywatna rozprawa o dwoistości wszystkiego, o znikaniu na moment i na zawsze. Na ile to wszystko jest prawdziwe, a na ile jedynie literacką fikcją? To wie tylko Ona. Jak interpretować tę jej pełną przemyśleń wędrówkę? Zależy ile osób tę opowieść przeczytało. Bo mam nieodparte wrażenie, że ilu jest czytelników, tyle będzie interpretacji.

Taka właśnie jest "Wyspa Łza". Wymagająca, niezrozumiała i dzika, jednak warta poświęconego jej czasu i uwagi.
Dopełniają ją niezwykłe i niepokojące fotografie autorstwa Adama Golca.
Zostawiam Wam dla smaku cztery zdjęcia Jego zdjęć.
Ja bardzo lubię taki dziwolągi.





"Nie po to rusza się w drogę, pisał tu Bouvier, żeby nałykać się egzotyki i błyszczeć anegdotami jak świąteczna choinka. Droga jest po to, żeby nas oskubać, wyżąć, wymaglować, aż będziemy jak stary, sprany ręcznik, który z kawałkiem mydła dają nam w burdelach".

Amen, Nicolasie.




Wełniaste myśli o innych książkach autora: 
Joanna Bator - Ciemno, prawie noc
__________________________________________________
tytuł: Wyspa Łza
autor: Joanna Bator
fotografie: Adam Golec
wydawnictwo:  Znak
data wydania: styczeń 2015 r.
ISBN: 978-83-240-3279-2
ilość stron: 304

Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: