Wełniaste Podejście do Literatury

Frédéric Verger: Arden

21 października 2015 , ,

Przyznaję, nie tego się spodziewałam. Umyśliłam sobie, bazując oczywiście na opisie okładkowym powieści, że oto pojawia się w Polsce taki trochę "Grand Budapest Hotel" (<3) tylko w wersji papierowej i będę mogła oddać się w spokoju opowieści lekkiej i kolorowej, choć traktującej o rzeczach ważnych. Hah, pomylona Owco! To co miało być leniwie kanapowe, okazało się być niesamowitym pościgiem. Tak bez uprzedzenia zupełnie. Biegłam zatem zaskoczona, gubiąc przy tym kapcie...

Historia Aleksandra de Rocoule’a -wypomadowanego fircyka, kolorowego ptaka, prowadzącego dość ekskluzywny, tętniący życiem i przyjęciami hotel w samym sercu lasu ardeńskiego porastającego fikcyjny kraj Marsowię. To brzmi niepozornie. Wiem. Dodajmy zatem, że ów fircyk jest współtwórcą mnóstwa komiczno-romantycznych operetek, które nigdy i nigdzie nie zostały wystawione. Drugim autorem jest przyjaciel fircyka. Salomon - prowadzący bardzo skromne życie, nieco zadumany żyd. Przyjaciół łączą operetki, lecz dzielą pomysły na ich zakończenie. W efekcie żadne z tych wielkich dzieł nie jest ukończone. I teraz jeszcze dorzućmy do tego powrót przepięknej córki żyda, jedną wyjętą spod prawa orkiestrę w błyszczących koszulach oraz rozpoczynającą się właśnie II Wojnę Światową. Na domiar wszystkiego okazuje się, że wbrew powtarzanym plotkom, Führer chyba jednak nie ma prywatnego konta w narodowym banku Marsowii, skoro postanowił wkroczyć na jej teren.

Tak sobie dumam nad tym "Ardenem".
Niewątpliwie jest to książka, która ma dwa oblicza. Wyobraźmy sobie, że na pierwszym planie bryluje ta rozrywkowa i szalona gęba, pełna ekscesów i fajerwerków, złotych loczków, głośnej muzyki i szalonego śmiechu, ptaszków, sraszków, tamburyna i łohohoho. Matko Owco, czego tam nie ma! Tylko, że to fasada. Pod tym całym przebraniem, pod tą feerią barw i niesamowitym jazgotem, kryją się uważnie obserwujące otoczenie inteligentne i niezwykle poważne oczy. Bo temat poruszany w tej powieści jest całkiem poważny. Prześladowania, wojenna zawierucha, narażanie swego życia dla innych, często dla zupełnie obcych ludzi.

Niewątpliwie jest to książka, która zdecydowanie nie nadaje się do czytania w autobusie, SKMce, czy tramwaju. Próbowałam. Nic z tego nie wyszło. "Arden" wymaga, moi drodzy, koncentracji, ponieważ jej autor nieustannie wystawia Was na próbę. Potraficie biegać? Będziecie z nim biegać, pędzić, gonić, próbować nadążyć za jego słowotokiem, myślotokiem, dygresjotokiem i pomysłotokiem. Rozprosz się ("kontrola biletów") i już coś tracisz. Mianowicie wątek. Historii w "Ardenie" jest tyle, że można by nimi z pewnością kilku autorów obdzielić. Ale tutaj historyjki, opowiastki, dygresyjki, sny, wspominki, obrazki i pierścionki kumulują się w jednym i łączą w coś naprawdę fajnego. Nie da się "Ardenu" czytać jednym tchem. Bez przystanków, mógłby zwyczajnie nastąpić przesyt.

Widzieliście kiedyś operetkę? No. To "Arden" to dla mnie taka troszkę operetka na papierze. Z barokową falbanką pantalonów. Powaga miesza się w nim z humoreską, a autor tak ogólnie to musi być niezły wariat. Zaskakujące to było, szalone nieco, ale fajne (:



Za wycieczkę do fikcyjnego kraju dziękuję Noir Sur Blanc.
_______________________________________________________
tytuł: Arden (Arden)
autor: Frédéric Verger
tłumaczenie: Jacek Kiszczak
wydawnictwo: Noir Sur Blanc
data wydania: wrzesień 2015 r.
ilość stron: 410

Arden [Frédéric Verger]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: