Wełniaste Podejście do Literatury

Marta Kisiel: Dożywocie

18 listopada 2015 , , ,


Współcześnie nawet Mickiewicz musiałby kręcić kiepskie filmiki autopromocyjne i rzucać je gdzie popadnie w sieci, coby się wybić, a wstęp do „Ballad i romansów” zapewne zamieściłby na swoim blogasku. Dostawałby słitaśne komcie, a jakiś palant o przeroście ambicji bądź pragnienia intelektu krytykowałby go za to, że pisze ballady zamiast haiku. - Marta Kisiel

Mam propozycję. Zdejmij buty. Uwolnij stopy i wsuń je w ciepłe papucie, takie wygodne bamboszki z pomponikami. Porzuć na chwilę poważną literaturę, zrzuć odzienie w kolorze sztywno-dorosłym i zanurz się w basenie pełnym cieplutkiego, gęstego i różowego kisielu o smaku absurdu. To za dużo dla Ciebie. No dobrze. Masz tu kisiel w kubeczku, łyżeczkę, siadaj i słuchaj. Pierwszemu spotkaniu zawdzięczam wspomnienie doskonałej zabawy i wzbogacenie swojego słownika o wmartwychpołożenie. Moje drugie spotkanie z radosną twórczością Marty Kisiel skończyło się jednym pękniętym kubkiem i jednym złamanym serduszkiem. Moim serduszkiem.

"Dożywocie" to fantastyczna historia smukłego i smutnego pisarza z wąsem, Konrada, który dziedziczy po nieznanym mu przodku dom wraz z jego dożywotnikami. Pakuje do małego autka swoje chude gnaty, trochę walizek, wynajmuje koledze dotychczasowe mieszkanko i po prostu wyrusza ku nieznanemu. A w gotyckim domu z gotycką wieżyczką wyczekują już na niego uczulone na pierzę Licho, czyli niemal wzbudzający we mnie matczyne uczucia anioł w bamboszkach, król antykacowego rosołku masterchef Krakersik, kilka utopców pod prysznicem, wściekły kot, różowy Rudolf Valentono i ONO. Jest i ono. Widmo.

Ot, stado dziwolągów pod dziwacznym dachem, którym nic normalnego nie ma prawa się przytrafić. Ja wiem. O problemach sercowych i trudnych rozstaniach napisano już wiele. O ciężkim związku autor-wydawca tworzono niejedno. O dojrzewaniu bohatera do wzięcia na siebie odpowiedzialności za innych, o stawaniu w obronie słabszych, o tolerancji wobec odmienności w sumie także. Wiem. O hodowaniu potworów z głębin, czy o podstawowych zasadach opieki nad aniołem może nieco mniej. Ale z pewnością NIE W TAKI SPOSÓB.

>
Fajna warstwa fabularna i humorystyczna powieści, a także brak banałów i wyjątkowość jej bohaterów sprawiają, że "Dożywocie" wydaje się wręcz idealną lekturą na zadeptanie jesiennej chandry (bamboszkiem). Śmieszność jest tu naturalna i niewymuszona. Jestem też pewna, że po lekturze każdy czytelnik ma swojego dożywotniego ulubieńca. Dam sobie pompon od czapki uciąć. Macie? Macie! Pewnie, że macie. Ty też będziesz mieć. Do tego najprawdopodobniej nigdzie indziej nie znajdziesz poetyckiej prostytucji. Nigdzie. Takie rzeczy tylko u pani Kisiel. Podszeptuję również, że warto pomiędzy jednym śmiechem a drugim chichem przyjrzeć się i docenić z jaką swobodą, a jednocześnie z jaką świadomością autorka kreśli słowa. I ten język. Oczywiście dopuszczam możliwość, że będziesz mieć to daleko w poważaniu, ale ja mam fiksację na punkcie eleganckiej pracy słowem i nic nie poradzę, że zwracam na to uwagę. U autorów i u tłumaczy. Zawsze.

Lekkość i swoboda tej historii jest na tyle niezwykła, że nawet nie zauważysz, jak na czytaniu zastanie Cię noc. Ja nie zauważyłam. Dopiero niezadowolony tym faktem czarny kotek imieniem Figa dał mi znać, że już może czas najwyższy się podnieść i łaskawie kotka nakarmić, bo chyba tym razem się nieco przesadziło, co dodatkowo podkreślił zrzuceniem na podłogę mojego ukochanego kubeczka i mruknięciem: oj, się stłukło, no popatrz... Tak. Tyle w sprawie kubeczka. Przyznaję, że po paśmie ostatnich wymagających lektur, taka przygoda w Lichotce była mi po prostu potrzebna. Odświeżająco-rozluźniające SPA dla owczego mózgu. Zrelaksowałam się, odpoczęłam, wychichrałam i znów mogę wszystko. Polecam.

A w sprawie złamanego owczego serduszka. 
Autorko moja kochana.
Nie trwoni czasu na gapienie się w ten tekst, tylko siada i pisze dzieło, w którym mój słabo widoczny podwójny samobójca z byronowskimi pomponami u podkolanówek oraz okresem poety zbuntowanego powraca. A przed nim bieży baranek. Ja się kategorycznie domagam łamane na ja błagam i ładnie proszę, bo to nie może być tak, że on tak się z lichotkowej smyczy urwał i po prostu sobie zniknął. No nie może... Bo ja też mam bamboszki i umiem jak Licho z bamboszka kopnąć. A poza tym to ściskam autorkę serdecznie i dziękuję za radochę. 
Autorki Owca.

Wełniaste myśli o innych książkach autora: 
Marta Kisiel - Nomen Omen


Wycieczkę do Lichotki w formacie .epub - tak, tak, postęp zagościł na wełniastej łące i przeczytałam prawdziwego e-booka i przewracałam wirtualne kartki poprzez pociągnięcie palcem - zapewniła mi księgarnia internetowa
której też polecam "Dożywocie". Wszystkim polecam. A co.
__________________________________________
tytuł: Dożywocie
autor: Marta Kisiel
wydawnictwo: Uroboros
data wydania: 2010, ale wznowiono w październiku 2015 roku
ilość stron: 376
egzemplarz recenzencki
Dożywocie [Marta Kisiel]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: