Wełniaste Podejście do Literatury

Orhan Pamuk: Dziwna myśl w mej głowie

16 listopada 2015 , ,


Każde miasto ma duszę. Ogromny wpływ na jej kształt mają zamieszkujący je ludzie, nie przeczę. Jednak gdy poruszam się po jego ulicach, podziwiam zdobiącą je architekturę i wchłaniam otaczające mnie zewsząd dźwięki, zapachy i kolory, często zupełnie nie myślę o mieszkańcach. Traktuję to wszystko jako jeden element. Miasto żyje i ma duszę. Zwykle już po jednym spacerze wiem, czy do siebie pasujemy, czy nie. Miasto i ja. Czy będę do niego wracać, czy zapomnę że w nim byłam. Czasem pierwszą podróż odbywam inaczej. Jeżeli trafiam na autora, który postrzega świat w nieco podobny do mnie sposób, duszę miasta mogę poczuć poprzez samo czytanie o nim, musnąć ją poprzez literaturę. A potem pojechać, by przekonać się, czy podobne emocje odczuję, będąc już na miejscu. To całkiem fajne doświadczenie.

"Właśnie tam, w wieczornym półmroku, Mevlut po raz pierwszy zobaczył morze. Było głębokie i ciemne jak sen. W chłodnym powietrzu unosił się zapach glonów. Europejski brzeg był cały rozświetlony. Melvut do końca życia nie zapomniał tego widoku - największe wrażenie wywarło na nim nie tyle samo morze, ile właśnie te światła".

Mevlut Karataş ma jeszcze niewiele lat. Jest dzieckiem z maleńkiej tureckiej wsi, które - ku jemu ogromnej uciesze - zostaje wysłane do ojca, do tajemniczego miasta. Chłopiec widzi Stambuł po raz pierwszy. Spogląda na miasto i jest nim zafascynowany. Upływa rok za rokiem, Mevlut z chłopca staje się nastolatkiem, z nastolatka przeradza się w mężczyznę. Każdego wieczoru, gdy już odrobi lekcje, wyrusza wraz z ojcem na ulice miasta, by sprzedawać jogurt i buzę. Buza to nostalgiczne wspomnienie czasów, gdy alkohol był surowo zakazany. Wspomnienie czasem zbyt słodkie, a czasem zbyt kwaśne. Wędrujący uliczny handlarz nawołuje dźwięcznym głosem: buu-zaa, a pochowani w swych mieszkaniach stambułczycy przez moment czują się tak, jak gdyby cofnęli się w czasie. Cztery dziesięciolecia mijają, a uczucie to nie zmienia się w nich nigdy. Sprzedawca - najpierw ojciec, a potem sam Mevlut - jest szczęśliwy.

"Nawołując bowiem Buu-zaa, czuł, jakby kolorowe obrazy z jego myśli wychodziły mu z ust niczym komiksowe dymki i wnikały w zmęczone mury stambulskich ulic. Słowa były bowiem rzeczami, a każda z rzeczy - obrazem. Sprzedając nocą buzę, zauważał, że ulice, po których chodzi, zlały się w jedną całość ze światem myśli".

Na pierwszym planie jest saga rodzinna. Mogłam zatem śledzić dorastanie Mevluta, moim skromnym zdaniem takiego trochę everymana, który mimo wielu okazji do stania się kimś, ciągle odwracał się od nadarzających się możliwości i w zasadzie pozostał nikim szczególnym, ale przynajmniej szczęśliwym nikim szczególnym. Nawet porwanie żony, choć nie poszło zgodnie z planem, skończyło się szczęśliwie. No taki to człowiek właśnie. W fascynujący sposób zostały również ukazane zmiany zachodzące w jego wielopokoleniowej rodzinie. Kultywowanie bądź też odrzucanie przez jej członków tradycji charakterystycznych dla całego tureckiego społeczeństwa. Byłam świadkiem rozłamów politycznych, które nie ominęły również bliskich Mevluta. Mogłam uczestniczyć w procesie akceptacji nieuchronnych zmian gospodarczych i urbanistycznych, który na przestrzeni lat dokonywał się w jego rodzinie.

Druga płaszczyzna ma nieco reportażowy rys, będąc zapisem czterech dekad (1969-2012) funkcjonowania Stambułu. Był to okres intensywnej migracji mieszkańców wsi do obiecujących łatwiejsze życie miast. Jak grzyby po deszczu rosły blachofaliste slumsy, tworząc całe nowe dzielnice. Nabywanie w mało zgodny z prawem sposób praw własności zajmowanych działek osiągnęło niespotykaną dotąd skalę. Taki był właśnie wpływ zmian politycznych oraz mody z krajów zachodnich na miasto. Dzielnice pęczniały i rozlewały się na nowe obszary. Stare budynki kończyły swój żywot wyburzone, ustępując tym nowoczesnym, wyższym, lepszym. Nieustające zmiany. Buldożery, drapacze chmur, zbyt duża ilość samochodów na drogach. Podziwiałam też zderzanie się na stambulskich ulicach różnych kultur, a przede wszystkim starcie wschodu z zachodem we wszystkich sferach życia. Przyglądałam się pojedynkowi wieloletnich tradycji z nadciągającym postępem. Wysłuchałam opowieści o zatopieniu libańskiego statku, na którym było dwadzieścia tysięcy owiec. Część z nich przeżyła i ruszyła na Stambuł. A najlepsze z tego wszystkiego było to, że każda z występujących postaci wypowiadała się sama, we własnym imieniu i bezpośrednio do mnie. Przez 43 lata zdawali mi na bieżąco relację ze wszystkiego, co w ich życiu się działo. Byłam obserwatorką zwyczajnego życia w Stambule. Ta płaszczyzna powieści podobała mi się bardziej.

Nie wątpię, że Stambuł ma duszę. Z pewnością jest wyjątkowy dla autora, ponieważ ten uczynił go swoją muzą i bohaterem. Bez niego nie byłoby Mevluta Karataşa. I choć nie poczułam nagłej konieczności pakowania walizek, czułam się naprawdę dobrze, chodząc za Melvutem literackimi ulicami Stambułu. On wołał swoim dźwięcznym głosem buu-zaa, a ja powoli kroczyłam za nim, myśląc sobie w głowie, że to smutne, ale niebawem i ta tradycja może z miejskich ulic zniknąć na dobre. Być może pan Pamuk też miał tę myśl w swej głowie...

"Wie pan lepiej ode mnie, że tym, co przyciąga tych dziesięć milionów nieszczęśników do Stambułu, jest poszukiwanie chleba, chęć zysku, rachunki, odsetki. Ale tylko jedno utrzymuje człowieka przy życiu w tym dzikim tłumie: jest to miłość". 


Za te 20 tysięcy owiec dziękuję Wydawnictwu Literackiemu. 
_________________________________________________________________
tytuł: Dziwna myśl w mej głowie (Kafamda Bir Tuhaflık)
autor: Orhan Pamuk
tłumaczenie: Piotr Kawulok
wydawnictwo: Literackie
data wydania: 5 listopada 2015 r.
ilość stron: 690
Dziwna myśl w mej głowie [Orhan Pamuk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: