Wełniaste Podejście do Literatury

Petr Měrka: Jestem egzaltowaną lentilką

5 grudnia 2015 , , , ,

"Zadzwonił do mnie. Powiedział:
- Chciałbym z tobą spać, Piotrze.
Poznałem go po głosie. To był krytyk literacki Jebaczek Moralnik. Już od pewnego czasu ten fanatyczny katolik namawiał mnie do analnej perwersji. Do dziś się opierałem, ale teraz, kiedy ukazała się moja nowa książka, nie pozostało mi nic innego, jak tylko zacząć mu znowu robić laskę." - Petr Měrka

Cieszę się, że żyję w Świecie, w którym wciąż jeszcze przestrzega się pewnych norm prawnych postępowania, zasad moralnych, dobrego wychowania, że chodzę ulicami Świata, w którym ludzie ciągle odnoszą się do siebie z szacunkiem, nawet jeśli mają to być jedynie pozory i zwykłe hołdowanie konwenansom. Po prostu cenię sobie savoir-vivre. I za nic nie mogłabym żyć w tym świecie, który wykreował w swych opowiadaniach  Petr Měrka. Za żadne skarby nie chciałabym. Ale według niego i tej jego mocno przerysowanej wizji, wszystko ku temu zmierza.

W przyszłości bez jakichkolwiek hamulców moralnych ludzie nie mówią sobie dzień dobry. Jest ding-dong, jest otwarcie drzwi i jest ostry seks na wycieraczce. Dopiero potem wyjaśnia się powód wizyty, który często i tak kończy się kolejnym stosunkiem. Więzi rodzinne są nieistotne: z ojcem można się pomiziać, a matce rozbić siekierą czaszeczkę. Młodzi do szkół chodzą, ale raczej dla rozrywki, bo wykształcenie w tym świecie i tak nic nie daje. Zabicie kogoś to w zasadzie nic. Nawet gdy trafi się za to do więzienia, to na 10 dni. Choć prawda jest taka, że 10 dni z pewnych seksualnych względów równoznaczne jest z dożywociem... Nowo narodzonym dzieciom pielęgniarki rozbijają główki o wykafelkowane ściany. Lekarze nie leczą. Wysyłają wadliwe egzemplarze do utylizacji. Nieliczni bogaci zabijają sobie czas zabijaniem ubogich albo żyjących w nędzy. Są bogaci, więc im wolno. Po osiągnięciu wieku emerytalnego nie dostaje się emerytury, dostaje się śmierć. Młodzi robią przy taśmach produkcyjnych, a gdy szukają czegoś więcej, mogą spróbować pokopulować z pracownikiem Urzędu Niezatrudnienia, gdzie najlepszą radą na wszystko jest profesja dziennikarza lub pisarza.

"Pocałował ją w policzek. W tej chwili ona zmieniła się w kamienną rzeźbę, a on w pajęczynę, która ją oplata. Kurtyna życia opadła i żałosne przedstawienie się skończyło."

Fabularnie opowiadania zawierają elementy, które są doskonałe i te przebłyski geniuszu podbijają moje czytelnicze serce, jak wspominane zdarzenia na porodówkach, czy chociażby opowieść o Jezusie, który postanowił zostać raperem. Dla kontrastu należy jednak wskazać, że takich przebłysków jest tylko parę, a reszta to w sumie powtarzające się schematy sytuacyjne, tyle że ze zmienianymi imionami. Wszystko pozuje na wielką alegorię. Ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że pozuje jest tu słowem kluczowym. Nie mogę wyłapać dlaczego, choć sam autor na początku próbuje to czytelnikowi wyjaśniać.

Ta czy inaczej przekaz jest raczej prosty: społeczeństwo się nam degeneruje, a my (tak cudni!) razem z nim, tylko być może tego nie dostrzegamy. Zaczynaliśmy jako zwierzęta. Ewoluowaliśmy i staliśmy się istotami wyższymi - ludźmi, ale osiągnąwszy pewien poziom moralny, intelektualny i kulturalny przestaliśmy się rozwijać. Zatrzymaliśmy się, a potem wszystko zaczęło się kurczyć, upraszczać, spłycać. I właśnie temu ostatniemu etapowi historii człowieczeństwa poświęcone są opowiadania. "Z gówna powstaliśmy, to i w gówno się obrócimy". Smutna konstatacja, wypowiedziana prosto i dosadnie, bez żadnych podpórek za to zgodnie z "poetyką" Petra Měrki. Brutalność, obsceniczność, wulgarność, przemoc i pornografia mogą być doskonałymi i mocnymi środkami wyrazu, o ile się nie przesadzi. Autor używa ich wszystkich dużo i namiętnie niczym ręki przy masturbacji. Nie krzyw się tak. Opowiadam Ci w końcu o zbiorze obficie w spermie skąpanym. I mam z  Měrką nie lada problem. Bo rozumiem, co próbuje przekazać światu, ale kompletnie nie czuję, dlaczego aż tak histerycznie. Zastanawiam się, czy nie chodziło tu bardziej o zaszokowanie formą. W takiej sytuacji faktycznie łatwo i wygodnie podzielić publikę na tych, co "pokochają" i tych, którzy "znienawidzą"...


Choć pierwsze chwile z Měrką szokują, człowiek się po prostu do tego stylu przyzwyczaja. A może moja wrażliwość i wpojone zasady biorą w łeb, zgodnie z nurtem opowiadań? W każdym razie czujcie się lojalnie ostrzeżeni (;

Dwubiegunowość.
Rozumiem. Nie rozumiem.
Dziękuję.


Za możliwość poznania fantazji autora dziękuję Dowodom na Istnienie.
_____________________________________________________________________
tytuł: Jestem egzaltowaną lentilką (Jsem afektovaná lentilka)
autor: Petr Měrka
tłumaczenie: Elżbieta Zimna
wydawnictwo:  Dowody na Istnienie - egzemplarz recenzencki
data wydania: wrzesień 2015 r.
ilość stron: 132
Jestem egzaltowaną lentilką [Petr Merka]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: