Wełniaste Podejście do Literatury

Zaraz będzie ciemno!, czyli listopad za nami.

3 grudnia 2015

Ostatnie takie nasze pogaduchy w tym roku. Dziś w kubkach gorąca czekolada z lentilkami, chcesz? Mój kawałek Pragi w domu. To magiczny napój, bo uspokaja, rozgrzewa i wywołuje uśmiech. Do czekolady mogę podzielić się pewnym przemyśleniem, ale najpierw pokażę Ci, gdzie w minionym miesiącu byłam, gdy mnie tutaj nie było.
Gorące, nie poparz się.
 ____________________________
Listopadowe Wełniaste podróże po literaturze były dosyć emocjonujące.

Na początku  miesiąca przeszły mnie dreszcze. Ale na własne życzenie, oczywiście. Schowałam się w szafie i przez szparę w drzwiach patrzyłam na zło, które czaiło się za nimi.  Próbowałam je odbierać tak, jak przedstawiała je autorka, czyli beznamiętnie, ale nie potrafiłam. Nie mogę się pochwalić szczególnie silnie rozwiniętą empatią, jednak w tym wypadku nawet mnie ruszyło. Joyce Carol Oates i "Tatulo" zrobili swoje.


Gdy wszyscy sobie poszli, ja także się od tej amerykańskiej szafy oddaliłam. W przestrzeni i czasie  starałam się uciec do bezpiecznego miejsca. Zupełnie jak bracia Mašínowie, o których opowiedział mi Jan Novak w powieści biograficznej "Nie jest źle". Różnica pomiędzy nami jest jednak taka, że moje oddalenie się nie ma wpływu na życie innych ludzi. Natomiast konsekwencje ich ucieczki do bezpieczniejszego świata uderzyły w całkiem sporo osób. I w wełniastym domu rozpoczęła się dyskusja o pewne granice.

Gdy te zostały już ustalone (pi razy oko oczywiście), postanowiłam zobaczyć Bosfor i pospacerować ulicami Stambułu. Moim przewodnikiem został uliczny sprzedawca jogurtu i buzy. Chodziłam za nim, obserwowałam jak upływa czas, jak zmieniają się budynki, rzeczy, ludzie. Wszystko. Przy okazji poznawałam kulturę różniącą się od naszej, tradycje, które usiłowały przetrwać w dobie coraz silniejszego wiatru mody z zachodu. Spoglądałam tak naprawdę na przemijanie i "Dziwna myśl w mej głowie" zagościła na moment...

Żeby się jej pozbyć wybrałam się do SPA w Lichotce. Ugoszczono mnie tam po królewsku, gotowano dla mnie po krakersku, recytowano mi wiersze zjawiskowe i na nogi włożono bamboszki. Tylko docierające do mnie co rusz kichanie nieco wytrącało mnie z basenu spokoju. Ale było odprężająco. Tylko zmarszczki mi się pogłębiły. Ale to od uśmiechów do stron książki kierowanych. Ot i wszystko. Centrum odnowy "Dożywocie" Marty Ksiel zaprasza.
Apsik.

Na koniec wpadłam w rok około 1930 i zlądowałam w gabinecie pewnego intelektualisty. Ucieszyłam się nawet, bo kroiła się ciekawa rozmowa, ale on nie chciał dyskutować o kondycji świata. Pan Parnicki uparł się, że opowie mi historię "Trzech minut po trzeciej", czyli pewnej pomyłki, pościgów i strzałów i w ogóle, w ogóle. No jak dziecko się przy tym ekscytował. Ja co prawda nieco mniej, ale przyznaję, że rozpuściły mnie trochę współczesne sensacje oraz wiadomości telewizyjne. Acz wysłuchałam jego opowieści z radością (:

__________________________________
Z inności to niewiele się działo.

 Klasycznie pojawiło się Co w księgarni zabeczy: grudzień 2015 - ostatnie tegoroczne. Cóż. Cykl Co zabeczy ma wyraźny opis. Z nastawieniem na JA, JA i tylko JA. Dlatego za jakiś czas pojawi się równie egoistyczne Co w księgarni zabeczało w 2015. Sama sobie ocenię własnego nosa: pogratuluję wyboru oraz sama siebie za niektóre zrugam (:
______________________________
No i przemyślenie, tak.
 
Gdybyśmy wszyscy czytali to samo, świat byłby nudny. Gdyby wszystkim nam podobało się to samo, nie byłoby miejsca na żadne dyskusje, nie byłoby kolorytu, nie byłoby nic. Tylko szablony. Na szczęście każdy z nas jest inny. Ma własny rozum, emocje, indywidualnie odbiera różne rzeczy. Uważam że to piękne i dlatego ogromnie cenię sobie niezależne myślenie i własne zdanie innych osób. I je szanuję. Nie da się jednak nie zauważyć, że niektórzy dziwnie podchodzą do odmiennych opinii. Przypadkowo natrafiłam na dyskusję dwóch osób, które przeczytały tę samą książkę, jednak miały na jej temat różne zdania. Każda z nich chciała mieć ostatnie słowo, zatem dyskusja kończyła się inwektywami. I niby to pierdoła, wiem, pełno tego w sieci. Ale. Skąd się bierze w ludziach przekonanie, że to ich zdanie jest tym właściwym, tym najlepszym? Obserwuję takie podejście właściwie wszędzie - na gruncie znajomości, zawodowym, w religii, w polityce, nawet w grze. No i blogosferze. (machnięcie ręką) Takie tam rozmyślania bez celu. Może to przez paryskie wydarzenia, a może przez to, że gdy wychodzę popołudniu z pracy, to już jest ciemno. Cóż.

"...gdyby ludzie nie byli tak głupi, żeby żądać we wszystkim podobieństwa do siebie samych..."
H. Wassmo
Dziękuję Ci za towarzystwo. Kubek wstaw jak zawsze do zlewu (:



Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: