Wełniaste Podejście do Literatury

Jo Nesbø: Krew na Śniegu

5 stycznia 2016 , ,


"Myślałem, że krew zamarznie na śniegu i tak zostanie. Tymczasem jednak śnieg wsysał ją w siebie, wciągał pod powierzchnię, skrywał, jakby sam jej potrzebował." - Jo Nesbø

Patrzę sobie na tę okładkę i widzę świąteczne rybki... No ale nic to, ruszamy z normalnością.
Kilka książek Jo Nesbø już przeczytałam, choć tak się złożyło, że wbrew ustalonej chronologii, co pewnie kiedyś się na mnie fabularnie zemści. W tej opowieści jednak śledczego Harry'ego Hole nie ma. Jest za to Olav, człowiek, który stanowi jego przeciwieństwo. Olav, który - jak sam osobie mawia - naprawia różne historie.

Nostalgiczny Olav  - likwidator i jego Pan - narkotykowy król. Pewnego razu Pan zleca Olavowi likwidację swojej ponętnej żony, która ośmieliła się Pana zdradzić. Likwidator prowadzi obserwację niewiernej żony. Przy tej okazji rozmyśla o swojej przeszłości, wspomina dzieciństwo i życie rodzinne, wyciąga wnioski. Koniec końców uznaje, że wie co dla jest Pana dobre, a nawet lepsze, likwiduje zamiast żony jej kochanka. Cóż... I w tym cały jest ambaras, że tu akurat dwoje nie chciało na raz.

"Krew na śniegu" nie jest w zasadzie powieścią. Mamy tu jeden wątek i żadnych pobocznych. Opisy wydarzeń nie są zbyt rozbudowane, jakby ustalona z góry ilość stron na to nie pozwalała. A zatem to nowela, a ja nowel nie lubię. Olav główny bohater tej historii, jest typkiem od mokrej roboty, choć mamie powiedział, że... ekspediuje, więc dla mamy jest ekspedientem w sklepie. Likwiduje na zlecenie innych ludzi. To zdanie można przeczytać na dwa sposoby i oba będą prawidłowe. Sprytnie? Olav jest zimny i prawie się nie uśmiecha. Uważa się za mało rozgarniętego człowieka ze smutnym upośledzeniem słownym, który nie nadaje się do niczego więcej, jak tylko do likwidowania. Nieustannie podkreśla swój brak wiedzy, choć chwilę później zaskakuje jej dość wysokim poziomem. Swoje wypowiedzi lubi kończyć zawsze tak samo: "ale co ja tam wiem". Tacy ludzie potrafią irytować, nieprawdaż? Niezależnie od tego, czy faktycznie tak się postrzega, czy też zakłada tylko taką maskę, Olav nosi w sobie pewną mądrość. Zawsze szuka znaczeń, sensu i ukrytej głębi w zdarzeniach, które większości osób wydają się zwyczajne.

Małe to, choć sporo się dzieje. Trochę takie noir o zapachu ryb. Zastanawiam się, jak bardzo podobałaby mi się "Krew na śniegu", gdybym nie znała innych powieści Nesbø. Podejrzewam, że bardziej. Być może o wiele, wiele bardziej, czego zapewne doświadczą ci wszyscy, którzy nie znają możliwości autora. Przyzwyczaił bowiem swoich czytelników do napięcia, wodzenia za nos, do dbałości o szczegóły, do mocno rozbudowywanej akcji i jej przelicznych zwrotów, ale przede wszystkim do podążania za charakternym bohaterem, indywidualistą, który sam w sobie jest ciekawostką. Olava trudno zaś nazwać charyzmatycznym. Ja bym tam za nim nigdzie nie poszła. 

Przez całą lekturę moje wszystkie ciarki spały jak zabite. No ale panu Nesbø należy się zrozumienie. Nie ma czasu na rozbudowaną fabułę, ponieważ wymyślił "Okupowanych" (widziałam, polecam - tu było) tworzy na nowo "Makbeta" w ramach serii: Projekt Szekspir, a to wszystko wymaga przecież uwagi i skupienia. Dlatego nie mam mu zupełnie tego za złe. Po prostu sięgnęłam od razu po "Pierwszy śnieg" i momentalnie zrobiło mi się lepiej. Ale o tym inną razą (:




_________________________________________________
tytuł: Krew na śniegu (Blod på snø)
autor: Jo Nesbo
tłumaczenie: Iwona Zimnicka
data wydania: czerwiec 2015
wydawnictwo: Dolnośląskie
liczba stron: 167 
Krew na śniegu [Jo Nesbo]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE Krew na śniegu [Jo Nesbø]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: