Wełniaste Podejście do Literatury

Hubert Klimko-Dobrzaniecki: Samotność

23 stycznia 2016 , , , ,


"Boże, daj mi samotność, bo nienawidzę ludzi."- Gustaw Herling-Grudziński

Będzie dziś poważniej. Weź  sobie ciasteczko orzechowe i siadaj, porozmawiajmy o samotności.

Jestem przekonana, że zdarza Ci się czasami oddychać z ulgą w ciszy i spokoju za jakimiś szczelnie zamkniętymi drzwiami, z dala od zgiełku, szaleństwa oraz innych ludzi, prawda? To zupełnie normalne, potrzebujesz tego. Samotność jest nam wszystkim potrzebna, by czasem nie zwariować, by się pozbierać lub wpaść na jakiś pomysł. Jednym wystarczy kilka chwil, inni muszą odseparować się na trochę dłużej. Tyle tylko, że to jest rodzaj samotności, gdy o jej początku i końcu decydujemy my sami. Jednak częściej samotność wywołuje w nas negatywne skojarzenia. Ma kolor szary lub wręcz czarny. Jest smutna. Bo ten rodzaj samotności przychodzi do nas nieproszony i czasem ciężko go spławić.

Ta samotność, choć szarobura, też niejedno ma oblicze. Może odnosić się do fizyczności. Otóż zdarzyło się komuś wylądować na rozległej przestrzeni, gdzie jak się szybko okazuje jest jedynym przedstawicielem naszego wspaniałego gatunku (przykład: Marsjanin). Oto człowiek samotny, który nikogo innego nie spotka, pogadać może tylko z echem, a za towarzysza służy mu np. piłka, bo Piętaszków też akurat nie ma w okolicy. Fizycznie jest zupełnie sam. Drugi kontekst odnosi się do stanu psychicznego. Choć nasz człowiek żyje sobie w społeczeństwie, to jest wyobcowany. Otaczający go ludzie są odlegli mentalnie, a mniej lub bardziej obiektywne przyczyny utrudniają przełamanie barier i odnalezienie z kimś wspólnej płaszczyzny. Przeważnie dodatkowo sprawę komplikuje brak bezpośredniego kontaktu z rodziną lub bliskimi osobami. To oczywiście była ta prostsza wersja, bo ta trudniejsza do zrozumienia dla normalnego człowieka brzmi: ma rodzinę, ma bliskich, otaczają go znajomi, ale mimo tego czuje się bardzo samotny. Niczym w zatłoczonym tramwaju pełnym zupełnie obcych ludzi. Nie licząc tych krótkich planowanych przerw na małe sam na sam ze sobą, ludzie raczej nie pragną spędzić całego swojego życia w kompletnej samotności, we wszystkich rozważonych jej aspektach, nieprawdaż? A jednak!

Hubert Klimko-Dobrzaniecki w swojej najnowszej powieści "Samotność" zaprezentował właśnie takiego człowieka. Bruno S. i jego niezwykły monolog wewnętrzny bawi i przeraża jednocześnie. Ciekawy to człowiek, zachowujący ogromny dystans wobec świata, na wielu płaszczyznach i w wielu spostrzeżeniach jest zupełnie niepoprawny politycznie i kulturowo. Uszczypliwy jak sto diabłów, na wszystko spogląda (a potem to komentuje) przez pryzmat pogardy. W zasadzie potrafi wylać kubeł sarkastycznych pomyj na cokolwiek, wystarczy mu tylko podsunąć temat. Nic w życiu nie robi, bo go na to stać. Myśli sobie - o, to jedyne co robi. A w myślach tych szeroko i zjadliwie komentuje. I nie lubi. Och, ilu rzeczy on nie lubi! Więcej niż ja! I chory być chce. Bardzo chce. Ale zły lekarz ciągle widzi w nim samo kompletne zdrowie. Bruno się nie zraża, bo ma coś wyjątkowego. Swoją  samotność. I nawet chorwackie wydarzenia, to dziwne coś na kształt romansu (choć to hiperbola), nie powinno tego zmieniać. No nudzi się chłopak, to wymyśla.

Wiele osób będzie pewnie wypowiadać się o Brunie w negatywnym tonie. Powiedzieć Ci dlaczego? Po pierwsze, bo samotność przeważnie kojarzy się ludziom negatywnie, a Bruno konsekwentnie separował się od wszystkich. Nie pracuje, nic konkretnego nie robi. Przeciętny człowiek nie toleruje uczucia samotności, unika go jak ognia. Każdy psycholog będzie Ci powtarzał, jak ważne są dla zdrowia psychicznego kontakty z innymi. Po drugie, bo Bruno wybrał samotność świadomie i jeszcze mu z tym dobrze i można by rzec, że "do twarzy" mu z nią. A przynajmniej on tak uważa i w tym przekonaniu każdego dnia się utwierdza. Dlatego uznasz go za kuriozum, za gbura, chama i dziwadło. Może nawet pomyślisz ze świętym oburzeniem (bo głośno tego przenigdy nie powiesz): jak to! Jak tak można! Jak ktoś może się ośmielać nie chcieć kontaktu ze mną? Przecież to ja! Jak śmie nie chcieć! A przecież rozwiązanie jest takie proste. Wystarczy nie lubić ludzi.

Bruno to franca, jednak nie można go nie docenić, bo niezbyt często w książkach można spotkać, tak dobrze "skrojonego" antybohatera, który wymyka się szablonom i pozostaje anty od początku do końca. Intrygujący typ, żadne lelum-polelum. Niedosyt nawet mam. Gdyby niektóre wątki zostały bardziej rozbudowane, Bruno mógłby rozwinąć skrzydła swojej niechęci i wznieść się na nich wysoko, wysoko. Jako postać literacka osiągnąłby ideał antypatii, a ja patrzyłabym sobie z nieukrywaną przyjemnością, jak szybuje. Ale innym będzie go pewnie żal.
_______________________________________

Powieść ukazała się w ramach projektu K4: Wydawnicza Grupa Wyszehradzka. Począwszy od ubiegłego roku, co roku grupa wydawców ze Słowacji, Czech, Polski i Węgier wybiera jedną książkę z krajów Grupy Wyszehradzkiej, by następnie wydać ją  jednocześnie w oryginale i przekładach na trzy pozostałe języki. W projekcie udział wzięli:
2015 - Pavel Vilikovsky - Opowieść o rzeczywistym człowieku (Słowacja)
2016 - Hubert Klimko-Dobrzaniecki - Samotność (Polska)



Wełniaste myśli o innych powieściach autora:
Hubert Klimko-Dobrzaniecki - Zostawić Islandię
Hubert Klimko-Dobrzaniecki - Grecy umierają w domu
________________________________________________________________
tytuł: Samotność
autor: Hubert Klimko-Dobrzaniecki
wydawnictwo: Noir Sur Blanc - egzemplarz recenzencki
data wydania: październik 2015 r.
ilość stron:154


Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: