Wełniaste Podejście do Literatury

Anna Sakowicz: To się da!

21 lutego 2016 , , , ,


Zdaję sobie sprawę, że nieczęsto pochylam się nad literaturą typowo kobiecą, przez moją mamę uważaną za "tę życiową właśnie, a nie to to, co wiecznie czytasz". Jednak gdy położyła mnie najpierw jedna choroba, a zaraz za nią powikłana następna, nie było mowy o czytaniu jakichkolwiek wymagających smut. Smutą to ja byłam/jestem jedną wielką i więcej nie potrzebuję, dziękuję. Ale do rzeczy. Spotkaliście kiedyś na swojej drodze osobę, której właściwie nie znaliście, ale od której po prostu biło jakieś wewnętrzne ciepło i sympatia? Annę Sakowicz poznałam w piękny letni dzień w Sopocie i ten jeden dzień wystarczył. Nie ukrywam, że sięgnęłam po tę książkę trochę z ciekawości, czy to wewnętrzne ciepło przenosi się z człowieka na to, co pisze. Eksperyment taki.

A gdy się zejdą, raz i drugi,
kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością,
bardzo się męczą, męczą przez czas długi,
co zrobić, co zrobić z tą miłością?
/tekst Agnieszki Osieckiej/

Joanna, główna bohaterka, to taka kobieta po przejściach. Dopiero całkiem niedawno udało jej się poskładać swoje życie do kupy. Roczny urlop nauczycielski dla podratowania zdrowia spędza z córką Lusią (aka Ludwikiem) na Kociewiu, gdzie ma opiekować się swoją wiekową ciocią. Wkręciła się w pomoc dzieciom z lokalnego hospicjum i nawet poznała faceta, chirurga - tak, tak, mężczyznę z przeszłością, jednak nie potrafi się do końca zaangażować w związek. Ciągle w pamięci ma te swoje wszystkie przejścia, a spokoju ducha zaznać nie może, bo co rusz burzy go jej własna matka. Gdy wychodzi na jaw, że niechęć ciotki do mężczyzn i złożone w młodości postanowienie przeklinania każdego, który stanie jej na drodze, ma swoje korzenie w dalekiej ciocinej przeszłości i wiąże się z wielką niespełnioną miłością, Joanna i Lusia postanawiają odnaleźć pana Henryka, raz: by ciotce sprawić radość, a dwa: by oderwać się od swojego własnego bajzlu w życiu.

"Ażebi to rokijasz wzión!"
/Ciotka Zosia/

Choć toczą się w powieści różne historie, przyznaję, że zauroczyła mnie ciotka Zośka. Ta przeszło osiemdziesięcioletnia babulinka ma w sobie ciągle więcej krzepy, niż niejedna o połowę od niej młodsza kobieta. Do tego używa kociewskiej gwary, ma układy z Bogiem i rozrywki poszukuje w nekrologach. Jest niezwykle życiową i praktyczną osobą, dzięki czemu stanowi doskonały kontrast dla Joanny, niepewnej, nie do końca zdecydowanej, przepełnionej obawami. Tyle że Joanna jest niezdecydowana tylko wtedy, gdy chodzi o jej własne życie. Gdy zaś idzie o ratowanie życia małej dziewczynki z hospicjum, nie waha się ani sekundy, stawia świat na głowie, mierzy się nawet z plującym jadem smokiem Jaromirem, by tylko osiągnąć swój cel. W końcu nie od parady na Kociewiu mówi się, że to się da!


To taka prosta i optymistyczna historia napisana z humorem. Pisze się o takich, że ciepła i życiowa, bo opisywane w niej wydarzenia codziennie dotykają, czy też dotknąć mogą każdego z nas. Wielkie zmiany w życiu, związane z nimi decyzje, przeprowadzki, nowi ludzie, poczucie wyobcowania, nastoletnie córki, szalone matki, męczące koleżanki z pracy... Wszelkie nowe uczucia sprawiają, że człowiek traci pewność. Myślę, że każda kobieta może znaleźć w Joannie odbicie samej siebie. Jeśli tak, może dobrze by było, gdyby posłuchała rady ciotki Zośki i wzięła się za siebie? Nie można być przecież taką galameją*.

Doceniam ogromnie, że historia romansu cioci Zosi nie została napisana różowym długopisem i nie nastawiano serduszek nad 'i'. Nie. Przenosi nas do lat powojennych, do czasów, gdy trzeba było kombinować i zdobywać. Ta historia jest jak sama ciotka i pasuje do niej ogromnie, a romans spod huty szkła, to wydarzenia  z potencjałem, które nadawałaby się w sumie na oddzielną, głębszą i poważniejszą opowieść.

Okazuje się, że twórczość Anny Sakowicz jest równie sympatyczna, jak ona sama. Powiem Wam też, że przez cały czas Joanna miała dla mnie twarz, głos, a przede wszystkim energię i szaloną fryzurę samej autorki. Choć bez problemu "To się da!" można czytać jako samodzielną opowieść, losy Joanny i reszty familii mają swój początek w "Złodziejce marzeń" i z zapowiedzi wynika, że będą miały także swój ciąg dalszy. Teraz tę książkę prześlę mojej mamie, a ona zacznie planować tacie wakacyjny urlop na Kociewiu. Znam ją (:

*galameja - fujara, ślamazara

_____________________________________________
tytuł: To się da!
autor: Anna Sakowicz
wydawnictwo: Szara Godzina - egzemplarz recenzencki
data wydania: luty 2016 r.
ilość stron: 303
To się da! [Anna Sakowicz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: