Wełniaste Podejście do Literatury

Richard Flanagan: Klaśnięcie jednej dłoni

26 marca 2016 , , ,


(klaśnięcie)
Zróbmy coś dziwnego. Za sprawą nieustannie obecnej w tasmańskich lasach magii zmieniasz się w ptaka. Ja wybieram, dlatego przybierasz postać kukabury chichotliwej. Nie złość się. Daję Ci za to moc podróżowania w czasie i przestrzeni. Za pomocą ledwie machnięcia skrzydeł możesz zatem znaleźć się gdzie i kiedy chcesz. Marzenie, prawda? Trzepoczesz skrzydłami, przysiadasz na gałęzi i widzisz mnie. Tak, tak, też tu jestem. Ten słodnik to ja. Obserwujemy zatem wspólnie i w milczeniu. Bo słychać cichy śpiew. Ktoś nuci kołysankę...

Spanček, zaspanček, čuden mozič,
hodi ponoči,nima nozic.
Tiho se duri ,okna zapro,
Spanček, zaspanček zatisne oko.
Lunica ziblje aj aj aj aj,
Spanček se smeje haj aj aj aj.
/kołysanka słoweńska/
(klaśnięcie)
Dwie kobiety - matka i córka, jedno miejsce i ogromna przepaść w czasie.
Jest wtedy, jest teraz i są dwie małe plamy czerwieni.
Pierwsza zdecydowanym krokiem znaczy ślady w śniegu. Odprowadza ją niepokojący szum wiatru oraz chłodny wzrok milczących kobiet z osady robotniczej. Po chwili czerwień znika, pożarta przez zaśnieżone drzewa. I już jej nie ma. Oddala się? Ucieka? Zaczyna nowe życie? Znika? Wybierz sobie. Na to zniknięcie i tak spuszczona zostaje zasłona milczenia. Wtedy. Druga zaś, jedno machnięcie ptasiego skrzydła później, powraca. Choć nie sposób wyjaśnić dlaczego to czyni, czerwień wyłania się z mroku tasmańskiej dżungli. Porzuca tak doskonale skrywające ją pod płaszczem anonimowości tysięcy ludzi Sydney i wraca do miejsca, w którym po raz ostatni słyszała nuconą jej przez matkę kołysankę. Teraz.

"W tamtych latach nawet czas był inny, a dzieciństwo nie było po prostu etapem życia. Kilka żywotów zlewało się w jeden niekończący się duszny poranek. Sprawy wyglądały inaczej niż teraz i błędem byłoby myśleć wtedy o ludziach tak, jak myślimy o nich dziś"[s.277].

(klaśnięcie)
Przyjrzyj się tej drugiej, kukaburo. Córce. Z dla siebie samej nie do końca jasnych względów wraca tam, gdzie doświadczyła ogromnego zła. Rozumiesz to zachowanie? Ja nie rozumiem. Od złych doświadczeń i wspomnień przecież się ucieka, odrzuca się wszystko, co z nimi związane. Tymczasem Sonia odnajduje człowieka, które zamienił jej dzieciństwo w piekło. Patrzy na niego z pogardą, z żalem, jednak z nienawiścią nie potrafi. Czyli rozlewu krwi nie będzie. To po co to wszystko? Nie może go nienawidzić, ponieważ w głębi duszy rozumie. Dlaczego był taki, jaki był. Z tego samego powodu ona sama przecież jest, jaka jest.

A teraz znów spójrz na Matkę. Maria kochała Bojana, dlatego z nim wyjechała. Do Tasmanii, gdzie przestawało się być kimś. Za cenę wolności stawało się imigrantem, stawało się robolem, stawało się niewidzialnym Nikim. Tak właśnie, kukaburko, zatraca się ludzka tożsamość. Niechciana tam, nieakceptowana tu. To boli. Tak właśnie jest, a Flanagan zdaje się to podkreślać. Jeśli przedstawić to w formie filmu, zobaczysz barak, małe dziecko, spadający w ciszy śnieg i tu klisza się nagle zrywa. Klisza się spala. Obrazek się roztapia. Bo w tym miejscu na filmie Maria znika. Plama czerwieni rozpływa się zimowym krajobrazie. I tak właśnie powstaje piekło. A oni pozostają. Ojciec nie rozumie. Ojciec czuje wstyd i gniew. Ojciec ma wspomnienia. Dziecko nie rozumie. Dziecko tęskni za dotykiem dłoni matki. Dziecko nie może się bronić przed światem. I trwa to przez lata.

"Pozostałam tylko ja, nic więcej, pomyślała. I on. Lecz rozdzieleni, byli jak dom przerobiony na stodołę, zaorany sad zmieniony w pastwisko. Zapach drzew bez kwiecia. Okno bez koronkowej firanki w domu Jean. Klaśnięcie jednej dłoni"[s.204].

(klaśnięcie)
Po co Sonia do tego wraca? Być może po to, by dowiedzieć się w końcu, co się stało z matką, a być może po to, by dowiedzieć się, co się stało z nią samą. Z pewnością jednak po to, by uciec od pytania, co teraz będzie dalej. W obawie przed nieznanym strachem, powraca do strachów już znanych. Strasznie ryzykowne zagranie z jej strony.

To trudna opowieść, choć nie w samym czytaniu, bo czyta się ją niemal jednym tchem. No dobrze. Ja przeczytałam ją jednym tchem, Ty przecież wcale nie musisz. Piękna to opowieść, ale przecież już wiem, że Flanagan nie potrafi pisać niepięknie, skąd zatem we mnie zdziwienie? Jest w "Klaśnięciu jednej dłoni" smutek i nostalgia, która nieustannie wybrzmiewa w dźwięku deszczu rozbijającego się o dachy z blachy falistej. Jest w niej ładunek emocji, który równomiernie rozchodzi się na wszystkie trzy dramatis ovēs - ojca, matkę, córkę. Odcieni miłości i tęsknoty jest w ich wzajemnych relacjach tyleż samo, co odcieni bólu i nienawiści.

"Jedni musieli odwrócić wzrok.
Inni musieli patrzeć"[s.339].

(klaśnięcie)
Człowiek może doświadczyć rzeczy, których wybaczenie przestaje być możliwe. Sam akt przebaczenia, gest, czy wypowiedzenie na głos kompletnie nic w wybaczającym nie zmieniają, nie cofną czasu, a człowiek, wybaczając, nie stanie się lepszym, choć być może tak o sobie pomyśli. Zdaję sobie sprawę, że przepełnione miłosierdziem do bliźniego swego religie mają w tej kwestii zdanie odrębne. Ale zdanie ma to siebie, że każdy ma własne, prawda? Przecież doświadczenie budują własne przeżycia, a nie to, co o przeżyciach opowiadają nam inni. Moment, gdy człowiek doświadczy niewybaczalnego, powoduje, że całe postrzeganie rzeczywistości się zmienia. Rozumienie ludzkich motywów się zmienia. Poziom zaufania wobec szczerości innych spada na osobistej skali niemal do zera. Bo to człowiek się zmienia, bo krzywdzony zawsze obrywa dwukrotnie. Ze strony sprawcy i ze strony konieczności prowadzenia dalszej zwyczajnej egzystencji. Ale żyje się dalej, prawda? Nie ma wyjścia. Flanagan porusza. Po raz drugi.

(klaśnięcie jednej dłoni)
Wracasz do ludzkiej postaci, kukaburro, przykro mi. Ja sobie słodnikiem jeszcze moment pozostanę.
Idź i czytaj, bo fabuła jest w książce, a recenzje w gazetach.
Tu jest tylko myśl.

"Wszystko zrozumiesz, choć nigdy tego nie przeżyjesz..."[s.7].




Wełniaste podejście do innych powieści autora:
Richard Flanagan - Pragnienie
Richard Flanagan - Ścieżki północy
_______________________________________________________________________
tytuł: Klaśnięcie jednej dłoni (The sound of  one hand clapping)
autor: Richard Flanagan
tłumaczenie: Robert Sudół
wydawnictwo: Literackie - egzemplarz recenzencki
data wydania: luty 2016 r.
ilość stron: 368 
Klaśnięcie jednej dłoni [Richard Flanagan]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: