Wełniaste Podejście do Literatury

Olga Tokarczuk: Księgi Jakubowe

13 marca 2016 , , ,


"Roku 1759, 13 marca, na niebie pojawiła się kometa i jakby na jej komendę śniegi nagle stopniały i spłynęły do Dniestru, który wystąpił z brzegów. Wiele dni wisi nad całym wilgotnym i rozległym światem jako jasno świecąca gwiazda, niepokojąca, burząca porządek nieba."
/Olga Tokarczuk/

Odkąd ludzkość zlazła z drzew, jej uwagę przyciągać zaczęły zjawiska niewytłumaczalne. Im bardziej były spektakularne w swej grozie lub pięknie, tym większą aurą mistycyzmu je otaczano. Wszystkiemu, czego poziom posiadanej wiedzy nie pozwalał ogarnąć, nadawano rangę znaku. Cechą gatunku ludzkiego jest potrzeba świadomości, że oprócz naszego dobrze znanego padołu, istnieje jeszcze inny, nadprzyrodzony wymiar, któremu nie jesteśmy obojętni. Przychodzą bowiem chwile, gdy ten pozazmysłowy świat chce nam coś przekazać. Wtedy wysyła znak. Tak powstały uniwersalne religie i lokalne zabobony. Jedni z nas z wiarą i ufnością oddają się boskiej opiece, podczas gdy inni, stojąc mocno na gruncie racjonalności, nadkładają ukradkiem drogi po spotkaniu z czarnym kotem. Tarot? Tylko raz, żeby sprawdzić, o co w tym chodzi. Horoskopy? Tylko, żeby się pośmiać. Czy aby na pewno? Kto z nas choć raz nie układał się z tą, czy inną siłą wyższą, że  Jeżeli stanie się coś lub zrobi się coś, to potem będzie tak, a tak? Nosimy w sobie (czasem ukrytą) wiarę w istnienie absolutu, który w momencie naszej słabości zadecyduje za nas i wskaże tę właściwą drogę. Zatem gdy dawno, dawno temu, 13 marca 1759 roku nocne niebo przecięła kometa, ciągnąc za sobą zjawiskowy ogon światła, wszyscy ci spoglądający ku górze ludzie uznali, że to znak. Oto nastąpi koniec świata! Oto nadejdzie Mesjasz! Oto Mesjasz już nadszedł i jest nim nasz Jakub, a to tylko potwierdzenie! Oto znak kary bożej! Oto poziomki obrodzą niesłychanie! Bo przeciął nieboskłon znak potężny i złego coś albo dobrego się wydarzy. Uwierzcie, ile zadartych głów spoglądało w niebo, tyle powstało wyjaśnień dla mknącego po niebie zjawiska. I wszyscy byli przejęci. Frankiści również. Tylko Komecie było zdecydowanie, bardzo wszystko jedno. Po prostu przelatywała.


W XVIII-wiecznej Rzeczypospolitej króla Augusta III nigdy nie ma w domu. Można by rzec, że kraj prowadzi się sam. Na szlacheckich dworach odbywają się spotkania możnych i ważnych osób, mających szeroko rozumiane wpływy. Sami podejmują decyzje, stanowiąc o sobie, ale i o innych również. Wszak August by to z pewnością pochwalił. Szlachta się zatem uszlachetnia, a biedota, chcąc nie chcąc, biednieje. Im dalej od stolicy, tym robi się dziwniej, tym bardziej wszystko jest pomieszane. We wsiach i miastach mieszkają obok siebie chrześcijanie, żydzi i muzułmanie. Czasem się tłuką, czasem żyją w zgodzie (w zagrodzie). Wszystkich ich łączy fakt, że ich losem zarządza ktoś inny, ktoś bardziej majętny. A takiemu nie zależy. Zajęty jest spoglądaniem ku bogatszemu, który znów nad nim ma władzę. Drabina społeczna, proszę Państwa, a każdy jej szczebel uwalony jest gnojem. Czy upływ niespełna 90 lat od śmierci pułkownika Wołodyjowskiego wystarczył, aby wyidealizowana przez Sienkiewicza patriotyczna szlacheckość (tak malowniczo ujęta w Trylogii) kompletnie zeszła na psy? Nie sądzę. Dla szlachty od zawsze, jak obrazowo wyraził to książę Janusz Radziwiłł w "Potopie," Rzeczpospolita była, jak postaw czerwonego sukna, za które każdy, kto żyw ciągnął, aby na płaszcz wystarczyło.

W każdym razie, w tym właśnie czasie drogą z Turcji ku Najjaśniejszej podąża młody mężczyzna. Jedni mówią, że przystojny aż nadto, inni że niekoniecznie. Nazywa się Jakub Lejbowicz, choć przez jego wygląd zaraz zaczną wołać na niego Frank. Nieobecny Król, magnaci, szlachta, mieszczanie i mieszkańcy wiosek nie spodziewają się, jak bardzo i w jak niedługim czasie te jego drobne kroki i przechwałki zatrzęsą ustalonym porządkiem w całym kraju. Bo tego nadchodzącego Franka żydzi obwołują nowym Mesjaszem. Tym, który ma odmienić znaną im dotąd smutną i biedną żydowską dolę. Podążają za nim zatem - nieliczni, ale jednak - przez różne kraje, przez różne dwory, przez różne religie. Żydowskie pochodzenie skrywają pod muślinową muzułmańską chustą, by następnie nałożyć na nią biały welon chrześcijaństwa. Przeklinani, opluwani i przeganiani, odsądzani od czci i wiary, uznawani przez swoich za sektę, oskarżani o najgorsze i więzieni. Prawdę mówiąc, zważywszy na charakter ich wspólnoty, sami się do tego wszystkiego przyczynili. Tak, czy inaczej zapytać można: w imię czego znosili te wszystkie cierpienia? W imię wolności, dla pozyskania własnego miejsca, w którym będą mogli żyć po swojemu, po żydowsku, jako frankiści. Gdzie nikt nie będzie im mówił, że to co robią, jest złe, dziwne, a przede wszystkim grzeszne. Tak miał mówić im Jakub, a oni Jakubowi wierzyli. 
Przez całą tą niezwykłą opowieść Jakub Frank obecny jest jedynie w relacjach innych ludzi. To oni są narratorami jego losów, przytaczają jego słowa i myśli. Wszystko dzieje się w czasie im rzeczywistym. Nad zdarzeniami czuwa duch nieumarłej Jenty, który spogląda na całą tę historię z góry, a ja razem z nim. Za to sam Jakub milczy jak zaklęty i nie mo w żaden sposób zapytać go, czy tak właśnie było, jak opowiadają mi inni słowami pełnymi nadziei i uwielbienia. Przez całą lekturę ten charyzmatyczny człowiek pozostaje dla mnie zagadką. To niezwykłe i intrygujące. To także irytujące, bo nie pozwala mi poznać jego prawdziwych motywów. Pobudki ma szlachetne, tylko dlaczego sam żyje dostatnio, choć zebrani wokół niego wierni głodują i chorują? I może zrodzić się wątpliwość: czy Frank był tylko cynicznym oszustem, czy prawdziwie natchnionym mistykiem, który wyprowadził garstkę wybranych na szlacheckie poduszki. Dla mnie to pytanie pozostaje otwarte.

"A prawda jest jak sękacz, składa się z wielu warstw, które kręcą się wokół siebie, raz siebie zawierają, a raz same są zawierane przez inne. Prawda to jest coś, co można wyrażać wieloma opowieściami, bo jest jak ten ogród, do którego weszli mędrcy: każdy widział coś innego." 
/na 77 stronie przed końcem/

To wielka i piękna opowieść, nie tylko za sprawą swej treści. Choć muszę szczerze przyznać, że pod koniec czytania czułam się już zwyczajnie zmęczona Frankistami i samą lekturą, przez co łapałam się na sprawdzaniu ile mi jeszcze zostało. Jednak mimo tego, że były chwile, w których odnosiłam wrażenie dłużyzny, czy też zbytecznego przegadania, uważam że jest to dzieło niebanalne i wysoce je sobie cenię. Nie totalne (według moich kryteriów), jednak wielkie. Wprawdzie rozmiar i waga książki nie pozwalają mi nosić jej ze sobą w torebce, to jednak trzymam ją ciągle na bibliotecznym podorędziu. Uwielbiam ją kartkować by powracać do jej fragmentów, podziwiać ryciny i przyglądać się ich szczegółom, mimo że od przeczytania przeze mnie "Ksiąg Jakubowych" minął już ponad rok. Robię to nieustannie i zawsze odkrywam coś wcześniej niedostrzeżonego. Ciekawi mnie, czy w wersji elektronicznej jest choć trochę tak pięknie, bo wtedy "Księgi..." byłyby zawsze ze mną.
I na koniec powróćmy do tej widocznej na niebie 13 marca 1759 roku komety. Skoro każdy, kto wtedy zadarł głowę ku górze, mógł przypisać dowolnie wybrane przez siebie znaczenie temu niezwykłemu zjawisku, to ja również chciałabym dorzucić swoje do tego koszyczka. Bo widzicie, mogłabym napisać, że to mknące po firmamencie, jasno świecące i wyjątkowe ciało niebieskie odliczało. Było ostrzeżeniem i zwiastunem tego, że dokładnie za 227 lat spokój na Świecie się skończy. Wtedy bowiem narodzi się Owca i cały porządek Świata szlag jasny trafi. Kometa Halleya nie może się mylić. Swoją drogą te 227 lat później, pojawiła się ponownie, by upewnić się, czy przepowiednia się ziściła. I od tamtej pory Komety nikt już nie widział. Przypadek? Nie sądzę (;
/ukłon/








__________________________________________________
tytuł: Księgi Jakubowe
autor: Olga Tokarczuk
wydawnictwo:  Literackie
data wydania: październik 2014 r.
ISBN: 978-83-08-04939-3
ilość stron: 912
Księgi Jakubowe [Olga Tokarczuk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: