Wełniaste Podejście do Literatury

Osaczyłem Amerykę. Timothy Leary - John Higgs

9 marca 2016 , , ,

KONTRKULTURA (Słownik Języka Polskiego PWN)
1. kultura określonej grupy społecznej odrzucającej wartości, normy i wzory zachowania kultury oficjalnej;
2. grupa społeczna propagująca nowe wartości
;


Lata sześćdziesiąte w Stanach Zjednoczonych nie były zwyczajne. W połowie dekady całkowicie pękła tama zachowawczej poprawności, a całą Amerykę Północną zalała fala kontrkultury. Rozkwitła wolna sztuka, pojawiła się tabletka antykoncepcyjna, a za nią wolna miłość. Muzyka w tamtych czasach stała się nośnikiem myśli politycznej, społecznej i wolnościowej, nie tracąc przy tym walorów rozrywkowych, a ludzie przestali wreszcie zwracać uwagę na to, że czegoś nie wypada. Poszukiwali, eksperymentowali, sprzeciwiali się, pragnęli zmian. Negowali sens wojen prowadzonych w imię obrony wartości narzucanych im przez rządzących. Chcieli dla wszystkich obywateli pokojowego, przyjemnego życia przepełnionego jedynie miłością. Chcieli zajrzeć poza granice zwykłej percepcji i szarej codzienności, w której wyznacznikiem statusu społecznego był pieniądz. Naiwny, acz szczęśliwy okres, w którym całe pokolenie z niemal dziecięcym entuzjazmem postanowiło ułożyć świat na nowo. O ile powieść "Wszystko się spieprzyło..." ukazuje początki, ledwie wrzenie w kontrkulturowym kotle, to "Osaczyłem Amerykę...", trzymając się tej kulinarnej metafory, po prostu kipi.

Nazywam się Timothy Leary, mam siedemdziesiąt pięć lat i sądzę, że właśnie umarłem. To było cudowne przeżycie.
/Timothy Leary/

"Osaczyłem Amerykę. Timothy Leary" to biografia niezwykle barwnego człowieka, który miał w życiu tyleż samo szczęścia, co rozumu, czyli bardzo wiele. Bo czy uwierzylibyście, gdybym napisała, że za publicznym przyzwoleniem i za pieniądze uniwersytetu Harvarda, na którym wykładał psychologię (odnosząc zresztą na tym polu ogromne sukcesy), prowadził badania nad LSD i regularnie organizował kwasowe imprezy ze swoimi studentami? Pewnie nie, ponieważ brzmi to absurdalnie, a w znanej nam rzeczywistości byłoby to po prostu niemożliwe. A jednak to szczera prawda. Przełomowym momentem w życiu Tima był dzień, w którym po raz pierwszy doświadczył tripu na skutek działania LSD (choć w tamtej chwili określenie trip jeszcze nie funkcjonowało). Dotarł wtedy daleko poza własną świadomość, zobaczył więcej i za wszelką cenę chciał wiedzieć, jak i dlaczego. "Właśnie owo pogłębianie świadomości interesowało Tima, gdyż dzięki temu człowiek mógłby przezwyciężyć swoje destrukcyjne nawyki i stać się, jak mniemał Leary, naprawdę wolny"[s.89]. Wówczas to dla naszego bohatera, a wkrótce i całego pokolenia młodych nie tylko Amerykanów, rozpoczęła się pewna niesamowita epoka, i choć świat z niej w końcu wyrósł, on pozostał wierny jej ideałom aż do samej śmierci. Chcąc nie chcąc, stał się też czymś w rodzaju żywej ikony, którą zawsze warto było znać lub chociaż pokazać się gdzieś w jej pobliżu.

Życie Leary'ego było pełne wolt, choć z drugiej strony przez cały czas dążył on do stabilizacji w sferze osobistej. Niestety (na własne życzenie) ciągłe sploty rozmaitych okoliczności owocowały jedynie kolejnymi małżeństwami, pozostawiając w rezultacie jego relacje rodzinne z dala od ideału. Miał też wpływowych i znanych przyjaciół, a niektórych z nich nie podejrzewałabym nawet o tę przyjaźń. Jednak te wszystkie historie poznacie już sami dzięki książce. Ja natomiast pozostanę przy przekazie, jaki ona niesie. "Osaczyłem Amerykę" to opowieść o człowieku, który miał wizję, a którego Nixon uznał za wroga publicznego nr 1. Leary nie traktował LSD  jedynie jako substancji psychoaktywnej, służącej do odurzania się. Dla niego był to portal do poznania wyższej świadomości. On w to święcie wierzył, ponieważ doświadczył tego osobiście. Widział jak doświadczają inni i na tychże doświadczeniach oparł całą swoją ideologię. I poszły za nim miliony. "Nie sposób dokładnie oszacować rozmiarów tego zjawiska, ale najczęściej podaje się - w oparciu o dane rządowej agencji leków - że w tamtym okresie siedem milionów Amerykanów sięgnęło po LSD"[s.97]. Zabawne, że w tym samym czasie CIA przeprowadzało własne badania nad działaniem tej substancji i możliwością wykorzystania jej jako broni. Jednak rezultaty tych eksperymentów rozminęły się z oczekiwaniami. Możliwe, że nie zadbali o odpowiedni klimat.

Prawdę mówiąc ta biografia sama jest jak jej bohater. Żywa, kolorowa, pełna emocji, pościgów, ucieczek z więzień, wolnej miłości, kwasowych odlotów i poszukiwań czegoś poza. To genialny zapis tamtych czasów, które poznać możemy poprzez opowieści ludzi tworzących kontrkulturę. To nie tylko portret Leary'ego. To portret całej epoki, której klimat oddają liczne anegdoty. Szczególnie urzekły mnie dwie. Opowieść o komecie, którą jako jedyny z ludzi zobaczył Stevie Wonder oraz historia pewnego utworu Beatlesów, jedynego, który naprawdę poważam, choć nigdy nie mogłam pojąć dlaczego. Po tej lekturze już wiem (;

Ta biografia jest zupełnie pozbawiona tych wszystkich cech, które sprawiają, że odnoszę się do cudzych wspomnień z dużą rezerwą. Mało tego. Jest nad wyraz szczera, obiektywna i naprawdę dobrze napisana. John Higgs jest dziennikarzem, który z historii życia Leary'ego stworzył niemalże sensacyjną powieść okraszoną dużą dozą dobrego humoru. W żaden sposób nie podejmuje się oceny głównego bohatera. Nie bierze strony tych, dla których Leary był wizjonerem, człowiekiem wielkim, niemal bogiem. Nie opowiada się również po stronie tych, którzy widzieli w nim propagującego narkotyki szarlatana. Higgs pozwala swobodnie wypowiadać się świadkom i uczestnikom wydarzeń. Sam jest jedynie przekaźnikiem, pozostawiając czytelnikowi prawo do osobistej oceny przedstawionych faktów. I bardzo dobrze.

Timothy Francis Leary zaliczał się do najbardziej wpływowych ludzi dwudziestego wieku. 
A jaki był jego wpływ, dopiero się okaże.
/Robert Forte/

Aż się ciśnie na usta: no co za Typ (:

______________________________________________________
tytuł: Osaczyłem Amerykę. Timothy Leary
(I have America surrounded. The life of Thimothy Leary)
autor: John Higgs
tłumaczenie: Andrzej Appel
wydawnictwo: Officyna - egzemplarz recenzencki
data wydania: październik 2015 r.
ilość stron: 352

Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: