Wełniaste Podejście do Literatury

W krainie kolibrów - Sofia Caspari

6 marca 2016 , , , ,


Sięgnij po jakąś gazetę. Im bliżej bruku ona będzie, tym większa pewność, że znajdziesz w niej historię o tym, jak to ktoś oszukał kogoś. Jak grupa ludzi została na coś naciągnięta. Jak biednej babci wciśnięto byle jaki garnek za wcale nie byle jakie tysiące, bo podobno leczy reumatyzm, migrenę i czyni cuda w niedzielę. Ów garnek oczywiście. A konkluzja z tego przeglądu prasy jest generalnie taka, że człowiek człowiekowi... człowiekiem, przy czym ten ostatni "człowiek" ma w tym zdaniu znaczenie zdecydowanie pejoratywne. Myślicie, że kiedyś nie wciskano ludziom garnków? Wciskano. I to większe (:

"Młody kupiec przetrząsnął kieszenie surduta w poszukiwaniu cygara, następnie zapalił je ostrożnie zapałką. Cmoknął z namaszczeniem przy pierwszych pociągnięciach. Potem raz jeszcze potoczył wzrokiem po pokładzie (...). Co oni wszyscy tu robią? Kto ich natchnął marzeniami o wyjeździe? Czy zaczepił ich agent, a może sami go zagadnęli? Co czeka ich tam, na lądzie? Czy spełnią się ich nadzieje?" [s.36].

W dziewiętnastym wieku wytworzyła się niezwykle prężnie działająca grupa tzw. agentów emigracyjnych. Oferowali oni mieszkańcom Europy przeprowadzkę do cudownej krainy Srebrną Rzeką* płynącej i świergotem kolorowych koliberków brzmiącej. Statki do Ameryki Południowej kursowały tam i z powrotem. Oferta obejmowała transport do Nowego Świata oraz kawałek ziemi na własność. Ludzie wyprzedawali majątki, niemalże likwidowali swoje dotychczasowe życie, wsiadali na taki statek - z całą familią albo zupełnie sami - i płynęli plus minus szesnaście tygodni ku Argentynie, ku nowemu życiu, ku obietnicy lepszej przyszłości. I na tych obietnicach często się kończyło, gdyż po zejściu ze statku na ląd nader często okazywało się, że żadnych praw własności do ziemi nie ma. I tak Buenos Aires przyjąć musiało do siebie kolejną porcję oszukanych obywateli Starego Świata.

Ten niechlubny fragment historii wykorzystany został przez Sofię Caspari**. Jej opowieść koncentruje się na losach dwóch kobiet, reprezentujących skrajne poziomy społeczne. Anna pochodzi z ubogiej rodziny, która zdecydowała się wyprzedać wszystko, co posiadała (czyli niewiele), by wykupić bilety na wymarzony rejs do Buenos Aires. Tam mieli uprawiać ziemię, wieść bogatsze i szczęśliwsze życie. Na bilety dla wszystkich niestety nie wystarczyło, dlatego Anna dołączyć miała do bliskich i swojego męża jako ostatnia. Druga, Viktoria, pochodzi z bogatego rodu, wiedzie dostatnie, wystawne i pełne przepychu życie. Płynie do swojego męża oraz do jego nieustannie bogacącej się w Nowym Świecie rodziny. Jest zatem rok 1863. Obie panie spotykają się na pokładzie tego samego statku zmierzającego ku Buenos Aires, zaprzyjaźniają i nieświadomie przypieczętowują losy zarówno własne, jak i swoich bliskich.

Starając się krótko podsumować, o czym jest "W krainie kolibrów", napisałabym, że to opowieść o porzucaniu złudzeń i walce o lepszą przyszłość bez względu na płaconą cenę, o niepoważnym i umniejszającym traktowaniu roli kobiet w społeczeństwie, a także o tym, że siła jest kobietą. Obie bohaterki muszą przejść mentalną rewolucję, by nie poddać się temu, co zgotował im los. Ale odnoszę wrażenie, że wszystko to prezentowane jest powierzchownie. Powieść nie jest w żadnym wypadku wymagającą lekturą. Napisana jest bardzo lekko i ze względu na nieustanne perturbacje losów postaci ma telenowelowaty posmak. Być może właśnie dlatego, że autorka nie koncentruje się na rozbudowywaniu szerszego kontekstu opisywanych przez siebie wydarzeń. Czy to problem? Nie dla niej. Sofia Caspari opisuje przecież Amerykę Południową, a tam wszystko dzieje się szybko, dziko, intensywnie, duszno, namiętnie, emocjonująco, w gorączce i w nadmiarze, ¿verdad?

W Co w księgarni zabeczy z lipca 2015 roku wspominałam, że powieść "W krainie kolibrów" bardziej zainteresowała mnie ze względu na opisywaną w niej Argentynę niż losy bohaterek. Sofia Caspari sporo lat spędziła w Ameryce Południowej i przygotowała sobie dobry grunt pod napisanie tej trzytomowej sagi, którą otwiera właśnie "W krainie kolibrów". Czwarta owca ze stada przydreptała właśnie za to. Autorce udało się zawrzeć w powieści informacje na temat historii powstania Buenos Aires, sporo jest w niej również wiadomości na temat przekroju społecznego w mieście w XIX wieku, wspomniane są rody imigranckie, które zbiły na pampie majątek w sposób mniej lub bardziej uczciwy. Autorka odnosi się również do panujących wówczas nastrojów pośród imigrantów i dziesiątkujących ich epidemii, jakie nawiedzały miasto. Nie przemilcza również konfliktów pomiędzy białymi przybyszami a rdzennymi Amerykanami. Nawet w kwestiach kulinarnych można zyskać tu całkiem sporo informacji. Wszystkie te fakty dawkowane są jednak w małych porcjach, żeby nie zamęczyć czytelniczki - bo to jednak zdecydowanie prosta Kobieca Literatura.

O. Tekst dedykuję trzaskającym szufladami (;

*Rio de la Plata.
**Mówią, że tak naprawdę to pseudonim Kirsten Schützhofer, niemieckiej autorki popularnych powieści historycznych.
_____________________________________________________________________
tytuł: W krainie kolibrów - sagi argentyńskiej tom 1 (Im Land Des Korallenbaums)
autor: Sofia Caspari
tłumaczenie: Paulina Filippi-Lechowska
wydawnictwo: Otwarte - egzemplarz recenzencki
data wydania: czerwiec 2015 r.
ilość stron: 632
W krainie kolibrów [Sofia Caspari]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: