Wełniaste Podejście do Literatury

Sofia Caspari: W krainie Srebrnej Rzeki

24 kwietnia 2016 , , ,


Zarządzam dziś leniwą niedzielę, bo w tym miesiącu jakoś strasznie odjechałam w literaturę non-fiction, a nie miałam takiego zamiaru. Dlatego rzucam coś na przełamanie tej passy i wracam na chwilę do XIX-wiecznej Argentyny. Właściwie muszę do niej wrócić. Mogłabym oczywiście na to wszystko machnąć ręką, ale byłabym wówczas niesprawiedliwa dla przeczytanej niedawno książki, a tego robić książce po prostu nie wypada.

"Mój Boże, wyjechać z Buenos Aires? (...) Spokój na wsi pewnie by mnie zabił" [s.209].

Po lekturze pierwszego tomu Sagi Argentyńskiej nie miałam względem jej kolejnych części żadnych poważniejszych oczekiwań. Pomyślałam sobie, że ja do tego typu lektur chyba się nie nadaję. Czuję ich naiwność i nie mogę wybić się ponad to. Taka jest prawda. Z tego względu moja uwaga skierowała się na tło powieści pani Caspari. Podjęte tam wątki historyczne, społeczne, przytaczane fakty i wreszcie sama Argentyna wydały mi się naprawdę interesujące. Kilkukrotnie nawet poruszyły moją ciekawość do tego stopnia, że udałam się na poszukiwania bardziej szczegółowych informacji w Sieci. Mimo tego sposób w jaki to wszystko zostało opisane w powieści studził rozbudzony we mnie zapał i trochę brnęłam. Oczywiście, ktoś napisze, że się czepiam, bo przecież tysiącom się podobało. Jasne, ja to rozumiem. Po prostu nie znajduję przyjemności w telenowelach. Ostatecznie jednak Argentyna wygrała z melodramatem i z mieszanymi uczuciami sięgnęłam po drugi tom. I wiecie co? Wydarzyło się coś niesamowitego. Zwykle mówimy o przemianie głównego bohatera, a tutaj nastąpiła przemiana samej autorki (albo wymiana pisarza, wszak Caspari to pseudonim literacki).
Ale po kolei.

Tom drugi prezentuje losy ludzi, którzy nie mogą pamiętać kraju przodków. Ich ojczyzną jest już Kraina Srebrnej Rzeki. Młode pokolenie wnosi powiew świeżości do sagi. Wraz z nimi  zmienia perspektywa postrzegania tak patchworkowego przecież Narodu Argentyny. Starzy bohaterowie, pokolenie które jako pierwsze stanęło na argentyńskiej ziemi, schodzi na drugi plan, usuwając się w cień palm szumiących delikatnie nad ich ogrodami. Od teraz będą tylko punktem odniesienia dla młodych. Podczas gdy w pierwszej części w zasadzie wszystko kręciło się wokół dorabiania się na obcej ziemi, miłości mniej lub bardziej możliwej oraz patosu i afektu, to "W krainie Srebrnej Rzeki" naprawdę próbuje nam przekazać coś więcej, coś bardziej istotnego i w o wiele przystępniejszy (bo mądrzejszy) sposób.

"Wśród ortodoksyjnych Żydów małżeństwa bywały aranżowane w ten sposób, że dwóch świadków - mężczyzn rzecz jasna - podpisywało kontrakt ślubny. Kobiety w ogóle nie pytano o zdanie. Skrajna nędza w Europie Wschodniej powodowała, że coraz więcej Żydówek szukało szczęścia w Nowym Świecie. Zwabione fałszywymi obietnicami docierały do ojczyzny narzeczonego, by wylądować na ulicy jako prostytutki" [s.256].

Odpowiadając na wcześniejsze pytanie Agnieszki - tak, w tej części pojawia się wątek porwań przybyłych do Argentyny Europejek, które schodzą ze statków na nabrzeże i słuch po nich ginie. U progu XX wieku Buenos Aires nazwano miastem zaginionych kobiet. Wątek ten toczy się jednak pobocznie i nie jest rozwijany, stanowiąc raczej jeden z elementów tła całej historii. Natomiast znacznie mocniej zostaje wyeksponowany temat walk z rdzennymi mieszkańcami argentyńskiej pampy oraz malón - ataków odwetowych na miasteczka i wybijania "białych panów". Ciemiężenie pracowników na estancjach, traktowanie ich jak zwierzęta i tłamszenie każdej sytuacji, która mogłaby poprawić ich los, czy wpłynąć na ich myślenie. Te wydarzenia stanowią źródło rodzącej się powoli i nieśmiało przemiany obyczajowej i politycznej w kraju. Jest to oczywiście grunt podatny również na idee komunizmu, które próbuje zaszczepiać pewien żałosny rewolucjonista. I to właśnie te  zachodzące w społeczeństwie procesy są właściwym podłożem drugiej części sagi. To one determinują losy jej bohaterów.

"Na pampie śmierć i życie nieustannie się ze sobą splatały" [s.362].

Przyznaję, że zacisnęłam zęby, nastawiając się na melodramat, jak w poprzedniej części, a tu klops. Harlequina jest tu mało z tendencją ku zeru. Oczywiście podkreślam, że nadal jest to powieść na wskroś obyczajowa z typowym dla tego gatunku bagażem, ale zaskoczyła mnie pozytywnie. Caspari odchodzi od estetyki typowej dla telewizyjnych tasiemców spod znaku "Niewolnicy Isaury". Uspokaja swoich bohaterów. Nic już nie pędzi na łeb na szyję za wyjątkiem czasu, który ma właśnie to do siebie. Poruszane wątki są o wiele bardziej przemyślane i możemy śmiało powiedzieć, że bardziej wiarygodne. Wraz ze zmianą pokoleniową zmienia się też nieco koncepcja fabuły. Może to celowy zabieg, aby podkreślić różnicę pokoleń, a może to spisek wydawców, którzy podmienili autora. Pozostawiając tę kwestię nierozstrzygniętą powiem, że saga tylko na tym zyskała. W sumie szkoda, że pierwszy tom, od którego wszystko się zaczęło nie miał w sobie takiego dystansu i rozwagi co "W krainie Srebrnej Rzeki". Myślę, że wszyscy wyszliby na tym lepiej.

Na leniwą niedzielę.



________________________________________________________________
tytuł: W krainie srebrnej rzeki (Lagune der Flamingos)
autor: Sofia Caspari
tłumaczenie: Paulina Filippi-Lechowska
wydawnictwo: Otwarte - egzemplarz recenzencki
data wydania: październik 2015 r.
ilość stron: 536


Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: