Wełniaste Podejście do Literatury

Jaroslav Rudiš: Aleja Narodowa

26 maja 2016 , , ,


Niektórzy mówią, że nie powinno się tłumić emocji, że należy je uzewnętrzniać. I że dobrze jest, jeżeli ma się medium, za pomocą którego da się tym negatywnym uczuciom jakieś ujście. Mam swoje dwa ulubione wkurwy: numer jeden z Sieci z 1976 roku i numer dwa z 25 godziny z 2002. Uwielbiam je. Ale. Ujściem wcale nie musi być krzyk czy mordobicie. Można coś z furią namalować na płótnie, można zagrać wściekle doskonały riff na gitarze, można wysprzątać mieszkanie na wysoki połysk, a można też z frustracji coś napisać. Jak Jaroslav Rudiš w 2013 roku.

Praga. Aleja Narodowa, Národní Třída. Tam znajduje się przerażająca mnie zawsze tak samo luksferyczna nowa scena Teatru Narodowego. Národní Divadlo dosłownie, nie po czesku.  Ale wróćmy do Alei. Miejsce znaczące, historyczne, miejsce pamięci. 17 listopada 1989 roku pokojowy przemarsz zatrzymała czechosłowacka bezpieka i brutalnie go spacyfikowała. Nie pomogły wręczane kwiatki. Tak rozpoczęła się Aksamitna Rewolucja. Ale spokojnie, to nie będzie lekcja historii. Chodzi o to, że Vandam, bohater "Alei...", tam wtedy był.

Vandam robi dziennie dwieście pompek. Jak ten aktor, w którego mężczyzna jest zapatrzony. Bo Vandam to prawdziwy mężczyzna, nie jakiś tam chwiejący się na wietrze inteligencik w okularkach i z grzywką zaczesaną na boczek. Vandam to ojciec dający lekcję życia swojemu synowi. Vandam mówi do syna. Nie pozwala sobie przerywać. Mówi mu, jakie życie jest naprawdę i jakim człowiekiem powinien ten jego syn być. Monolog ojca do syna jest niczym strzały z karabinu maszynowego. Szybko, głośno, całymi seriami. Mocno i celnie, bez żadnych ozdobników literackich. Vandam wierzy w swoje stanowcze poglądy, czuje, że dookoła niego nie dzieje się dobrze, że wszystko drży. Głupi nie jest, choć na takiego wygląda. Bo słuchając jego wypowiedzi, z miejsca oczyma wyobraźni widzi się łysego osiłka, dla którego ważne jest jedynie prawo pięści. Ale Vandam jest wojownikiem, jest ostatnim Rzymianinem, ostatnim prawdziwym Czechem. Zafascynował mnie następujący fragment:

Wszystkich mierzę jedną miarą.
Nie wadzą mi lumpy, jak nie robią syfu.
Nie wadzą mi Cyganie, jak nie robią syfu.
Nie wadzą mi pancury, jak nie robią syfu.
Nie wadzą mi studenciaki, jak nie robią syfu.
Nie wadzą mi ćpuny, jak nie robią syfu.
Nie wadzą mi gołodupcy, jak nie robią syfu.
Nie wadzą mi Polacy, jak nie robią syfu.
Nie wadzą mi Niemcy, jak nie robią syfu.
Nie wadzą mi Słowacy, jak nie robią syfu.
Nie wadzą mi Austriacy, jak nie robią syfu.
Nie wadzą mi Czesi, jak nie robią syfu.
Nie wadzi mi żaden człowiek, jak nie robi syfu. Ja z nimi nie mam problemu. Ale jak robią syf, to mały problem z nimi mam. I idę im  to powiedzieć. /s.28/

Ot, taki dziwny rodzaj tolerancji, który praktykowany jest również przez wielu Polaków, prawda? (;


Bo Vandam jest prawdziwym Czechem. Nie wydmuszką ze sklepu z pamiątkami.Czy postać taka jak Vandam może przetrwać czasy, które zdaniem autora nadchodzą? Wszystko się przewróci, a takie Vandamy być może będą ciągle stać? Nie wiem. Choć z początku cała ta jego wypowiedź może wydawać się dziwna, z czasem wszystko nabiera sensu. Z czasem strzępy informacji wskakują do właściwych pudełek, z czasem poznaje się dość smutną historię życia bohatera. I czytelnik zaczyna coś do Vandama czuć, choć do końca nie wie co, bo wszystko jest jeszcze zbyt chwiejne.

Jaroslav Rudiš ustami swego bohatera opowiada o prawdziwych Czechach, rozprawia się z rodakami, wytyka im palcem ślepotę, zakłamanie, zamiatanie pewnych rzeczy pod dywan. Za pomocą bywalców jednej piwiarni, którzy zgodnie twierdzą, że każdy tam wtedy był pokazuje, że być to sobie można na bardzo różne sposoby i że to nie to samo, co przebywać. A poza tym, moi drodzy, być można było przecież po jednej z dwóch stron barykady, czyż nie tak? Wydarzenia z Alei Narodowej okazały się doskonałym nośnikiem przekazu. Autor rozprawia się z wieloma tematami. Bo w Czechach jest burdel, jak w każdym innym kraju. Wyśmiewa też stereotypy, jakimi posługuje się reszta Europy, gdy myśli o jego kraju.

W uproszczeniu:
Jaroslav Rudiš zamanifestował swoje poglądy na otaczającą go rzeczywistość. Tę niewielką książeczkę czyta się jednym tchem - zaczynasz i jedziesz do końca bez pauzy, bo Vandam Cię intryguje, bo próbujesz zrozumieć, o co właściwie mu chodzi, bo w sumie nie ma po co się już zatrzymywać. I choć przyszło mi przez myśl, że w sumie to mógłby być w wykonaniu człowieka z grzywką całkiem niezły żart z czytelnika, żartem jednak nie jest. Powieść - manifest, jednak ogłoszony Światu w bardzo dziwny łamane na zabawny równa się przewrotny sposób. Za pośrednictwem bohatera, z którym autor  raczej nie porozmawiałby sobie przy piwie, takiego anty-Rudiša stworzonego na potrzeby wyśmiewania rzeczywistości.

Tego nie spodziewałam się po tym nieco nostalgicznym miłośniku pociągów, który po spotkaniu autorskim z Sopotu pojechał do Warszawy tylko po to, by się przejechać nowiutkim Pendolino. No nie spodziewałam się. Wyraz doskonałości? Knedlikiem zabija człowieka!* I w tym wszystkim im bardziej wścieka się Rudiš, tym bardziej nakręcony jest Vandam. W końcu to człowiek, któremu Hitler uratował życie. To od takich słów rozpoczyna się ta opowieść i choć na początku ma się to za kompletną bzdurę, to na koniec powieści te popaprane słowa wracają w sposób niezwykle przewrotny.

Czy Ci się to spodoba? Nie wiem. A lubisz się zastanowić?
Bo ja na przykład jestem pod ogromnym wrażeniem. Ale ponoć za dużo myślę.

Chcę ci tylko powiedzieć, że są różne sposoby na to, jak wyjść z kryzysu.
Ale potrzebne jest jedno: Konzentration, Junge.
I... Akcja. /s.118/

* Ciągle się zastanawiam czy był bramborový czy houskový...



Wełniaste myśli o innych książkach autora:
Jaroslav Rudiš - Koniecpunku w Helsinkach
Jaroslav Rudiš - Cisza w Pradze
______________________________________________
tytuł: Aleja Narodowa (Národní Třída)
autor: Jaroslav Rudiš
tłumaczenie: Katarzyna Dudzic-Grabińska
wydawnictwo:  Książkowe Klimaty - egzemplarz recenzencki
data wydania: marzec 2016 r.
ilość stron: 166

Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: