Wełniaste Podejście do Literatury

Erika Swyler: Księga wieszczb

26 czerwca 2016 , ,

Erika Swyler - Księga wieszczb
  
WIESZCZBA (Słownik języka polskiego, PWN)
- /dawniej/ proroctwo, wróżba;

Już od paru wieków świat przemierzają cyrkowe tabory. Wiezione w nich cuda na kiju oraz hałaśliwy impresario z wąsem miały być receptą na widownię i zarobek. Od zawsze cyrk był domem dla tych, którzy nie potrafili usiedzieć w jednym miejscu zbyt długo lub - będąc cyrkowcami w kolejnym pokoleniu, innego życia nie znali. Był też schronieniem dla tych, którzy w zwykłej społeczności czuli się odrzuceni czy niedopasowani. Cyrkowe karawany przemierzały zatem trakty, nigdzie nie osiadając na dłużej. Artyści, hochsztaplerzy i cudacy żyli z pokazywania siebie i swoich talentów ciekawskim. Oszukiwali naiwnych i dawali rozrywkę tym, którzy wybrali rutynę statycznej codzienności. Realizowali swoje marzenia o sławie i nieśmiertelności, jaką ta sława miała im dać. Żyjąc na obrzeżach drobnomieszczańskiej moralności, tworzyli specyficzną, kolorową rodzinę. W tych wędrownych trupach cyrkowych zawsze była jakaś wiedząca, wróżbitka czy wieszczka, różnie je zwano. Jej atrybutem była aura tajemniczości i zapach palonej szałwii, a wiodły ją karty tarota.
/uderzenie w tamburyn!/

Gdybym chciała pobawić się we wróżkę i wyłożyć kartę z wieszczbą dla głównego bohatera powieści, byłaby to wieża - symbol  trudnych przeżyć, zmian w życiu i dotkliwej straty*. Śmierć rodziców - matka się utopiła, a ojciec zasmucił na śmierć - właściwie rozpoczęły szybką podróż na dno w wykonaniu Simona. Jednak pewnego lipcowego dnia pod drzwiami swego walącego się rodzinnego domu mężczyzna znajduje księgę. Pozornie mało istotne zapiski, rysunki i uwagi szefa tajemniczej wędrownej trupy cyrkowej z zamierzchłej przeszłości. Księga przestaje być jedynie ciekawostką, gdy Simon odkrywa na jej kartach znajome nazwiska własnych krewnych oraz dziwną prawidłowość: kobiety w jego rodzinie ginęły w ten sam sposób i tego samego dnia roku. Kiepska wizja przyszłości dla jego siostry, prawda?

Księga otwiera swe tajemnice przed Simonem i przed nami. Za jej sprawą poznajemy historię bezimiennego chłopca, który trafia do osiemnastowiecznej wędrownej trupy cyrkowej i odnajduje w niej swoje miejsce na świecie. Przygarnięty przez właściciela kolorowej karawany pana Peabody'ego  oraz edukowany w sztuce wieszczenia przez wieszczkę Ryżkovą, dzieciak poznaje mowę kart, otrzymuje imię. Choć jest niemową, wydaje się być przez cyrkowców doskonale rozumiany. Mijają lata. Chłopiec przestaje być dzieckiem. Gdy zakochuje się w tajemniczej syrenie, która nigdy nie tonie, przypieczętowuje los kolejnych pokoleń swoich potomków.

Erika Swyler zadebiutowała historią, w której czytelnik przemieszcza się pomiędzy czasem teraźniejszym a przeszłością, by w końcu dostrzec wzajemne między nimi konotacje. Współczesność w powieści to ta słabsza część. Ta ciekawsza to opowieść zawarta w odnalezionej przez Simona księdze. Choć to może być tylko moje subiektywne odczucie, nie przeczę.

Jest Księdze wieszczb pewien zgrzyt. Nie tylko ze względów fabularnych, bo nie da się ukryć, że powieść ma kilka takich miejsc, w których ciągi przyczynowo-skutkowe, czy w ogóle sens opisywanych zdarzeń nie wyszły zbyt wiarygodnie**. Lubię wierzyć książkom, wiecie? Tej nie do końca mogłam. Przede wszystkim jednak ów zgrzyt generują płytko skonstruowani bohaterowie, co szczególnie widoczne jest w części dziejącej się w teraźniejszości, których odebrałam jako zaledwie szkice właściwych postaci. Jakby autorka nieco zapomniała ich rozpisać, sprawiając tym samym, by byli bardziej przekonywujący, wyraziści. Więzi z postaciami autorstwa pani Swyler wymagający czytelnik raczej nie nawiąże.

Urzekł mnie natomiast fakt, że w tej powieści realizm magiczny wychodzi z wody na brzeg wraz ze skrzypłoczami. A co robi Owca z realizmem magicznym? Owca realizm magiczny kocha. Nawet jeśli musi przy tym patrzeć na chmarę tych przyprawiających mnie o wzdrygnięcie stworzeń. W ogólnym rozrachunku Księga wieszczb to przyjemna opowieść. Jest w niej niewątpliwie pomysł, jest magia kart tarota oraz klątwa obciążająca kolejne pokolenia. A do tego to, co mole książkowe uwielbiają najbardziej, czyli książka o książce.

Wróćmy do cyrku. Był sobie kiedyś Zamek lorda Valentine'a, który rozpoczął moje podróże przez Kroniki Majipooru, był mocno odmienny Jarmark odmieńców, który wywrócił pojęcie piękna na lewą stronę, nawet nasze rodzime sienkiewiczowskie Orso i Sachem - krótkie, ale z przesłaniem. Te pamiętam. Widać lubię bajki o wędrownych trupach cyrkowych, takich z czasów zupełnie innych niż nasze. Z czasów, gdy obrzydzenie rywalizowało z ciekawością na widok kobiety z brodą, żonglerzy żonglowali czym się dało, siłacze o podkręconych wąsach podnosili niewiarygodne ciężary, prężąc muskuły pod pasiastymi strojami, a wielkich baliach taplały się przepiękne syreny. Dziwne to, bo prawdę mówiąc, nie chodzę do cyrku w ogóle i kompletnie nie ciągnie mnie by zmierzyć się ze sztuką cyrkową na żywo. Być może zatem tak naprawdę lubię przesłanie, jakie niosą te wymienione opowieści, jedynie ubrane w karnawałowe szaty?

* oczywiście, że nie znam się na tarocie. Wiem to od wieszcza gugla, który pożyczył mi swoją kartę.
** spojlery to robale, których nie szanujemy i bijemy kapciem, ale są momenty "no ale jak to".







___________________________________________________________
tytuł: Księga wieszczb (The book of speculation)
autor: Erika Swyler
tłumaczenie: Magdalena Nowak
wydawnictwo: Czarna Owca - egzemplarz recenzencki
data wydania: czerwiec 2016 r.
ilość stron: 408
Księga wieszczb [Erika Swyler]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: