Wełniaste Podejście do Literatury

Linn Ullmann: We mgle

4 czerwca 2016 , , ,


Mgła w filmach i powieściach nie zwiastuje nigdy nic dobrego. Zaciera wyraziste kształty realności, sprawia, że tracisz z oczu cel, a to co znajome, nagle staje się obce. We mgle gubisz przecież drogę do domu, bo zamglony świat wygląda tak obco. Mgła lubi wciągnąć Cię w przepaść. To ona sprawia, że odczuwasz niepokój i strach, bo krok za nią suną wiernie chłód i tajemnica, jej nieodłączni przyboczni. I nigdy nie wiesz, co może się czaić za mleczną zasłoną. Mgła bywa metaforą nie gorszą niż ogień, rozsądek podpowiada zatem analogię, prawda? Już tytuł powinien sugerować, że lekko nie będzie. A jednak korci Cię, by zrobić krok na przód, by w tę zasłonę z rozlanego mleka po prostu wsadzić dłoń. Wsadź. Może Ci się poszczęści...

"Kiedyś miała na imię Mille, ale potem rozpłynęła się we mgle. Łopaty były rzeczywiste. Rowery były rzeczywiste. Dół, w którym leżała, był rzeczywisty. Ale Mille przestała być rzeczywista".*

Wszystko zaczyna się od odnalezienia ciała zaginionej dziewczyny. Jednak to nie jest kryminalna zagadka tajemniczej śmierci. Odkrycie w lesie zwłok jest tylko punktem zapalnym, stresorem, który wyzwala emocje i wypuszcza na światło dzienne skrywane, tłumione potwory przeszłości, karmiące rodzinną toksę. Ostatnie dni i godziny życia Mille stanowią oś dla wydarzeń, systematyzują kolejne etapy tej historii, a tym samym obrazują rozpad więzi międzyludzkich.

"We mgle" jest dosyć niepokojącym studium oddalania się od siebie bliskich sobie ludzi, albo jak kto woli - dramatem rodzinnym. Każdy z członków rodziny jest na swój sposób złamany, każdy ma swoje problemy, każdy poszukuje wsparcia u obcych osób, gdzieś poza. Jon jest pisarzem, którego terminy gonią, a pomysły na kolejną powieść niestety nie. Siri w zasadzie utrzymuje rodzinę i finansowo i - w miarę swych możliwości - w całości. Matka Siri to smutna kobieta żyjąca w przeszłości, w dniu śmierci swojego synka. Są jeszcze dzieci, a dzieci przecież słuchają i obserwują. Dziwny klimat panujący w tej rodzinie przerywa Mille, która nagle i na moment pojawia się w ich życiu. Jest trochę jak powiew świeżego powietrza w zatęchłym pokoju. A przez to, że pachnie inaczej, demaskuje smród i zepsucie. Lokatorom może się to nie podobać. I dlatego wszyscy na swój sposób przeżywają zaginięcie opiekunki. Nawet po odnalezieniu zwłok. Bo wszyscy czują są odpowiedzialni, wszyscy czują się winni. Przestają być szczęśliwi. A może przestali już dawno temu, a teraz jedynie powiedzieli to na głos?

Wełniaste pogdybania:
Wierzycie, że należy rozmawiać? Czytając powieść Linn Ullmann (wszyscy podkreślają, że córki Liv Ullmann i Ingmara Bergmana, choć nie wiem, jaki to ma wpływ na jakość powieści), zastanawiało mnie, czy gdyby zebrać wszystkich członków opisywanej rodziny w jednym pokoju, gdyby kazać im po prostu mówić, wylewać z siebie wszystko to, co się nagromadziło, to czy przyniosłoby im to ulgę. Bo widzisz, oni tego nie wiedzą, ale ja jako czytelnik mam wrażenie, że chyba tylko właśnie to niemówienie trzymało ich razem. "Krążyli po swoich terytoriach i udawali, że nic się nie dzieje. On nigdy o tym nie mówił. Ona nigdy o tym nie mówiła. Może to był taki sposób rozmowy". Absurdalnie zachowanie, które wydaje się nam nienaturalne czy złe, pozwalało utrzymać w tej rodzinie pozory normalności. Pozory są tu słowem klucz, bo przecież każdy z jej członków poszukiwał ciepła gdzieś poza jej zimnymi murami. Mimo to zależało im jednak, by stanowić rodzinę. Czy gdyby rodzina przestała istnieć, jej członkom byłoby lepiej? Może był to zatem wybór podświadomy, lepszy niż rysująca się alternatywa? 
Pogdybań dość.

Niecierpliwe dusze będą znużone. Nic się w tej opowieści nie śpieszy - ani fabuła, ani wątki. I bardzo dobrze, bo przeszłości przecież nie można popędzać. Poza tym nikt na to jej wyjście nie nalega. To nie kryminał, zatem nie śmierć dziewczyny gra tu pierwsze skrzypce. To raczej wymagająca historia, w której najważniejsi są ludzie i ich tłumione emocje. Czuć skandynawską duszę w tej opowieści, ten skandynawski chłód i mrok. Oszczędność słów i sposób, w jaki Linn Ullmann prowadzi opowieść, sprawiają, że nad tekstem unosi się nieustające niedomówienie, ciągły niepokój. W zasadzie do samego końca.

Nie ma szczęścia w tej opowieści - charakterystyka całości wyrażona za pomocą kilku słów. Niedomówienia, tajemnice, wewnętrzne blokady, które mocno rzutują na teraźniejszość bohaterów. Nie ma szczęścia w tej opowieści. Zabrały ją ze sobą wydarzenia przeszłości, zabrała je ze sobą mgła. Oczywiście dowiesz się kto zabił, jednak sam poczujesz, że nie to jest teraz najważniejsze.
 
Mgliste. Niebanalne i dobre.

*cytaty pochodzą z omawianej powieści.


__________________________________________________
tytuł: We mgle (Det dyrebare)
autor: Linn Ullmann
tłumaczenie: Iwona Zimnicka
wydawnictwo: W.A.B.
data wydania: marzec 2016 r.
ilość stron: 352

We mgle [Linn Ullmann]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: