Wełniaste Podejście do Literatury

Caitlin Doughty: Dym wciska się do oczu

12 lipca 2016 , ,

Caitlin Doughty - Dym wciska się do oczu

Zbladła twarz Don Żuana, gdy w ulicznym mroku
Spotkał swój własny pogrzeb,
i przynaglił kroku. 
/Bolesław Leśmian - Pogrzeb Don Żuana/

Dawniej też bym zdecydowanie przynagliła. Dziś, widząc swój pogrzeb, zatrzymałabym się, by popatrzeć, następnie szybko kupiłabym swoje ulubione kwiaty i poszłabym dziarskim krokiem za konduktem, żeby sobie posłuchać, co tam ciekawego mają do powiedzenia. Ale do rzeczy. Caitlin Doughty uważa, że dobra śmierć nie może istnieć w kulturze, która zaprzecza umieraniu. Uśmierzanie lęków i niezdrowych przeświadczeń na jej temat z pewnością nie jest proste, ale nie zapominajmy, jak niedawno zaczęło się zmieniać nastawienie do innych kwestii obciążonych społecznymi uprzedzeniami - takich jak rasizm, seksizm, homofobia [s.260]. Dlatego też autorka postanowiła skłonić nas, byśmy podeszli do śmierci w nowy sposób. By narosłe przez wieki w naszej kulturze tabu rozbroić i dać sobie szansę spojrzeć na umieranie odważnie, uczciwie i bez krygowania się. Tak jak przystało na jedyne istoty na Ziemi, które są  obdarzone świadomością przemijania i własnej śmiertelności.

Oczywisty i bezdyskusyjny fakt jest taki, że w życiu nie można być niczego pewnym, za wyjątkiem tego, że kiedyś się ono skończy. Bam! Wszyscy przecież prędzej czy później umrzemy. I choć o tym wiemy, właściwie nie rozmawiamy na ten temat. Być może dlatego, że kurczowo trzymamy się naszego ziemskiego jestestwa i nie wyobrażamy sobie, jak to będzie już nie być. Może też z powodu uwierającej niepewności, co nas spotka po śmierci: raj, potępienie, czy tylko zimny grób (a może i czwarta gęstość?). Z pewnością swoje robi również naturalne skojarzenie ze smutkiem i poczuciem straty wśród bliskich. Ale przecież kiedy to na nas przyjdzie czas, nic już nie będzie miało znaczenia. Bo tak naprawdę to boli nas śmierć innych, bliskich nam ludzi. A własna? Cóż, my po prostu znikamy (:

Jako dziecko byłam nieśmiertelna i nic nie mogło mnie powstrzymać. Teraz dosyć mocno odczuwam swoją kruchość, jednak godzę się z tym co nieuchronne. Śmierć to taki temat-bazyliszek. Nikt mu nie chce patrzeć w oczy. Tymczasem za tą kurtyną w urny, za szopką wokół trumny i licznymi żałobnymi rapsodami kryje się niezły biznes prowadzony przez ludzi, którzy doskonale wiedzą, jak te okoliczności przekuć na twardy pieniądz. "Dym wciska się do oczu oraz czego jeszcze nauczyłam się w krematorium" - ten tytuł może brzmieć dla Was zniechęcająco, wiem. A jednak skrywa się za nim niezwykle inteligentna, napisana z lekką nonszalancją oraz humorem opowieść, pozwalająca spojrzeć na temat śmierci bez lęku. Historia o tym, co tak naprawdę stanie się z nami, gdy nasze ciało zabierze zakład pogrzebowy. Gdy zamkną się za nami te drzwi, które przekraczać mogą jedynie zwłoki.

Autorka sama przyznaje, że zetknęła się ze śmiercią w zbyt młodym wieku. Zaczęła bać się jej tak przeraźliwie, że w zakładach z siłami wyższymi o życie własne lub najbliższych nie miała sobie równych. Wraz z wiekiem przyszło jednak zrozumienie, że aby zwalczyć lęki, należy stawić im czoła. Jak zatem pokonać własny strach przed śmiercią? Może właśnie tak jak Caitlin, która w wieku 23 lat, z CV w ręku zapukała do bram krematorium.

Caitlin Doughty opowiada nie tylko o pracy przy nieboszczykach: o myciu, goleniu, balsamowaniu, malowaniu, spopielaniu i zakopywaniu. Porusza też kwestie moralne i opisuje emocje, jakie towarzyszyły jej w czasie pracy przy dorosłych, przy malutkich dzieciach, czy też przy zmasakrowanych zwłokach. Opowiada, co dzieje się z ciałami, których właściciele wyrazili wolę "oddania się" nauce. Sporo jest również, nazwijmy to: ciekawostek ze świata. Jak w Indiach radzą sobie z trupami w rzecze? I co ze zwłokami robią w Nepalu? Czy po zjedzeniu ciała zmarłego wypada odejść na bok i zwymiotować? Bon ton przede wszystkim (;

Tak, okazuje się, że praktyki pogrzebowe w kulturach odmiennych od naszej bywają straszne i fascynujące zarazem, choć prawdę mówiąc, i te nasze potrafią urosnąć do granic absurdu. Ale to nie koniec. Doughty bezpardonowo rozprawia się z biznesem pogrzebowym, wyciągając na światło dzienne wiele wydawałoby się, że głęboko pogrzebanych (sześć stóp pod ziemią?) tajemnic zawodowych. Wprost opowiada o naciąganiu ludzi na kasę, o robieniu biznesu na cmentarnej modzie, o ordynarnym wciskaniu kitu. Cóż. Pecunia non olet.

Można by tę książeczkę nazwać zwierzeniami grabarza, gdyby nie fakt, że nie jest ona jedynie opowieścią o praktyce przy kremacyjnych piecach. Doughty oswaja czytelnika z tematem śmierci. Prowadzi go przez kolejne etapy swojego zawodu, od zamknięcia oczu przez zmarłego po zakopanie zwłok czy rozsypanie popiołów. Tłumaczy w sposób mądry, przystępny, miejscami zabawny wszystko to, co w we współczesnym człowieku, który panicznie odsuwa od siebie myśl o śmierci, może budzić lęk. Człowiek jest samoświadomy, dlatego też świadomie sam się oszukuje. Jeżeli zatem udajecie sami przed sobą z obawy, czy z sobie tylko znanego powodu, ze temat umierania Was nie dotyczy, koniecznie powinniście przeczytać tę książkę. Dzięki tej lekturze możecie tylko zyskać.

Czczość dzwonów i daremność zrozumiał pogrzebu
I zmarłymi oczyma przyglądał się niebu.
Bolesław Leśmian, Pogrzeb Don Żuana (ze zbioru Dziejba leśna, 1938)
 (:




___________________________________________________________________________
tytuł: Dym wciska się do oczu oraz czego jeszcze nauczyłam się w krematorium (Smoke Gets in Your Eyes: And Other Lessons from the Crematory)
autor: Caitlin Doughty
tłumaczenie: Adam Wawrzyński
wydawnictwo: 4A Oficyna
data wydania: maj 2016 r.
ilość stron: 284 

Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: