Wełniaste Podejście do Literatury

Sara Nović: Dziecko wojny

3 lipca 2016 , , , ,

Sara Nović - Dziecko wojny
 
"Zrozumiałam, dlaczego jedna rodzina kończy w dole, a innej pozwala się jechać w dalszą drogę, zrozumiałam, że różnica między Serbami a Chorwatami jest o wiele większa niż tylko kształty pisanych przez nich liter. Zrozumiałam naloty, popołudnia na  podłodze mieszkania z oknami zasłoniętymi czarną materią, noce spędzone w betonowych pomieszczeniach. Zrozumiałam, że mój ojciec już się nie podniesie." [s.93]

Justyna - rocznik 86, zwany również tym doświadczalnym.
Gdy w krajach bałkańskich zawrzało, bo z Socjalistycznej Federalnej Republiki Jugosławii uciekły ku niepodległości najpierw rącze Słowenia i Chorwacja, a tuż za nimi mała bosa Macedonia, miałam szalone pięć lat. Bardziej jednak interesowały mnie wtedy babki z błota i zupa z liści, niż ważne dla świata wydarzenia. Lepiej (bo w ogóle) pamiętam za to sprawę kosowską, gdyż mogłam już świadomie śledzić tamtejsze wydarzenia za sprawą telewizji i prasy. Nie żeby mnie to interesowało. Było to coś odległego, nie znaczyło dla mnie właściwie nic. Ot, działo się gdzieś tam. Wiele lat później, starsza i mądrzejsza (jak lubię myśleć) objechałam sobie niemal wszystkie kraje bałkańskie, by przekonać się na własne oczy, że ciągle jeszcze wtedy było widać ślady przebytych walk. I smutek i nostalgia w owczej duszy zagościły. Bo dorosłemu człowiekowi łatwiej jest ogarnąć wojnę. Jak natomiast wojnę widzi dziecko? Jak ją odbiera, i na ile zdaje sobie sprawę z ważkości toczących się przed nim wydarzeń? Co czuje, gdy tę radośnie lepioną babkę z błota rozjeżdża mu stalowa gąsienica czołgu?

Chorwatka Ana ma 10 lat, gdy jej beztroski i spokojny dotąd świat spada wraz z nią do dołu pełnego zabitych moment wcześniej ludzi. Czetnicy nie zwrócili uwagi na dziecko i nie upewnili się, czy wszyscy aby na pewno są martwi. Dla Any szczęście, dla nich strata okazji. A przecież jeszcze przed chwilą biegła do szkoły, jeździła na rowerze, bawiła się z przyjaciółmi, mama podawała obiad, tata czytał gazetę. Teraz leży w dole, z czyjąś bezwładną ręką na głowie. Ale trzeba wstać. Trzeba iść. Ana się zatem prostuje i stawia czoło otaczającej ją rzeczywistości. Jako dziesięciolatka z bronią w ręku.

W powieści wyróżnione są dwa etapy życia głównej bohaterki: wspomnienia z dzieciństwa w ogarniętym wojną Zagrzebiu oraz jej amerykańska teraźniejszość. Przeszłość wyjawia swe tajemnice bardzo powoli. To próba zobrazowania, co dzieje się z dzieckiem, które na własnej skórze poznaje wojenne realia. Na jej oczach przecież wszystko się zmienia, kończy się wiek niewinności, przyjaciele stają się wrogami, miastem wstrząsa huk bomb, cywile giną w masowych ilościach, karmiąc przepastne brzuszyska zbiorowych grobów. Żeby przeżyć, Ana staje się walczącym dzieckiem. Dziś zdjęcia przedstawiające małe dzieci z kałasznikowami przewieszonymi przez chude ramionka budzą w nas gniew, sprzeciw i smutek. Jak to tak, że dzieci uczone są zabijania od najmłodszych lat? Ale to jest rzeczywistość wielu krajów ogarniętych wojną. I taka była rzeczywistość "cywilizowanej" Europy końca XX wieku, w której dzieci zorganizowane naprędce w chaotyczne grupki musiały strzelać do regularnego wojska.

Anie udaje się przeżyć, z pomocą ONZ dostaje się do Ameryki. Tam, przekazana pod opiekę rodzinie zastępczej, dorasta, studiuje. Choć przeszłość nieustanie do niej powraca, obrazy pojawiają się w jej głowie niczym film, ona sama nikomu nie mówi, skąd jest i co przeżyła. Zamknięta w sobie, po traumatycznych przejściach, boleśnie doświadczona przez los. Dziecko wojny. Karmi swoją przedwcześnie podstarzałą duszę nostalgiczną literaturą, chociażby Sebaldem. Gniew rodzi się w niej po zamachach z 11 września 2001 roku. Amerykanie mówią o wojnie, płaczą, bo trwa wojna, biorą udział w wojnie w drodze do restauracji McDonald's. Do Any dociera, że oni, Amerykanie, którzy w zasadzie bagatelizują resztę świata, a o konflikcie bałkańskim nie wiedzą zupełnie nic, nie mają nawet pojęcia, czym jest prawdziwa wojna.

Ana nie rozumie Amerykanów. Nie rozumie społeczeństwa, które nigdy nie było ogarnięte totalną wojną, gdzie złowroga siła wyższa, w brew twej woli czyni cię ofiarą lub żołnierzem, bądź jednym i drugim na raz. Nie może pojąć tego amerykańskiego patriotyzmu, który nie wyrósł na gruzach spalonych domów i cierpieniu zgwałconych kobiet. Ta cała paplanina, to nadęcie, ten cholerny porządek, w którym żołnierze walczą z wrogiem, a cywile czekają w bezpiecznych domach. Dla Any Amerykanie stają się pajacami, którzy swoją postawą trywializują koszmar prawdziwej wojny. To jest moment, gdy bohaterka postanawia wrócić do domu. Trudno mi tu ocenić ile jest prawdy, w takim postrzeganiu amerykańskiego społeczeństwa przez Anę, a być może samą autorkę, ale paradoksalnie historia "Dziecka wojny" okazała się dużym sukcesem wydawniczym za oceanem, choć u nas tego typu opowieści mamy na pęczki i przestały już robić wrażenie samym tematem. Zatem czy to tylko kwestia dobrej literatury, czy może amerykańskiej autorefleksji nad płynącym z książki przekazem?

"Wojna w Ameryce w żaden sposób mnie nie ograniczała; nie odcinała mi wody i nie racjonowała żywności. Nie istniała groźba, że ktoś najedzie nas czołgami, piechotą i bombami, nie tutaj. To, co oznaczała woja w Ameryce, było tak niespójne z tym, co wydarzyło się w Chorwacji - co musiało dziać się w Afganistanie - że samo słowo wydawało mi się niemal niestosowne"[s.113].

Opowiadana przez Sarę Nović historia jest stonowana, chłodna, jakby wyprana z emocji, co nie jest w żadnym wypadku wadą. Tego rodzaju opowieści, w których celem jest wywołanie w czytelniku autentycznego współczucia, wręcz nie powinny się narzucać nacechowaną emocjonalnie narracją. Są jak fotografie, na których zatrzymano obraz. Utrwalona chwila pozbawiona komentarza nawiązuje dialog z oglądającym. Empatia i inne uczucia powinny zadziałać tu same. Taki zabieg stylistyczny potrafi doskonale wzmocnić siłę przekazu opowiadanej historii, a ja go sobie zresztą wysoce cenię. Jednak tutaj ten styl mści się czasem na autorce, ponieważ miejscami jest aż nazbyt oszczędny. Na skutek tego można dostrzec w książce takie obszary, w których o pewnych kluczowych rzeczach wspomina się mimochodem, jakby nie były istotne, choć autorce chodziło przecież o uzyskanie wprost przeciwnego efektu. To co doskonale sprawdza się przy Anie - dziecku, nie wypada już tak dobrze przy Anie - dorosłej. W konsekwencji mocny dramat zmienia się czasem w przeciętny obyczaj. Z ciekawości, czy są w "Dziecku wojny" wątki biograficzne, zaczęłam grzebać. Okazuje się jednak, że Nović urodziła się w Stanach, do Chorwacji pojechała po raz pierwszy dopiero po ukończeniu szkoły średniej, historia Any nie jest zatem jej osobistą historią, a efektem przeprowadzanych z ludźmi rozmów i wewnętrzną potrzebą przybliżenia Amerykanom tematu konfliktu bałkańskiego.

Czytając opowieść o losach Chorwatki Any, nie sposób nie zadumać się nad rozmiarem tragedii, jakiej doświadczała ludność krajów dawnej Jugosławii. Gdybyście w czasie lektury odnieśli wrażenie, że ktoś tu jest katem, a ktoś ofiarą, to nie jest to taka prosta sprawa. Literatura ma-tę-moc (ma-tę-moooc!) i łatwo może nam zbudować jednobiegunowy punkt widzenia na pewne sprawy. Jednak w przypadku wojny bałkańskiej warto pamiętać, że kaci i ofiary były po wszystkich stronach konfliktu (Serbia, Chorwacja i Bośnia). Owszem, na początku ludobójstwo i gwałty na ludności cywilnej były domeną Serbów, którzy w ten sposób starali się realizować swój plan utworzenia Wielkiej Serbii na terenach najbliższych sąsiadów. Z czasem stara prawda Cycerona "Inter arma enim silent leges" (W czasie wojny milczą prawa) oraz chęć odwetu dopadły także Chorwatów i Bośniaków, którzy zaczęli odpłacać się tym samym. Choć skala tych działań była bez porównania mniejsza, to nie da się ukryć, że jedni i drudzy zniżyli się w ten sposób do poziomu swoich serbskich oprawców. Zdaję sobie sprawę, że na określone fakty inaczej będzie patrzył uczestnik wydarzeń, a inaczej ten, który obserwował je z bezpiecznej odległości. My, którzy między innymi za sprawą "Dziecka wojny" byliśmy na szczęście tylko obserwatorami, jesteśmy zobowiązani do zachowania właściwego obiektywizmu. Dlatego, czytając tę książkę, powinniśmy odnaleźć w sobie współczucie dla każdego skrzywdzonego dziecka, czy dorosłego, nie patrząc przy tym na kraj jego pochodzenia. I nie powinniśmy szukać usprawiedliwienia dla zbrodni, lecz żywić głęboką pogardę dla każdego Serba, Chorwata, Bośniaka lub obywatela jakiegokolwiek innego kraju, który w tej, czy innej wojnie zadawał cierpienie bezbronnym ludziom.

Opowieść o książce mogła powstać dzięki:



__________________________________________________
tytuł: Dziecko wojny (Girl at war)
autor: Sara Nović
tłumaczenie: Agnieszka Walulik
wydawnictwo: WAB
data wydania: marzec 2016 r.
ilość stron: 288

Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: