Wełniaste Podejście do Literatury

Jiří Hájíček: Rybia krew

17 sierpnia 2016 , , ,

 Jiří Hájíček - Rybia krew

Każdego dnia jest tak samo. Budzę się, widzę wewnętrzną stronę swych zamkniętych powiek, otwieram je i pojawia się światło, sufit, okno i w końcu cały pokój. Gdzieś przedrepta cicho kot, w przedpokoju mignie mi Ulubiony. W moim małym świecie ulokowanym na uboczu średniego świata, który stanowi fragment świata wielkiego właśnie zaczyna się kolejny dzień. To taka przestrzeń na ziemi, o której myślę sobie Dom. Miejsca potrafią jednak znikać, czy tego chcesz, czy nie. I nagle cały ten Twój mały świat, to wszystko, co tak dobrze znasz, przestaje istnieć. A Ty temu przestawaniu biernie się przyglądasz. Strasznie przygnębiająca wizja.

Na świecie są setki o ile nie tysiące miejsc, które właśnie znikają, a ile zniknęło bezpowrotnie - szkoda gadać. Na przykład w Czechach zniknęła mała, ale bardzo ważna dla jej mieszkańców wioska. A wszystko przez cztery wielkie potwory buchające parą wodną. W roku 1981 na wysokich szczeblach Czechosłowackiej Partii Komunistycznej postanowiono trochę dogonić świat. Tak właśnie zapadła decyzja o budowie elektrowni jądrowej w Temelínie. Wielka inwestycja, która wywróciła do góry nogami wszystko w promieniu wielu kilometrów. Samo dostarczenie wody technologicznej, niezbędnej do pracy elektrowni, wymagało utworzenia sztucznego zbiornika Hněvkovice. Mieszkających tam ludzi nikt o nic nie zapytał. Niech się mury pną do góry!

Jiří Hájíček w powieści "Rybia krew" za sprawą swej literackiej bohaterki Hany wyciąga spod wody zatopione wsie. Nie używa przy tym ich nazw, nie musi. Hana to kobieta, która po latach przebywania poza granicami Czech - wszędzie, byle nie w nich - wraca w okolice Budziejowic, do rodziców. Dla nas naturalną staje się myśl, że dla kobiety miejsce to będzie synonimem słowa dom. Jednak nie. Prawdziwy dom Hany, miejsce jej dzieciństwa, został zrównany z ziemią i zalany betonem, by mógł powstać zbiornik hnevkowicki. Tak Hana uważa.

Ta historia jest kroniką znikania mikrokosmosu. Hana odszukuje ludzi z przeszłości, dawnych przyjaciół, dawnych sąsiadów, zmusza do mówienia również członków rodziny. Zadaje pytania, odtwarza ostatnie lata istnienia pewnej wsi nad Wełtawą. Począwszy od reakcji mieszkańców na wieść o konieczności przesiedlenia. Ich zderzenia ze świadomością bezpowrotnej utraty rodzinnych domów, w których przychodziły na świat ich dzieci i umierali ich dziadkowie i rodzice. Poprzez czasy dorastania w okresie walki mieszkańców o zmianę decyzji władz. Dojrzewania w atmosferze naturalnego buntu, jaki zamieszkał w sercach i umysłach żyjących dotąd spokojnie ludzi. Wreszcie po nadejście tego co nieuniknione i wiążącą się z tym koniecznością wyboru między zaakceptowaniem faktów lub dalszym życiem z drzazgą goryczy głęboko pod skórą.
 
Zastanawiam się, jakie naprawdę było to miejsce Hany? Sielankowa wioska zamordowana przez stado buldożerów, czy może okręt tonący w obojętnym oceanie nieuchronnych zmian? Być może dorastając w miejscu skazanym na zagładę, po latach stworzyła w swej wyobraźni mały raj, który przyszło jej utracić? Miejsce, w którym po raz ostatni czuła, że jej rodzina jest rodziną. Być może właśnie dlatego tak bardzo uciekała z Czech i być może dlatego jednak wróciła, by zmierzyć się z prawdą o własnych korzeniach. Rozliczyć stworzony przez siebie mit, zrozumieć, pogodzić się z prawdą o rodzinie i zacząć żyć od nowa bez tego bagażu. To oczywiście tylko moja hipoteza.

"Rybia krew" to również opowieść, która mimowolnie zmusza do podjęcia niewyobrażalnego trudu spojrzenia, jak znikają nasze korzenie. Miejsca, w których dorastaliśmy, zawiązywaliśmy pierwsze przyjaźnie, czuliśmy haj pierwszej miłości oraz gorycz pierwszej porażki i straty. Miejsca, które miały swój udział w tym, kim jesteśmy dzisiaj, zmieniają się, odchodzą, by w końcu bezpowrotnie zniknąć. Smutne to bardzo i nostalgiczne. A najsmutniejsze jest to, że musimy to zaakceptować. Z drugiej strony fajnie powspominać stare śmieci.

Znikające miejsca są wszędzie, często bardzo blisko nas, tylko nie zdajemy sobie z tego sprawy. Dlaczego znikają? Ekonomia, industrializacja, postęp lub po prostu czas. Jeżeli spojrzysz na mapę naszego kraju i dotkniesz palcem Zalewu Goczałkowskiego, ogromnie istotnej inwestycji w czasach PRL, dotkniesz wsi Zarzecze, która zniknęła pod jej wodami. Patrząc na Jezioro Solińskie w Bieszczadach, pamiętaj, że na jego dnie jest wieś Teleśnica Sanna. Jeżeli zaś przesuniesz palec w stronę Dolnego Śląska, odnajdziesz Zalew Bystrzycki i dotkniesz pozostałości wsi Schlesierthal (Śląska Dolina). Możesz też spojrzeć w kierunku Jeleniej Góry, tam natrafisz wzrokiem na Miedziankę. Śpiesz się, bo Miedzianka walczy, ale jak długo jeszcze...



_____________________________________________________
tytuł: Rybia krew (Rybí krev)
autor: Jiří Hájíček
tłumaczenie: Dorota Dobrew
wydawnictwo: Książkowe Klimaty - egzemplarz recenzencki
rok wydania: 2015 r.


Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: