Wełniaste Podejście do Literatury

Patricia Highsmith: Carol

22 września 2016 , , ,

Patricia Highsmith - Carol

Ameryka lat 50-tych XX w.: dekada konsumpcjonizmu, makkartyzmu, pruderii i łączącej się z tym wielopłaszczyznowej nietolerancji. Małe obyczajowe średniowiecze w historii USA. Były to czasy, gdy wszyscy oglądali się na innych. Miarą społecznego poważania dla mężczyzny było posiadanie przez niego stałej posady, by móc co rano wyruszać do niej pewnym, męskim krokiem i koniecznie w kapeluszu na głowie. Lecz ów szacunek nie byłby pełny, gdyby nie drugi równie ważny element. Mały domek na przedmieściach wyposażony w żonkę, dziatwę oraz solidne amerykańskie AGD i RTV. I żeby było jeszcze ciekawiej, każda szanująca się wówczas kobieta za cel stawiała sobie zostać żoną takiego poważanego Amerykanina, matką jego dzieci i ozdobą jego domu. Strażniczką ogniska domowego w białym fartuszku i perłach na szyi, która z radością piekła home cake'i. Mówiąc krótko - sielanka rodem z telewizyjnych reklam. Wszelkie odstępstwa od tego modelu były źle widziane i groziły przypięciem łatki komunisty, homoseksualisty lub obu naraz. Za to pierwsze szło się do więzienia, a to drugie należało leczyć jak każdą inną przypadłość psychiczną. A wszystko to działo się w obronie demokracji i moralności utożsamianych wtedy z tak zwanym American Dream. W tych to właśnie pięknych czasach, a dokładniej w roku 1952, na rynku wydawniczym ukazała się powieść "The price of salt", późniejsza "Carol". Na gładkiej powierzchni moralnego monolitu  amerykańskiej klasy średniej pojawiła się rysa.

Będąc świadomą reakcji, jaką wywoła publikacja książki, Highsmith napisała ją pod pseudonimem jako Claire Morgan. Powieść wzbudziła silne emocje w amerykańskim społeczeństwie i mówił o niej każdy. Z jednej strony nastąpiła fala krytyki i hałaśliwe żądania, by historię zwyrodniałego związku spalić do ostatniego egzemplarza. Z drugiej strony ciche głosy aprobaty wymieniali między sobą ludzie, którym opowieść Highsmith dawała nadzieję na szczęśliwe zakończenie ery moralnego zakłamania i nietolerancji. Autorka otrzymała mnóstwo listów zarówno od przeciwników, jaki i od zwolenników, bo do tej pory w amerykańskiej literaturze nikt nie życzył dobrze osobom homoseksualnym.

Jest to subtelna opowieść o skomplikowanych, bo zakazanych społecznie, relacjach międzyludzkich. Głównym wątkiem jest uczucie, jakie zrodziło się pomiędzy dwiema kobietami. Relacja zupełnie nietrafiona w czasie, niezrozumiała dla obserwatorów, dająca podstawy do prześladowań, szykan oraz sądowych zaleceń co do dalszego prowadzenia się. Carol jest piękną dojrzałą kobietą, która nie tylko fascynuje się niespełna dwudziestoletnią, niepewną Therese, ale staje się dla niej natchnieniem, rozwija ją i zmienia. Znajomość kobiet jest napędem dla innych ciekawych relacji tworzących się w powieści: chłopak - dziewczyna, dziewczyna - była dziewczyna, żona - mąż, matka - córka. Każda z nich to szkiełko w innym kolorze. Smutne barwy. Wszystko i wszyscy mieli wpływ na życie dwóch zakochanych kobiet.

Napisana lekko, bez pompy i patosu. Stonowana. Dominuje w niej powściągliwość, dzięki czemu tworzy się miejsce na domysły. Czy można uznać ją za przestarzałą? Dla amatorów dzieł pokroju "50 twarzy Greya" z pewnością tak. Brak tu... scen, więc w tym aspekcie ta książka współczesnego czytelnika niczym nie zaszokuje. Bo też nie było intencją autorki, by karmić czytelników opisami lesbijskiego seksu. "Carol" zawiera zupełnie inny przekaz. Jest to powieść o emocjach i uczuciach, które w tamtych czasach były społecznie nie do przyjęcia, a które zresztą  i dziś często budzą niechęć lub są powodem do kpin wywołujących szydercze uśmieszki. Pozwalając sobie na pewne uogólnienie, to historia każdej miłości, której na drodze stanął z góry narzucony porządek, przez wielu akceptowany bezrefleksyjnie. Takie nie, bo nie. I to właśnie ten aspekt powoduje, że "Carol" zachowuje swój ponadczasowy przekaz.

Minęły sześćdziesiąt cztery lata od dnia jej wydania. Czytałam ją bez żadnych szczególnych odczuć czy niepokoju, bez dziwienia się, bez uczucia zmieszania. Wszystko, co się w niej wydarza pomiędzy bohaterkami, jest dla mnie zrozumiałe, oczywiste, normalne. Znak czasu. W idealnym Świecie każdy powinien mieć prawo do realizacji swoich uczuć. Świat niestety nie jest idealny. Mieszkam w Polsce - w kraju, w którym można znaleźć naprawdę bardzo wiele pozytywnej energii w ludziach, ale tolerancja dla odmienności ciągle nie jest naszą cechą narodową. Tolerancyjne są jednostki. Ogół niestety nie jest. Jeżeli jednak w naszym społeczeństwie zachodzi pewna zmiana obyczajowa, to jej tempo jest odpowiednie jedynie dla tysiącletnich sosen. Smutne.



_____________________________________________________
tytuł: Carol (Carol)
autor: Patricia Highsmith
tłumaczenie: Krzysztof Obłucki
wydawnictwo: Noir Sur Blanc - egzemplarz recenzencki
data wydania: sierpień 2016
ilość stron: 314


Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: