Wełniaste Podejście do Literatury

Matthew Kneale: Rzymianami bendąc

27 listopada 2016 , ,

Matthew Kneale - Rzymianami bendąc (When we where Romans)

Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się. 
/Aldous Huxley/

Trudno jest zrozumieć dziecku dorosły świat. Chce rozumieć, by być traktowanym poważniej. Często musi sięgać do pokładów egoizmu, by podkreślić swoją obecność. Obserwuje uważnie niuanse, niedomówienia i skomplikowane relacje międzyludzkie. Stara się nadążać za tokiem rozumowania starszych. Wyczuwa intuicyjnie, dlaczego pewne rzeczy się dzieją, kto tu jest dobry, a kto jest zły.   Potrafi zatem rozpoznać, że zaczyna być niedobrze, że trzeba podjąć kroki, by zło nikogo nie dosięgnęło. A co, gdy zło ma twarz i posturę tatusia? Wtedy najlepiej będzie, jeśli wyjadą. Daleko, daleko. Do Rzymu.

To taka dziwna, mała opowiastka, w której od pierwszego zdania wiadomo, że ma się do czynienia z dziecięcym spojrzeniem na świat. Składnia zdań, błędy ortograficzne (zaczynające się już w tytule), sposób narracji upstrzony dziecięcymi buntowniczymi pomyślałem sobie, że..., powiedziałbym wtedy, ale nie powiedziałem tego..., nie lubię cię... etc. Przede wszystkim jednak otaczająca rzeczywistość prezentowana jest w sposób, w jaki odbiera ją i analizuje dziecko.  Dziewięcioletni chłopiec, który interesuje się kosmosem, przerażającymi cesarzami i w zasadzie narzuca mi swój sposób postrzegania świata. Przyzwyczajam się do niego. Patrzę. 

 Lawrence, bo tak ma na imię bohater powieści Kneale'a, referuje mi przebieg podróży jego rodziny do rzymskich przyjaciół mamy. Rozumie, że to wycieczka-ucieczka, okraszając referat licznymi uwagami, odautorskimi spostrzeżeniami od siebie. I właśnie te uwagi, raczej niewiele dla chłopca znaczące, zaczęły ukazywać mi drugą rzeczywistość tej historii. Bo był w tym Rzymie świat niedostrzegalny przez chłopca, ponieważ kompletnie dla niego niezrozumiały, nieznany. Bardzo szybko zaczęłam mieć poczucie, że w tej podróży nie wszystko jest tak proste, jak się chłopcu wydaje. I zrobiło mi się szkoda małej Owieczku (piękne zdrobnienie), która - w przeciwieństwie do starszego brata, swoim trzyletnim dziecięcym jestestwem nie rozumiała kompletnie nic. I pojawiła się ta czytelnicza bezradność - wiesz, że wszystko idzie ku złemu, Ty to widzisz, ale nie możesz nic poradzić.Nie zatrzymasz lawiny wzrokiem.

Kneale udowodnia, że kluczem do zamienienia prostej historii w coś przejmującego - bo uwierz mi, po obdarciu ze wszystkiego to zupełnie prosta historia - jest nadanie jej ciekawej formy oraz umiejętne dawkowanie czytelnikowi zaskoczeń i emocji. W tym wypadku celem jest ukazanie z dziecięcej perspektywy, jak bardzo świat dorosłego oddziałuje na świat dziecka oraz jakich szkód może to oddziaływanie dokonać w niedorosłym umyśle.

Mała, chuda książka z niezbyt udaną okładką, której autor przemówił do mnie głosem dziecka. Miało być lekkie i zabawnie, a okazało się zasmucające i refleksyjne. Dobry Kneale, trzecia odsłona i znów oryginalnie, może nie na miarę Anglików na pokładzie, których mocno polecam, ale dobry.

Janusz Korczak napisał, że dzieci nie są głupsze od dorosłych, tylko mają mniej doświadczenia.
Uważajcie, co mówicie przy dzieciach. One was słuchają.

Wełniaste myśli o innych powieściach autora:
_______________________________________________________________
tytuł: Rzymianami bendąc (When we where Romans)
autor: Matthew Kneale
tłumaczenie: Krzysztof Filip Rudolf
wydawnictwo: Wiatr od Morza - egzemplarz recenzencki
data wydania: październik 2016 r.
ilość stron: 256

Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: