Wełniaste Podejście do Literatury

Andrea Camilleri: Królowa Pomorza i inne historie z Vigaty

17 grudnia 2016 , ,

Andrea Camilleri - Królowa Pomorza i inne historie z Vigaty

Poranki nie należą do rzeczy przyjemnych. Trzeba wstać i zawsze jest o wiele za wcześnie, trzeba gdzieś jechać, choć wcale się nie chce. I ciemno, i zimno, i ludzie stłoczeni, i tak dzień za dniem, dzień za dniem, z krótkimi przerwami na weekend. To właśnie ta szczególna właściwość poranków wyraźnie kształtuje w mojej głowie myśl: a może by tak rzucić to wszystko w czorty?! No ale że ciągle jeszcze nie stać mnie na jachty i inne tam odrzutowce, to w sumie poranki są, jakie są i jeszcze przez jakiś czas takie pozostaną. Dlatego warto szukać sobie miłych akcentów i wplatać je w te złe poranki. Może być coś niepozornego, coś zupełnie nieznaczącego, ale ważne żeby było miłe. Kawa z cynamonem na drogę, zabawna książkowa opowieść, ulubiona muzyka w uszach, uśmiech kogoś bliskiego, czy choćby proste cześć wypowiedziane przez nieznajomego znanego z widzenia. Nie jest ważne, co to. Ważne, że na Ciebie zadziała i sprawi, że dalej już będzie lepiej. A przynajmniej będzie próbowało być.


Jakiś czas temu, przez kilka dni każdego ranka, w drodze do pracy towarzyszyła mi osobiście Królowa Pomorza. Tak, tak, woziłam się z Królową. Może i niewielką królową, niepozorną zupełnie, ale za to o ciekawym wnętrzu. W królewskim milczeniu spoglądała swymi oślimi oczyma na przemykające za oknem pomorskie obrazki. Ta królowa przybyła do mnie z opowieściami. To był kolejny miły poranny akcent. Ona kradła moje Pomorze, choć uważała je za swoje, podczas gdy mnie wysyłała na Sycylię, żebym jej nie przeszkadzała. Do Vigaty. I w tłumie nie było nas obu. Ot, taka zamiana.


Wszystko zaczyna się od sylwestrowego balu. Wielkiego balu, wystawnego i bogatego, choć w małej mieścinie. Miałam wrażenie, że ktoś tu stara się przenieść La Scalę do wsi Swornegacie (Tak. Na Pomorzu są Swornegacie). Ale gdy człowiek czegoś pragnie, nie ma rzeczy niemożliwych. Naprawdę organizowany jest raut, na który zjeżdża się wystrojona śmietanka towarzyska, samiuśki crème de la crème... Vigaty. I wtedy dociera do mnie, w jakie miejsce trafiłam, z kim będę miała do czynienia i, wiesz co? Chyba nie będę chciała wracać. Bo choć Vigata jest fikcyjną mieściną, ludzie w niej są komicznie groteskowi, jak w rzeczywistości (:

"- Szanowni państwo, marsz królewski może być grany tylko podczas świąt narodowych. Byłoby obrazą dla Ich Królewskich Mości, gdybyśmy zagrali go teraz.
W tym momencie dyrygent miejscowej orkiestry podszedł do niego i powiedział coś na ucho. Lofante podjął wątek.
- Zamiast tego orkiestra może nam zagrać inny królewski utwór, którego nauczyła się podczas wizyty cesarza.
I w ten sposób bal sylwestrowy w Vigacie rozpoczął się hymnem cesarstwa niemieckiego." [s. 20]

Wkroczyłam więc w świat małej miejscowości, w której Mussolini stanął na drodze i nie chciał się ruszyć. W której but przewidział przyszłość, w której porachunki mafijne to dziecięce zabawy klockami przy porachunkach lodziarzy. Osiem opowiadań, które łącznie tworzą portret całej vigackiej społeczności. Są dumni, choć klepią biedę po tyłku niczym wypłowiałego Mussoliniego. Są naiwni, ale łasi na zaszczyty i wizję bogactwa. Kochają, ale nie jest im obca nienawiść. Starają się być szczęśliwi, choć to przeddzień wojny, a następnie i wojna. Zbiorowość, której zachowania są doskonale widoczne również w czasach nam współczesnych.

W zasadzie nie ma tu słabości. Jest lekkość, przyjemność, ironiczny humor, inteligencja i mrugnięcie okiem do czytelnika, bo pan Camilleri to cwany obserwator ludzkich zachowań. Opowiadania "Romeo i Julia", "Królowa Pomorza", "Ojciec nieznany" to moi zdecydowani faworyci, przeczytałam je sobie po dwa razy. Podróż do nieznanej mi dotąd Vigaty okazała się doskonałym pomysłem, a i poranki były przez to milsze. A taki ten osioł niepozorny był... Teraz wypadałoby poznać jednego z najbardziej znanych mieszkańców Vigaty - komisarza Salvo Montalbano. Może się nawet polubimy.

Uściski!


Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: