Wełniaste Podejście do Literatury

Neil Gaiman: Nigdziebądź

5 stycznia 2017 , , ,


"Nie można usmażyć omletu nie zabijając kilku osób."
/Neil Gaiman - Nigdziebądź/

Jeśli nie zetknąłeś się nigdy z twórczością tego autora, to miej na uwadze, że z powieściami Neila Gaimana można zrobić dwie rzeczy: uwielbiać je albo nie (czyt. nie rozumieć ich fenomenu). Proste zero-jedynkowe podejście. Dlatego w globalnej wiosce natkniesz się na opinie tak skrajne, jak skrajne są wschód i zachód słońca, które nigdy się nie spotkają. Należę do tych, którzy nie czują wyrzutów sumienia, że zarywają noc i nadal spacerują z gaimanowską twórczością, choć zbliża się czas Przed Wschodem Słońca. Lubię spacery. I nawet lubię czas przed wschodem słońca... o ile mogę potem dalej spać.

Zacznijmy wpisem do myślowego pamiętnika:

"Drogi pamiętniku - zaczął. W piątek miałem pracę, narzeczoną, dom i sensowne życie, o ile w ogóle życie może mieć sens. Potem znalazłem na chodniku ranną, krwawiącą dziewczynę i próbowałem zostać dobrym Samarytaninem. Teraz nie mam narzeczonej, domu ani pracy i wędruję sto metrów pod ulicami Londynu z perspektywą życia krótszego niż jętka o skłonnościach samobójczych" [s.126].

Może pamiętasz opis jętek u sir Terry'ego w Kosiarzu. Po przeczytaniu tego fragmentu skojarzenie nasunęło mi się samo. I uśmiechnęłam się, gdy wyobraziłam sobie jętkę samobójczynię.


Ale wróćmy do meritum.

Zastanawiałeś się kiedyś, czy pod miastem, w którym mieszkasz, istnieje Coś? Coś więcej niż tylko zatęchłe kanały? A co jeżeli te kanały prowadzą do innego świata? No bo Londyńczycy na przykład nie mają pojęcia, że poniżej ich miasta istnieje Londyn Pod. Labirynt uliczek i zakamarków, gdzie oddaje się szacunek szczurom, a zjawy łapią Cię za kostki, jeśli nie posłuchasz ostrzeżenia. Miejsce, w którym z jednej strony można ukryć swoje życie na wypadek śmierci, a z drugiej strony jej odór spotyka Cię na każdym kroku. Możesz zostać uduszony choćby przez wspomnienie londyńskiej mgły. I wszędzie czają się cienie. To jest uniwersum równoległe do Nad, choć wydaje się być cofnięte w czasie. Jednak czas jest tu pojęciem bardzo mocno względnym, ponieważ w tym niesamowitym Świecie płynie swoim własnym torem. W zasadzie mogę powiedzieć, że Londyn Pod jest miejscem tak pięknie wykreowanym, że naprawdę nie warto z niego wracać do Londynu Nad.

No, ale Richard, bohater powieści, upierał się, że chce jednak wrócić. Moich pytań, ale po co?, niestety nie słyszał. Cóż.
Do niektórych rzeczy człowiek (czy też bohater powieści) musi po prostu dojrzeć sam.

Gdzie jest Nigdziebądź? Wewnątrz mnie.

Powieść wciąga, niczym sam Londyn Pod. Jest szelmowska - pobawi się z Tobą w skojarzenia, pootwiera Ci drzwi w różnych ścianach, ale Gaiman jest z tego znany. Bohaterowie? Pani Drzwi jest mi w sumie zupełnie obojętna. Zło, reprezentowane przez panów Croupa oraz Vandemara, jest pięknie złe i sadystycznie złe, a jednocześnie wysławia się ono tak elegancko, że brakowało jeno cylindrów i ukłonu po każdym zdaniu. Cudny kontrast, bez dwóch zdań. Ale tak naprawdę, to warto zmrużyć oczy i przyjrzeć się w ten koci sposób markizowi de Carabasowi. Jak nikt inny zasłużył sobie na to, by zostać wyodrębnionym na tle reszty. Markiz jest bezkonkurencyjny. Pospacerowałabym po kanałach z markizem. Cieszę się, że w nowym wydaniu książki poza samą powieścią otrzymałam również opowiadanie o tym, jak wcześniej wymieniony próbuje odnaleźć swój płaszcz. Taki smaczek na finał. Lubię smaczki. Lubię markiza.

Napisałam kiedyś, że Neil Gaiman jest klasą samą w sobie, jeżeli chodzi o kreowanie rzeczywistości w  swoich powieściach, i że tworzy istoty nie z tego świata z taką lekkością i prostotą, a zarazem starannością, jak gdyby widywał je wszystkie co dzień rano, w drodze po gazetę i gorące bułki. I od dnia napisania tych słów zdania nie zmieniłam. Prawdę pisząc, Nigdziebądź to jedna z moich dwóch ulubionych powieści Gaimana. Tak. Dwie uważam za doskonałe, pozostałe za dobre. Choć ta nie jest noworoczną książką, a powieścią z czasu około świątecznego, chciałam jednak, by to ona otworzyła 2017 rok, będąc moją pierwszą noworoczną opowieścią dla Ciebie. Żeby rozpocząć dobrze, od dobrej wróżby na dalsze czytelnicze miesiące. Bo to, że ta powieść nosi w sobie pierwiastek wełniastości, nie powinno podlegać dyskusji, jeśli tę książkę czytałeś. Jeżeli nie czytałeś... cóż. Podaj mi dłoń i wejdź ze mną do Londynu Pod. Mamy 50% szansy, że po Twoim powrocie nasze stosunki nie ulegną zmianie. O ile w ogóle stamtąd wrócisz.
 



Tekst powstał przy współpracy z księgarnią internetową Gandalf.com.pl

Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: