Wełniaste Podejście do Literatury

Petr Stančík: Młyn do mumii

21 stycznia 2017 , , ,

Młyn do mumii

Przyznajcie sami, powieszony Bóg, to byłby niezły wstyd.
/Petr Stančík/

Piękna w literaturze jest moc podróżowania za jej pośrednictwem w miejscu i czasie. Popatrz, znowu byłam w XIX-wiecznej Pradze. Tej samej, do której porwał mnie jakiś czas temu Milos Urban i jego Lord Mord. I aż klasnęłam sobie jedną dłonią na myśl o tym gotyckim klimacie miasta i szpalerach fantazyjnych kamienic po obu stronach brukowanych ulic. Akurat wypadała ostatnia noc 1866 roku i przez moment popodziwiałam ponowne uruchomienie Olroja. Przez moment. Bo potem z ulicy zaczęły wyskakiwać kostki brukowe.

Młyn do mumii to opowieść o poszukiwaniu mordercy bogu ducha winnych listonoszy*. Śledztwo prowadzi - co tu dużo pisać - dość ekscentryczny, niefrasobliwy i rubaszny komisarz Leopold Durman, któremu nic nie jest straszne, a jeżeli coś jest zbyt łatwe, to koniecznie musi to sobie skomplikować, nawet jeśli chodzi o zwykłe wsiadanie do pociągu. Taka cecha charakteru. Przemiły typ; dziwki w praskich burdelach bardzo go lubiły. 


Zastanawiasz się, czym jest gastro-porno-thriller? 

Okazuje się, że jest dosłownie tym, na co Ci brzmi. Mistyczny gostranomiczno-pornograficzny thriller - tak brzmi pełny czeski opis. To opowieść o przyjemnościach. Z Młyna do mumii możesz sobie wyciągnąć małą książeczkę pomysłów na obiad, choć może kocie udka czy zapiekane jeże akurat bym sobie darowała. Jedzenie, jako sposób sprawiania sobie przyjemności, jest tu niezwykle ważne (gastro). Drugą przyjemnością jest seks uprawiany nie tylko w lunaparach, ale i w tłumie na ulicach, czy cygańskich taborach... generalnie - gdzie nadarzy się okazja, tam nasz bohater sobie coś zaliczy. Albo zostanie zaliczony. Zależy, czy akurat miał taki kaprys i kto był inicjatorem akcji. W każdym razie komisarz prowadzi bujne życie erotyczne (porno). A mistyczny? Cóż, ten przymiot jest według Czechów klamrą spinającą całość. Określeniem klimatu historii przygód bohatera ocierającego się o świat nadnaturalny, w którym mandragory biorą kąpiel, gdzie dwóch okazuje się jednym, przedmioty w komisie mają magiczne właściwości, a królowi kurhanu ktoś podkrada kości, bo cukier ma być biały. O.

Wszystko tam jest? Wszystko.

Rozerotyzowana mieszanka groteski, farsy, kryminału, komedii i thrillera. Niezwykłe kontrasty, które sprawiają, że mogące pojawić się początkowo poczucie zniesmaczenia, ostatecznie staje się dla czytelnika nowym rodzajem smaku. Niektóre fragmenty tak trącają abstrakcją, że nie zdziwiłabym się zupełnie, gdyby się okazało, że zostały suto podlane absyntem. Stančík niby wybrał sobie ramy czasowe dla powieści, ale przekracza je gdzie i kiedy tylko ma na to ochotę. W końcu tupie nogą, stwierdza: pierdzielić logikę, jedziemy z tym koksem! I pojechał. Naprawdę pojechał. Do tego stopnia, że zapomniałam całkiem, że my mamy kogoś w tej Pradze schwytać... Całość szalona i zakręcona niczym świński ogonek na dziecięcych obrazkach, a przy tym napisana w pięknym stylu pełnym niezwykłych metafor. Trudno tu szukać językowego niechlujstwa. Są natomiast Jan Neruda i Leopold Ritter von Sacher-Masoch, czyli poezja i masochizm w idealnym połączeniu, a wydawać by się mogło, że to przecież niemożliwe. Ale taką właśnie powieścią jest  Młyn do mumii.

Czy w Polsce taki utwór miałby szanse na Nagrodę Literacką Nike? Szczerze wątpię, czyli w sumie kompletnie w to nie wierzę. Czy w Czechach taki utwór miałby szansę na Magnesia Litera? Oczywiście! I ją dostaje. A ranga obu nagród jest w zasadzie równoważna. 

I co. Zapowiedziałam w co zabeczy. Nabyłam w dniu premiery. Wybyłam do Pragi. Wróciłam z tej podróży zmęczona, utytłana, ale szczęśliwa. Przemielona niczym przez tytułowy młyn do mumii. Pewnie zastanawiasz się, co to właściwie jest. No... Ja Ci tego przecież nie powiem.


* (;




Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: