Wełniaste Podejście do Literatury

Gabriel García Márquez: Rzecz o mych smutnych dziwkach

27 marca 2017 , , ,


W 2005 roku zafascynowały mnie dwie rzeczy, które miały w tytule dziwki: Las putas melancólicas Świetlików oraz Memoria de mis putas tristes Márqueza. I o ile pierwsze zostawimy teraz w spokoju, o tyle w sprawie drugich coś Ci wyznam. Ta cienka książeczka o mało stosownym jak na nasz kraj tytule, to jedna z moich ulubionych opowieści o miłości. Nie potrafię powiedzieć, ile razy już ją czytałam i zdaję sobie sprawę, że możesz pomyśleć, że zwariowałam albo że się nabijam. Cóż. Nic z tych rzeczy.


"W roku mych dziewięćdziesiątych urodzin chciałem sprawić sobie w prezencie
szaloną noc miłosną z nieletnią dziewicą".*

Pierwsze zdanie powieści, a Europa podkłada ogień pod stos.
To taki mój chichot - prywatny i przerysowany komentarz do tego, w jaki sposób książka została u nas przyjęta. A przecież to opowieść z części Świata, której biodra kołyszą się z pasją i namiętnością, bo tacy właśnie są jej mieszkańcy i taki jest rytm życia napędzający południowoamerykański krąg kulturowy. Dlatego o tym, co w poczciwej Europie jest nie do pomyślenia, tam za oceanem można otwarcie pisać. Ameryka Południowa jest pstrokata, głośna, pożądliwa i wulgarna. Wszystko to cudownie odbija się w tamtejszej literaturze. Bieda mieszka przez ścianę z bogactwem, co stanowi wręcz idealne środowisko dla dziwnych zachcianek. Patologia, wiem. Bawiąc się jeszcze przez moment w adwokata diabła, zaznaczę tylko, że społeczne postrzeganie norm patologii w sferze seksualnej dla każdego obszaru kulturowego będzie odmienne.

Karygodny z początku zamiar starca przemienia się w niezwykłą relację miłosną. Fascynacja młodością wcale nie prowadzi do aktu pedofilii. Staje się przyczynkiem do rachunku sumienia starego grzesznika i doświadczenia tego, co przez całe życie zaniedbywał. Chłodna i powściągliwa Europa zdaje się tego nie rozumieć. Potępia intencje, nie bacząc na skutki. Starzec, dziecko i miłość w burdelu - to nie jest połączenie, które można akceptować. Ciężko jest się przyznać Europie, że też ulega urokowi młodości, widząc w niej utracone niegdyś szanse i minione chwile radości. Spontaniczność i beztroskę, która nie przystoi już siwym skroniom. Lepiej się tym nie chwalić i nie mówić o tym na głos. Lepiej się oburzyć. A Ameryka Południowa, bez względu na wiek, mówi co myśli i robi co mówi, często zapominając o granicy między dobrem a złem.

Główny bohater powieści całe swoje życie przeszedł bez miłości. Za seks płacił, zawsze płacił, nawet wtedy, gdy płacić wcale nie musiał. A w wieku 90 lat, w czasie gdy powinien już martwić się tylko o to, czy garnitur do trumny ma porządnie wyszczotkowany, zakochuje się. Prawdziwie się zakochuje. W istocie niewinnej, mającej lat czternaście, która śpi. Początkowe zafascynowanie zmienia się w miłość. Miłość nieistniejącą tak naprawdę, bo starzec zakochuje się w swoim własnym wyobrażeniu o dziewczynie. Nadaje jej imię - Delgadina, wymyśla ją sobie całą, opowiada sobie w wyobraźni ich wspólne życie, prowadzi z nią rozmowy, tworzy ją do tego stopnia idealną, że potrafi odczuwać autentyczny ból, gdy jej nie widzi. Przerysowuje sobie linie jej dłoni, by mieć je ze sobą w czasie rozłąki. Zatraca się bez reszty. A co robi w tym czasie dziewczę zwane Delgadiną? Nie ma bladego pojęcia o istnieniu starca, bo po prostu sobie smacznie śpi.

Staruszek przeżywa największą miłość swego życia, stojąc ze śmiercią tuż za plecami, a jego emocje zdają się na tyle autentyczne, że być może dlatego książka ma tak skrajne opinie. Dla jednych jest niesmacznym skandalem, dla drugich historią fascynującą. To także nieco melancholijny rozrachunek z życiem u jego schyłku, dla którego impulsem staje się widok pełnego witalnej siły ciała śpiącej dziewczyny. Jakimś cudem zmierzch spotkał świt i zakochał się w nim bez pamięci. I będzie kochać, dopóki noc nie zapanuje niepodzielnie nad światem. Piękna i nostalgiczna poetyka emocji i wspomnień, w dusznej i wilgotnej atmosferze południowoamerykańskiego wieczoru, gdy starość tęsknie spogląda na młodość, gdy w pamięci wraca wszystko, czego człowiek doświadczył, a w powietrzu unosi się już zapach suchych kwiatów i ostatnich pożegnań. Chwila prawdziwego szczęścia przed śmiercią.

"- Dziś chcę".

Autor stworzył relację inną, nietypową. Opartą na milczeniu. Na fantazji. Na nieistnieniu. Relację, która posłużyła do rozliczenia się ze wspomnieniami o życiu bez uczuć i kobietach, które były temu winne. Rzecz o mych smutnych dziwkach była ostatnią powieścią, jaką mocno schorowany już wówczas Márquez napisał. Lubił nosić jasny, luźny garnitur. Zupełnie jak stworzony przez niego bezimienny bohater powieści. Powieści, którą bardzo lubię.

/ukłon/

* oba cytaty pochodzą z powieści "Rzecz o mych smutnych dziwkach" G.G. Marquez, wyd. Muza, str. 7.

Rzecz o mych smutnych dziwkach [Gabriel Garcia Marquez]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: