Wełniaste Podejście do Literatury

Neil Gaiman: Amerykańscy bogowie

12 marca 2017 , ,

Neil Gaiman - Amerykańscy bogowie (American gods)

Gdy burza nad światem dobiegła już końca, gdy przybyłe na pole bitwy postacie rozpłynęły się o świcie wraz z mgłą, potężny ptak gromu uprzejmie podrzucił mnie z powrotem na mój własny fotel.  I pomyślałam sobie, nie pierwszy raz zresztą, że ludzie i miejsca wywierają na siebie wpływ. Często niedostrzegalny dla oka, niemal niewyczuwalny dla intuicji, ale jednak. Człowiek, przybywając na obcy teren, nieświadomie przywozi ze sobą pamięć o przeszłości, o miejscu, z którego się wywodzi. I w tym obcym miejscu przeszłość i przyszłość mieszają się. Dyfuzja. Tym obcym miejscem była Ameryka, na której ziemie ściągali ludzie z całego świata. A każdy z nich przywoził ze sobą swoją kulturę, swoje zwyczaje, swoje wierzenia. Tak. Prawdę mówiąc, Ameryka jest niczym patchworkowy kocyk. Kraina rozmaitości z całego Świata.

Przybywający na amerykańskie ziemie przywozili ze sobą różnej wartości dobytek, różnej wielkości nadzieję i zawsze jakąś tradycję. Samotni i niepewni na nowej ziemi powierzali swą trwogę bogom, bożkom i dobrym duszkom, w wierze w których byli wychowani. Bo przecież nie kto inny, jak "ludzie zaludniają ciemność duchami, bogami, elektronami, opowieściami"*. Podążali tak razem ramię w ramię, budując Nowy Świat. Z czasem coraz pewniejsi, mniej zagubieni, już nie przybysze, już tutejsi, nie byli aż tak zależni od swych boskich opiekunów. Czas płynął swoim tempem, zmieniały się okoliczności, a razem z nimi ludzka natura. Patchworkowy kraj zaczął nabierać własnej tożsamości. W końcu obywatele Nowego Świata porzucili swoich zdawało im się pradawnych bogów. Zostawili ich samych na tych obcych dla nich ziemiach. Bez czci i bez wiary człowieka, bogowie wtapiali się w tłum, wiedli nędzne żywota, by w końcu pewnie zniknąć w zapomnieniu.


"Ludzie wierzą, pomyślał Cień. Tak już z nimi jest. Wierzą. A potem nie biorą odpowiedzialności za to, w co wierzą".

Ameryka w powieści Gaimana ma niezwykle surowy i pierwotny klimat. Jedziesz przez osady, otaczają Cię posępne drzewa, lokalny folklor uderza z ludzkich oddechów i twarzy. Prowadzi Cię Cień. Były skazaniec, który po wyjściu z więzienia nie zastał świata takim, jakim go zapamiętał. Jego świat rozsypał się w pył. Cień wyrusza zatem w podróż, której kierunek wyznacza nieznajomy, ekscentryczny pan w płaszczu i kapeluszu - pan Wednesday. Powściągliwość Cienia, kontra ekscentryzm i tajemnica otaczająca towarzyszącego mu mężczyznę. Mnogość dziwnych ludzi, których spotykają na drodze poprzez Stany. Delikatne przechodzenie przez taflę lustra, które oddziela widzenie tego co realne, od tego, co nadnaturalne. I z każdym krokiem coraz wyraźniej kształtująca się wizja, że jest to jednak przygotowanie do czegoś wielkiego. Do ostatecznej bitwy pomiędzy pradawnymi bogami a współczesnymi bożkami. Cień tego nie rozumie. Cień nie wie, z kim ma do czynienia i czy jest po tej właściwej stronie. Cień potrzebuje czasu, by to wszystko zrozumieć oraz pojąć, jaką rolę powinien w tej wojnie odegrać. Z Tobą stanie się zresztą to samo.

Jedną z cech Gaimana, za którą niebywale go cenię, jest fakt, że jego pisarstwo jest tak bardzo różnorodne - różne gatunkiem, ciężarem, stylem, targetem czytelniczym. Amerykańscy Bogowie to powieść wielka, chłodna, nieco mroczna i żywo czerpiąca z naprawdę różnych wierzeń, choć ciężar fabularny oparty jest na mitologii germańskiej. Nie chcąc w żaden sposób zepsuć Ci radości odkrywania, napiszę tylko, że jeśli znasz mity, doszukiwanie się w powieści odniesień do nich będzie dla Ciebie fantastyczną zabawą. W tej wyjątkowej powieści rozczochrany gawędziarz Gaiman stara się niejako sam sobie odpowiedzieć na pytanie, które zrodziło się w jego głowie podczas pobytu na Islandii: co się stało ze starymi bóstwami. Poszukiwanie odpowiedzi nie jest jedynie literacką podróżą poprzez kraj zupełnie nieprzyjazny bogom. Jest to również podróż poprzez zmieniające się na przestrzeni czasów ludzkie paradygmaty.

Gdybym jednak miała to wszystko opisać za pomocą dwóch zdań, napisałabym tak: jest to opowieść o wspaniałym dwuosobowym skandynawskim przekręcie, którego akcja rozgrywa się na terenie Stanów Zjednoczonych. I wcale nie potrzeba do niego skrzypiec (;

/ukłon/

"Opowieść opisuje się najlepiej, opowiadając ją. Rozumiecie? Opisując daną historię sobie samemu bądź światu, tak naprawdę opowiada się ją od nowa. Oto prawdziwa równowaga, prawdziwy sen".

*cytaty pochodzą z omawianej powieści: s.539, s.547.





Tekst powstał przy współpracy z księgarnią internetową Gandalf.com.pl
Amerykańscy bogowie. Wersja autorska [Neil Gaiman]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE



Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: