Wełniaste Podejście do Literatury

Peter Krištúfek: Dom głuchego

4 marca 2017 , , , ,

 
Jesteśmy sobie nieznani, my poznający, my sami samym sobie; ma to słuszną przyczynę.
Nie szukaliśmy siebie nigdy - jakże stać się miało, byśmy się kiedyś znaleźli?
 
/Fryderyk Nietzsche/

I. Wycieczka do Hiszpanii

Istniała w Madrycie rezydencja nazwana Domem Głuchego, której ściany pokrywało czternaście mrocznych i niepokojących fresków. Czarnych Obrazów Goi. Malarz zakupił tę rezydencję, mając 73 lata. Był już wtedy niemal głuchy, co przyczyniło się do jego osamotnienia, a w konsekwencji uczyniło go człowiekiem ponurym i zgorzkniałym. Tak sobie myślę, że być może Czarne Obrazy są aktem uzewnętrznienia dramatu, jaki rozgrywał się w duszy starego mistrza. Człowieka wrażliwego i inteligentnego, doskonałego obserwatora ludzi, który u schyłku swego życia doszedł do wniosku, że piękno jest tylko fasadą ukrywającą obłudę, okrucieństwo i demoralizację ludzkiej natury. Jego życie dostarczyło mu wiele powodów, by tak właśnie myśleć, a osamotnienie stało się katalizatorem, który sprawił, że na ścianach swojego domu wymalował Światu, co o nim myśli. Dom Głuchego zniknął z planu miasta na początku XX wieku. Czarne Obrazy zostały jednak uratowane. Kilka lat przed rozbiórką domu przeniesiono je na płótna, umieszczono w Muzeum Prado (galeria), gdzie nadal ich tajemniczość napawa ludzi grozą. Niezrozumiałe wizje Goi pozostawiają szerokie pole do interpretacji. Fantastyczne i przerażające gęby o groteskowych minach, które wychylają się z mrocznego cienia. Obrazy ludzi, czy obrazy ludzkich dusz? Wkręcają się w umysły odwiedzających muzeum, jak niewygodne pytania. Biada temu, kto zobaczy w tych płótnach siebie.

II. Wycieczka do Brežan.

W słowackim miasteczku Brežany również stał Dom Głuchego, choć oczywiście wcale się tak nie nazywał. Zamieszkiwała go bardzo zżyta ze sobą rodzina. Pan Doktor z żoną, ich dzieci, dalsi krewni z obu stron byli stałymi gośćmi na coniedzielnych obiadach. Królował wzajemny szacunek, miłość, opowieści rodzinne. Gałęzie dwóch rodów zespolone w jedno ponad parującym udkiem z kaczki w sosie mięsnym. Wszyscy uśmiechnięci. Sielanka trwająca latami. Taki obrazek w głowie człowieka.

W progach tego domu, po latach, współcześnie, staje syn Pana Doktora, Adam. Dom jest pusty, nikt w nim nie mieszka. Kurz, stęchły zapach i parapetowe suche badylki w smutnych doniczkach. I duchy. Adam zaczyna zwiedzać dom. Podnosi z ziemi zapomniane zdjęcia, czyta podniszczone już wilgocią listy. Grzebie w przeszłości i poznaje szczegóły dawnego życia swoich najbliższych. Często musi rewidować swoje wspomnienia, czy wcześniejsze wyobrażenie o pewnych zdarzeniach. Weryfikuje i porządkuje swoją pamięć. Przemierzając kolejne pomieszczenia pokryte grubą warstwą opuszczenia i zapomnienia, wydobywa z przedmiotów zeznania na temat przeszłości, wyciąga kwity skrywane za tapetami, a w ogródku...

"A ja spod starego cisu wygrzebałem mój skarb z dzieciństwa i ludzkie kości.
Kości, a później też czaszkę.
Zacząłem odkrywać ojca".

Adam odkrywa, że tak naprawdę niewiele wiedział o życiu ludzi, którzy go wychowali, a oblicze jego sielankowego miasteczka - sąsiadów, znajomych, miejsc i wspomnień - pocięte jest głębokimi bliznami. Nie ocenia ich. Nie ocenia również ojca. Syn nie jest przecież głupi. Jest świadomy, że jego własny spokój dzieciństwa ojciec kupił za głębokie kompromisy, służąc zmieniającym się na przestrzeni lat ustrojom i ich panom. Głuchy na wyrzuty sumienia, miękki i układający się. Czy reszta rodziny była lepsza? Zresztą jego sąsiedzi także potrafili mieć po parę życiorysów, więc była to w pewnym sensie norma. Prawda zaczyna wynaturzać wszystkie te zapamiętane przez Adama uśmiechnięte twarze.

III. Wycieczka na Słowację.

Od czasów wojen aż po dzisiejszość. Domu Głuchego Krištúfka, podobnie jak obrazy Goi, pozostawia czytelnikowi otwarte pole do interpretacji. Ja dostrzegłam tu pewną prawidłowość. Bo rodzina Adama jest jak Słowacja. Musi sobie radzić w trudnych czasach, szukać wszelkich okazji, by jakoś dotrwać do chwili, gdy będzie lepiej. Nikt tu nie przebiera w środkach. Liczy się cel, jakim jest przetrwanie w skali mikro - rodziny Adama, a w skali makro - narodu słowackiego.

Krištúfek stworzył opowieść pełną i rozległą. Poznasz dzięki niej nieco nostalgiczną Słowację, o której wiesz niewiele: góry? - wyższe od naszych, piwo? - Zlatý Bažant, stolica? - Bratysława. Czytamy w Polsce literaturę czeską, znamy czeskie spojrzenie na ostatnie 100 lat, a Słowację traktuje się trochę po macoszemu, myśląc, że tam wszędzie było przecież tak samo. A to nie do końca prawda. Dla przykładu za swoją pierwszą niezależność Słowacja oddała cnotę Trzeciej Rzeszy. Krótki to był zryw, a i partner okazał się mało perspektywiczny, przez co chwilę później znów trzeba było grać wspólnie z Czechami w dodatku w komunistycznej orkiestrze pod batutą ZSRR. Trochę żal mi tego kraju. Od wewnątrz rozsadzanego etnicznie, a od zewnątrz naciskanego przez sąsiadów. Choć w końcu uzyskał wymarzoną niepodległość, to jednak, by dotrwać do tego momentu, musiał poznać gorzki smak kompromisu i sporo zapłacić za nierozsądne alianse. Cóż. Najważniejsze, że się udało.

Adam to przedstawiciel współczesnego pokolenia. Zdaje sobie sprawę z tego, jaka była jego rodzina, podobnie jak współcześni Słowacy są świadomi historii swojego kraju. Krištúfek wysyła swojego bohatera w przeszłość nie po to, żeby ten odnalazł usprawiedliwienie, ale by się przekonał, ile naprawdę poświęcono, żeby on był dzisiaj tym, kim jest. Tym samym ile Słowaków kosztowało to, by dzisiejsze pokolenie mogło żyć we własnym kraju. Dla Polaków wydaje się to zapewne niezbyt chwalebne, ale uświadamia, że drogę ku wolności można przejść nie tylko z karabinem i koktajlem Mołotowa w ręku. Tę drogę można przejść także ze zgiętym karkiem. To niewątpliwa różnica między naszymi narodami, ale lektura Domu Głuchego pozwala tę różnicę zrozumieć i zaakceptować.

Dom głuchego [Peter Krištúfek, Olga Stawińska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE



______________________________________________


Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: