Wełniaste Podejście do Literatury

David Mitchell: Slade House

3 maja 2017 , , ,


Raz na dziewięć lat w pobliżu pubu Fox and Hounds pojawia się prześwit. Mała uliczka nazwana Slade Alley, a w niej furtka prowadząca do Slade House. Uliczka jest bardzo wąska, wciska się  pomiędzy dwa domy, by następnie kawałeczek dalej zniknąć. Raz na dziewięć lat ktoś zwabiony w tę uliczkę ginie bez śladu, a wejście znika razem z nim. Slade House budzi skojarzenia, wywołuje u mnie dreszcz niepokoju, ale wchodzę przez małą furtkę do pięknego ogrodu. Widzę dom. Widzę ludzi. Idę.


Wędruję poprzez mroczne pokoje, czasem coś skrzypnie, czasem z sufitu posypie się pył, jak gdyby ktoś piętro wyżej szedł razem ze mną. Rozmyślam. Mały chłopiec i jego mama, policjant, młoda dziewczyna, dziennikarka. Z pozoru nic ich nie łączy. Szukam ich pośród groteskowych obrazów na ścianach, pośród dziwnych przedmiotów, kocich zwłok, znikających ogrodów w tym międzywymiarowym miejscu. Zło zamieszkujące ten dom ma jeden cel, odnaleźć wyjątkowe dusze i zapewnić sobie dalsze istnienie. Rozglądam się dookoła. Zrobiło się bardzo cicho. Nagle do mnie dociera. Czasomierze. Anachoreci. Czas stąd uciekać. Spoglądam na zegar.

Na jego tarczy nie ma wskazówek. Są tylko słowa: 
CZAS JEST, CZAS BYŁ, CZASU NIE MA.*

Ten dom to pułapka.

Pięć opowieści. Każdą dzieli od następnej dziewięć lat. Każda posiada swój unikalny zestaw bohaterów, którzy mniej lub bardziej subtelnie obrazują zmiany jakie zachodzą na przestrzeni dekad. Zaczyna się w 1979, kończy w 2015. Akcja rozgrywa się w tej samej rzeczywistości, co Czasomierze, a przedstawione wydarzenia stanowią rozwinięcie jednego z wątków z wcześniejszej powieści, ukazują mianowicie mechanizm działania Anachoretów. Jednak znajomość poprzedniej powieści Davida Mitchella nie jest niezbędna, by delektować się tym, co Slade House ma do zaoferowania. Jeżeli lekturę wspaniałych Czasomierzy ma się już za sobą, dodatkową atrakcją będą smaczki - cienkie niteczki powiązań pomiędzy poprzednią i najnowszą książką Mitchella. Jak choćby ten, że matka jednej z postaci tłumaczyła na Braille'a powieść C. Herheya Suszone embriony. Punktów stycznych jest do odkrycia kilka. Taka zabawa.

Slade House jest fantastyczną (gatunek literacki) opowieścią z dreszczykiem o nawiedzonym domu, w którym ściany pomalowane są kolorami strachu, okultyzmu i nadnaturalności. Wzbudza lęk. Jest również kolejną powieścią Davida Mitchella, która wymyka się jednoznaczności. I choć oczywiście tego rodzaju kombinacje grożą katastrofą, Mitchellowi udaje się utrzymać ten osobliwy pakiet Trzy w Jednym w ryzach logiki. Logiki w ramach fantastyki oczywiście.

Uciekłam, odetchnęłam, warto było ryzykować.
David Mitchell kolejny raz zabrał mnie w osobliwą podróż po pokojach swojej wyobraźni. Choć za każdym razem pokazuje mi coś innego, pewne elementy jego pisarstwa są powtarzalne. To mój stały zarzut. Jednak i tym razem Mitchell broni się tym, że ma niezwykłą wyobraźnię i talent, których ja mogę mu tylko pozazdrościć. To dobra książka.

* David Mitchell - Slade House, tłum. Justyna Gardzińska, 
   wyd. MAG, Warszawa 2017, str. 101

Wełniaste podejście do innych powieści autora:
David Mitchell - Czasomierze



Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: