Wełniaste Podejście do Literatury

Dominique Bona: Berthe Morisot. Tajemnica kobiety w czerni

10 maja 2017 ,


Edouard Manet, Claude Monet, Auguste Renoir i  Edgar Degas. Znane nazwiska, które zapewne bez zastanowienia wrzuciłbyś do koszyczka z napisem malarze. Być może dodałbyś, że to impresjoniści. Nominalnie twórcy francuskiego impresjonizmu, wybitni, genialni... absolutni. Zauważ, że to sami mężczyźni. Tymczasem równie ważne były trzy damy, choć mówi się o nich mniej: Mary Cassatt, Eva Gonzalès i Berthe Morisot. Kobiety, które w XIX-wiecznym Paryżu sztaluga w sztalugę z wymienionymi na początku artystami współtworzyły nurt impresjonizmu w malarstwie.


Impresjonizm to próba uchwycenia tego, co ulotne. To światło, to emocje, to moment pozornie zwykłej codzienności. Impresjoniści nie byli poważani przez współczesny im Paryż. Salony były dla nich zamknięte, a krytyka nie pozostawiała im najmniejszych złudzeń. Mężczyznom było trudno. Jak miałaby przetrwać w takich warunkach kobieta? Cóż. I tu właśnie pojawia się Berthe Morisot (1841 - 1895). Pierwsza kobieta w świecie impresjonistycznego malarstwa.
"Le Berceau" (1872 r.), Musée d'Orsay

Prawnuczka Fargonauda dorastała w zamożnej rodzinie darzącej sztukę ogromnym szacunkiem. Jej rodzice, niespełnieni artyści, podsycali w swoich córkach pasję dla rysunku i malarstwa. Berthe miała to szczęście, że w czasach, gdy rola kobiet ograniczała się do prowadzenia domu i bycia damą, jej matka pragnęła, aby jej "drogie maleństwa" miały osobowość i żeby dawały temu wyraz.* Mając takie wsparcie Berthe mogła odłożyć na bok fortepian czy robótki ręczne i oddać swojej pasji, jaką było malarstwo. Z pewnością w sercu co do tego, że pragnie malować i żyć z malarstwa, odważnie torowała sobie drogę na Salon Paryski. Była to instytucja państwowa, która w swoich założeniach miała wspierać i promować sztukę poprzez organizowanie wystaw i przyznawanie nagród najbardziej utalentowanym artystom. Niestety w praktyce twór ten stał się na tyle skostniały i sformalizowany, że w efekcie pozostawał ślepym na jakiekolwiek nowatorstwo w sztuce. A w tamtym czasie impresjonizm był właśnie krokiem milowym, jednak dla wielu zbyt dalekim. Dlatego też obrazy impresjonistyczne uważano w Salonie za gorszące. Pierwszy raz obrazy Berthe Morisot (dwa pejzaże) zostały wystawione w Salonie, gdy malarka miała 23 lata. Z czasem świadome porzuciła Salon.

"Vue de Paris des hauteurs du Trocadéro" (1872 r.), Santa Barbara Museum of Art

Dominique Bona, w oparciu o biografie znanych impresjonistów, ich niepublikowanych listów, notatek, dzienników odtwarza działalność grupy impresjonistycznej oraz paryski klimat panujący wokół bohemy. Poznasz zatem historię dwóch Berthe Morisot: malarki, która szła własną drogą, jej uporu w dążeniu do uzyskania statusu prawdziwej artystki i ugruntowania sobie pozycji w malarskim świecie oraz kobiety, jej życia rodzinnego, przyjaźni, miłości tej spełnionej i niespełnionej. Będzie to również historia malarstwa w czasie wojny francusko-pruskiej. Ale ta opowieść nie jest jedynie o Berthe. To także świat impresjonistów, w tym Eduarda Maneta, jego odrzucanych prac, które dziś są arcydziełami sztuki oraz utworzenia impresjonistycznego anty-salonu Niezależnych oraz niepewności co do relacji łączącej Berthe i Edouarda.

Bona odrzuca chłodne spojrzenie i suchy ton spotykany często w biografiach, choć jednocześnie próbuje przekazać wiele informacji. Z tego względu faktografia miesza się z salonowymi ploteczkami, czy zamieszczanymi w listach uszczypliwymi komentarzami. Pozwala sobie na stawianie pytań, snucie domysłów. Taki romantyzm, dowodzący, że bardzo lubi bohaterkę swej twórczości. Pisze o świecie XIX-wiecznych artystów i ówczesnego Paryża w sposób lekki, przystępny dla każdego, nawet średnio zorientowanego w malarstwie, jak chociażby ja.

"Dans les blés" (ok. 1875 r.), Musée d'Orsay


Twarz Berthe Morisot znam oczywiście z obrazu Maneta, który wykorzystany został na okładce książki, choć malarz uwiecznił kobietę na wielu swych obrazach zdobiących dziś ściany muzeum Orsay. Duże ciemne oczy patrzące wprost na mnie, czarna suknia, czarny kapelusz i ten delikatny tajemniczy uśmiech. I bukiet fiołków, który ledwie na tym portrecie dostrzegam. Ale Manet kochał czerń tak mocno, jak Morisot kochała światło, dlatego nawet fiolet kwiatów wydaje się tam ciemny. A może to siła spojrzenia modelki zwyczajnie odbiera mu istotność.

"Każdy umiera ze swoją tajemnicą" - Berthe Morisot
 

 * Dominique Bona - "Berthe Morisot. Tajemnica kobiety w czerni",
tłum. Maria Żurowska, Noir Sur Blanc, Warszawa 2016, str. 33.




Za książkę do recenzji dziękuję:


Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: