Wełniaste Podejście do Literatury

Kazuki Sakuraba: Czerwone dziewczyny. Legenda rodu Akakuchibów

16 czerwca 2017 , , ,


Świat namalowany czarnym tuszem na czerwonym czerpanym papierze. Osada małych domków robotniczych położona przy drodze będącej niczym schody na zboczu góry. Na ich szczycie czerwony dom – siedziba rodu Akakuchibów, u ich stóp zaś dom czarny – siedziba rodu Kurobishi. A na schodach, gdzieś pomiędzy nimi, przy studni, tajemniczy ludzie z gór, dziś zwani ludem Sanka, pozostawiają trzyletnią dziewczynkę. Dziewczynkę bez nazwiska, która uratuje całą opowieść.

To opowieść podzielona na trzy pokolenia, w których centrum zawsze stoi kobieta. Każda z części ma swoją własną dynamikę i swój własny styl. Jednak jako całość wspólnie pozwalają przyjrzeć się przemianom społeczno-gospodarczym, jakie zachodziły w Japonii od 1953 roku aż do czasów nam współczesnych. Polem do tych obserwacji jest wioska Benimidori w zachodniej prefekturze Tottori w regionie San'in, gdzie toczy się akcja powieści. Maleńka miejscowość, jakich wiele w kraju, zmienia się na przestrzeni kilku dekad pod wpływem nastrojów społecznych, które z wielkich ośrodków miejskich docierają do najodleglejszych zakątków prowincjonalnej Japonii. Nieuchronna kolej rzeczy, ewolucja obyczajów nie omija także Benimidori. Zwracam na to uwagę, bo lubię tła, które coś ze sobą niosą. W tym przypadku jest to wiedza na temat współczesnej historii społeczeństwa zamieszkującego Kraj Kwitnącej Wiśni, wpleciona niezwykle lekko i naturalnie przez autorkę w losy jej bohaterów.

I. Patrzę z wysoka - jak tu jest pięknie!

Część pierwsza, poświęcona Manyō, ma w sobie coś wyjątkowego, onirycznego. Autorka uwodzi czytelnika opowieścią o porzuconej dziewczynce, która – choć zostanie wielką panią na płynącym gorącym żelazem, czerwonym zamku - do śmierci nie nauczy się czytać liter, będzie natomiast czytać przyszłość. Pełna pokory dziewczynka obserwuje toczące się wzdłuż schodów życie osady. Akceptuje fakt, że nieznana kobieta wybiera ją na swoją synową. Milczy, gdy wizje ukazują jej śmierć bliskich osób. Czas mija, a ona wciąż obserwuje świat, nigdy do końca nie wiedząc, czy to prawdziwe zdarzenia, czy może tylko wizje. Bez wątpienia siła rażenia opowieści o Manyō tkwi w drobiazgach, które nadają charakter całości. To tajemnicze istoty – ludzie z gór, którzy przychodzą w milczeniu po zmarłych, wezwani za pomocą fioletowego dymu. To latający jednooki. To chłopiec w damskim kimonie i Złota Rybka. To skrywająca się za filarami milcząca służąca. Wszystko w tej części podsyca czytelniczą ciekawość i jest napisane na tyle sugestywne, że w wyobraźni nieświadomie zaczęłam malować w przeróżnych odcieniach czerwieni obrazy tego, o czym czytam. Czerwona opowieść to piękny realizm magiczny i jednocześnie najsilniejszy element całej powieści, taki który uszlachetnia i łagodzi mieszane wrażenia z dalszej lektury.


II. Hamowanie z piskiem opon.

I nagle to wszystko się kończy. Zmienia się dynamika powieści, bo zmienia się pokolenie. Zmienia się czas, mała osada wzdłuż schodów dorabia się obwodnicy, którą mknie na motorze córka Manyō. To brama do innego świata, świata nastoletniego buntu, tnących powietrze niczym bicze końskich ogonów członkiń żeńskich gangów motocyklowych, czyli do opowieści o Kemami, dziewczynie która nadaje ton całej tej części, choć Manyō ma jeszcze inne dziwne dzieci. Elitarne szkoły, kult nauki, potrzeba wyróżnienia się i dorobienia, tajemnice i obawy nastolatków, skrywanie swej orientacji, czy shakaiteki hikikomori - oto dzieci Manyō, oto młodzież tamtych czasów. Kemami nigdy tak naprawdę nie dorośleje, a do pełnienia powinności dorosłego życia zatrudnia dublerkę, sama zatracając się w rysowaniu mangi. Ta część to taka bajka o mocno zagubionym pokoleniu. I choć gdzieniegdzie przebijały jeszcze echa magii pierwszej opowieści, rysowałam ją sobie w głowie czarnym tuszem na białych kartkach, a postacie miały duże oczy.

III. Doszyty rękawek.

Bohaterką trzeciej części jest córka Kemami, wnuczka Manyō. To także narratorka całej powieści. Fabuła ponownie skręca. Tym razem w stronę kryminału średniej klasy. Umierająca Manyō tuż przed śmiercią wyznaje wnuczce, że zrobiła coś złego, popełniła morderstwo. W tym miejscu czytelnik przeszukuje w pamięci treści z dotychczasowej lektury i zastanawia się intensywnie, czy coś w czytaniu przegapił. Niezbyt to subtelnie przejście do kryminału, choć pozwala autorce zamknąć całość. Ostatnia część nie odmalowała mi się w głowie w żaden sposób, co jest zresztą ciekawe w kontekście tego, że jej bohaterka samą siebie uważa za postać żadną. Tu nie płynie już żadna głębsza myśl. Natomiast może się wydawać, że mamy tu do czynienia ze zwyczajną łatą lub doszytym do całości rękawkiem.


Trzy kobiety i ich trzy światy. Pierwszy świat - namalowany pędzelkiem i czarnym tuszem na czerwonym czerpanym papierze. Drugi - świat przedstawiony w formie mangi. I na końcu trzeci świat, który nie ma w sobie nic ponad luźne powiązanie z dwoma poprzednimi. Możliwe, że to spadek formy u autorki i to na przestrzeni jednej książki. A może chęć dotarcia do różnych pokoleń lub odmiennych gustów czytelników. A być może te trzy tak skonstruowane części, to jeszcze coś zupełnie innego. Może Kazuki Sakuraba ukryła w tej konstrukcji swoisty symbol utraty duszy przez japońskie społeczeństwo. Przejście od bogatej, egzotycznej przepełnionej magią i fantazją kultury do życia wypełnionego przez pęd ku karierze i pracoholizm z odrobiną taniej i płytkiej rozrywki w krótkich chwilach wolnego czasu. Aby to zrozumieć trzeba przeczytać te trzy części. Poczuć na własnej skórze różnice w odbiorze każdej z nich. To ciekawe, choć niekonieczne przyjemne doświadczenie. W tym kontekście Czerwone Dziewczyny zdają się wołać: Zobaczcie! Jacy byliśmy kiedyś i co z tego zostało dziś. Zarzut który niesie w sobie dość uniwersalną wartość, bo czy tylko Japończycy w ten sposób utracili swą prawdziwą duszę?

 
Czerwone dziewczyny [Kazuki Sakuraba]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: