Wełniaste Podejście do Literatury

Mircea Cărtărescu: Nostalgia

30 lipca 2017 , , , ,


"Śnię sny ogromne, zabarwione obłędem, i mam wówczas doznania, jakich nigdy nie miewam na jawie. (...) Mówi się wprawdzie, że każdy opowiedziany przez pisarza sen odbiera mu jednego czytelnika, że sny wplatane w opowieść nudzą. (...) W istocie sen autora z rzadka tylko znaczy coś dla kogoś innego." /Słabołebski/

Moje najsilniejsze wspomnienie związane z Bukaresztem to czas tuż przed północą gdzieś w sierpniu 2005 roku. Świeżo przybyła ja, przejazdem, w drodze dokądś i dworzec kolejowy, na którym chcę kupić bilet, ale nie mogę, bo o tej porze na teren dworca bez biletu nie wpuszczają. Absurd godny mistrza Barei. Nieopodal kilkupiętrowy budynek straszący poszarpanymi foliami w oczodołach okien. Wokół poddworcowe dzieci na wpół przytomne od jakiegoś świństwa wdychanego z plastikowych torebek i dziwni nocni ludzie z plikami foliowych pieniędzy w dłoniach. Uczucie wewnętrznego niepokoju i w końcu ucieczka od tego wszystkiego do cichego brzoskwiniowego sadu pod miastem. Wiem, pewnie miałam pecha, ale przeżycie pozostało na tyle intensywne, że nigdy już jakoś o powrocie do Bukaresztu nie myślałam. No, chyba  że literacko.

Bukareszt. To betonowe miasto, na którego obliczu swoje głębokie piętno odcisnął komunizm, przedstawione jest w prozie Mircei Cărtărescu jako miejsce pełne dziwów i magii. Miasto, w którego podziemiach i opuszczonych zakamarkach toczą się zawody ze śmiercią, a stawką w nich jest ludzkie życie. Wszystko to ku uciesze elit i intelektualistów, dżentelmenów i pięknych dam, zaś fortunę na tym zbija człowiek, któremu nigdy nic nie wychodzi.

"Sądzę, że te kobiety nigdy nie kochałyby się z większą ochotą niż po tym, jak były świadkami jego śmierci, wróciwszy do domu z ukochanymi i zrzuciwszy na podłogę zakrwawione suknie, splamione jak jakieś opatrunki szarą substancją i ciałem szklistym z gałek oczu." /Ruletkarz/

To świat, w którym w czasie zabawy podróżuje się w czasie i przestrzeni, a samo słuchanie nie wystarczy. Trzeba jeszcze umieć śnić. Jak chłopiec w żółtych szpilhozach, który czarując wszystkich mocą swoich opowieści, marzy by porzucić własne ciało. Jak dziewczynka, która w czasie zabawy zgłębia uniwersalne prawdy o człowieku, zaś w czasie śnienia, znika, bo sny mają przecież wielką moc. Ale to także miejsce, w którym bardziej niż gdzie indziej wewnętrznie rozdarta osobowość młodego zakochanego człowieka, który doświadcza czegoś na kształt kafkowskiej przemiany, potrafi doprowadzić do ostateczności. Nim jednak to nastąpi, nastaje czas wspomnień.

I na sam koniec ulica, na której jedno trąbnięcie samochodowego klaksonu zapoczątkowuje zmianę w historii cywilizacji. Za sprawą dźwięków, Bukareszt staje się niemal kosmicznym centrum wszystkiego; miejscem z którego serca wydobywa się najpiękniejsza muzyka na Ziemi. Muzyka, która trafia do innych krajów i co znamienne - uderza na zachód. Wszyscy spoglądają ku Bukaresztowi, słuchają Bukaresztu bo ten posiada coś niezwykłego, co tworzy światy i galaktyki, co może je również zniszczyć.


Pięć opowiadań, z których niektóre są na tyle obszerne, by stanowić małą powieść. Solo, tryptyk literacki, solo - taki układ. Każde z nich jest indywidualistą, choć w pewien sposób wszystkie są do siebie podobne. Pierwsze i piąte dotyczą dorosłości, tryptyk to czas dziecięcych zabaw i nastoletnich miłości. W każdym ktoś opowiada. Tobie, komuś, sobie, nie ważne. Ważne, że opowieść jest snuta. W każdym z nich przykładasz dłoń do tafli rzeczywistości i czujesz, jak z upływem czasu tafla się ugina. Im więcej używasz siły, tym dziwności czytanych treści stają się dziwniejsze. Oniryzm, realizm magiczny, motywy borgesowskie, groteska, opowieści w opowieściach i jeszcze w opowieściach. Wszystko, czym można literacko odrealniać realność. Jak się w tym nie zakochać? Ja się zakochałam.

Ciekawe jest to, co się czuje, gdy przewraca się kolejne strony tych opowiadań. Czuje się wspaniałość, szczególnie w nieprzeciętnym opowiadaniu REM. Cărtărescu w umiejętnie doprowadza czytelnika do niepokojącego zawrotu głowy. Gdy czytane słowa zaczynają osaczać, style i gatunki piętrzą się, wirują i przenikają się tak intensywnie, że ma się wrażenie, iż tego wszystkiego jest już za dużo i myślisz sobie: Mircea dość już, wystarczy, to on się nagle uspokaja. Doskonale wyczuwa moment, w którym struna znośności tego szaleństwa nie może zostać bardziej napięta. Z gracją linoskoczka balansuje na cienkiej linii brzegowej, za którą szaleje już tylko ocean przesady. Choć może to akurat moja prywatna granica, a Wy się  mocno się rozminiecie? Nie wiem, ale oczywiście może tak być.


Nie taki Bukareszt widziałam, choć przyznaję, że zdecydowanie bardziej wolałabym go poznać takim, jakim widział go w swoich literackich nostalgicznych wspomnieniach Mircea Cărtărescu. Ten pochodzący z 1989 roku zbiór wypełniony jest tęsknotą za czymś, co odeszło, za światem, który już nie istnieje albo który nigdy nie zaistniał; światem ze snu, przekształconym; za młodością, za chaotyczną miłością, za Życiem. Za zrozumieniem siebie i innych. Za czymś. Za czymś. Za czymś.

"Być może REM jest jednak czymś innym, niż myślę. Może to po prostu uczucie, ukłucie w sercu na widok upadku wszystkich rzeczy, w obliczu tego, co było i czego już nigdy nie będzie. Wspomnienie wspomnień." /REM/


Cytaty:
Mircea Cărtărescu - Słabołebski [w:] Mircea Cărtărescu - Nostalgia, tłum. Ireneusz Kania, wyd. Książkowe Klimaty, Wrocław 2016, str. 43.
Mircea Cărtărescu - Ruletkarz [w:] Mircea Cărtărescu - Nostalgia, tłum. Joanna Kornaś-Warwas, wyd. Książkowe Klimaty, Wrocław 2016, str. 28.
Mircea Cărtărescu - REM [w:] Mircea Cărtărescu - Nostalgia, tłum. Joanna Kornaś-Warwas, wyd. Książkowe Klimaty, Wrocław 2016, str. 447.



Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: