Wełniaste Podejście do Literatury

Almudena Grandes: Pocałunki składane na chlebie

12 sierpnia 2017 , ,

Almudena Grandes - Pocałunki składane na chlebie (Los besos en el pan)

Uliczki, domki, okna, firanki i cisza. Niewielka dzielnica jakich pełno w Madrycie. Siadam na ławce obok drzewka truskawkowego (u nas chyba lepiej kojarzonym jako chruścina jagodna), i doświadczam przebudzenia się życia po sjeście. Słyszę szum podnoszonych metalowych żaluzji ogłaszający ponowne otwarcie sklepów i warsztatów. Widzę ruch na uliczkach. I wystarcza kilka minut, by w powietrzu unosił się zapach smażonych krewetek. Słyszę, widzę, czuję. Czas teraz dotknąć i czas zasmakować.


Najstarsi mieszkańcy dzielnicy nie wspominają wojny domowej, światowej, czy czasów dyktatury. Nie rozmawiają o tym, bo o złych rzeczach najlepiej nie mówić wcale. Pytam. Odpowiadają. Wielu  zginęło, tak, to prawda. Ale w ślad za tą informacją nie pójdzie już opowieść, w jaki sposób. Uważam, że rozdrapywanie ran nigdy nie przynosi ukojenia, a jedynie czyni blizny wydatniejszymi, dlatego to ich milczenie doskonale rozumiem. I również dlatego młodsze pokolenie Hiszpanów niewiele wie. Okrucieństwa czasów minionych znane im z podręczników do historii, stanowią dla nich tajemnice skrywane przez dziadków pod całunem milczenia. Młode pokolenie ma zresztą teraz własne problemy. Zło zwane Kryzysem przeszło falą przez całą Hiszpanię, pozostawiając po sobie pozamykane firmy, opuszczone domy, bezrobotnych ludzi, bankructwa, czasem samobójstwa. Kryzys to dziwne słowo - dzieci go nie rozumieją, dorośli się go boją, a najstarsi uśmiechają do niego z pobłażliwością, myśląc o wszystkim, przez co już w życiu przeszli. I choć może o wielu rzeczach się w domach nie mówiło, wszyscy młodzi pamiętają jednak nauki dziadków o pocałunkach składanych na chlebie. Nauki jakże aktualne w dobie Kryzysu.


To bardzo kameralna opowieść z przepięknym odautorskim wstępem, która rozpisana jest na wiele głosów. Jak gdyby dzielnica postanowiła wyśpiewać swe żale. Traktuje o prostych ludziach mieszkających w małej dzielnicowej społeczności, borykających się ze swymi problemami. A tych rodzinnych, uczuciowych, czy zawodowych, finansowych lub zdrowotnych, jest tyle samo, ilu jest mieszkańców. I tyleż samo jest reakcji na nie. Smutki i troski czają się w każdym zakamarku - w mieszkaniach, w salonie fryzjerskim, w budce strażnika, na squocie i w lokalnym barze. Kryzys dotyka może i w różny sposób, ale jednak każdego, bez wyjątku. Życie. Życie. Życie.

I choć na co dzień każdy tu sobie, to w chwili wyjątkowej, w momencie ważnym, cała ta mała społeczność potrafi się zjednoczyć, by wspólnie wyrazić niezadowolenie. Czy to poprawia ich osobiste sytuacje? Nie, nie widzę tego. Jednak tworzy się poczucie solidarności, które daje im siłę, energię i nadzieję na lepszy los. Znamy to, prawda? Zatem pod tą warstwą szarej jak kurz codzienności ścierają się dwie przeciwstawne siły. Ekspansywna rozpacz z powodu utraconych nadziei nieustannie próbuje przełamać opór, jaki stawia jej niesamowita moc skromnej lokalnej wspólnoty.

Jesteśmy sumą naszych doświadczeń. Wzlotów, potknięć, upadków i chwil, gdy czas wstać z kolan po raz kolejny. To one zwiększają naszą odporność na to, co jeszcze przed nami. Różni ludzie reagują skrajnie odmiennie w tych samych lub zbliżonych okolicznościach, dlatego czasem stajemy się gruboskórni i cyniczni, a czasem wrażliwi i otwarci. Przed powrotem z tej literackiej podróży żegnam się z niektórymi mieszkańcami, spaceruję po okolicznych uliczkach po raz ostatni, by na koniec wejść do jednego z mieszkań i pomóc pewnej starszej pani przystroić drzewko bożonarodzeniowe, choć do grudnia jeszcze daleko. I mam ochotę tą starszą panią przytulić.

Almudena Grandes: Pocałunki składane na chlebie (Los besos en el pan), 
tłum. Katarzyna Okrasko, wyd. Sonia Draga, Katowice 2017


Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: