Javier Cercas: Oszust

18 sierpnia 2017 , , , , ,


Enrique Marcos vel Enrique Durruti vel Enric Batlle. Współczesny Alonso Quijano, którego monotonia życia tak bardzo nudziła, że postanowił wskoczyć na Rosynanta. I gdy po śmierci Franco Hiszpania musiała wymyślić się na nowo, by w końcu zacząć istnieć jako demokratyczny kraj, on także postanowił wymyślić się na nowo, by zaistnieć tak po prostu. Oto więc Enric Marco, nasz Don Kichot. Oszust.


I. Miły pan z wąsem. 

W pięknym mieście Barcelonie żyje Enric Marco, sympatyczny 96-letni starszy pan z wąsem. W latach czterdziestych wywieziony do nazistowskich Niemiec i osadzony w obozie koncentracyjnym; cudem przeżył. Po wojnie, w czasach dyktatury Franco, jako opozycjonista prześladowany, aresztowany i torturowany; znów cudem przeżył. Zawsze na pierwszej linii w ruchu oporu, zawsze bez strachu, zawsze do ostatniego tchu. No pasarán! W imię snu o wolnej Hiszpanii, jej silny i niezłomny bohater.

A gdy nadeszła upragniona wolność, on bynajmniej nie spoczął na laurach. Wszak o pamięć też trzeba walczyć. Jego opowieści o czasach wojny, okresie pobytu w obozie koncentracyjnym i ponurych latach dyktatury sprawiły, że Naród Hiszpański odzyskał utraconą godność i dumę. W społeczeństwie zapanowała żądza prawdy o zdarzeniach z ostatnich 40 lat, kult historii najnowszej i powszechna jedność z ofiarami dyktatury. Ruszyły ekshumacje masowych grobów i ogólnokrajowe oddawanie czci poległym w imię lepszego dzisiaj. Enric Marco dawniej niestrudzony bojownik, teraz moralny głos historii narodowej! Mały-wielki człowiek, który jako jedyny otwarcie i głośno chce mówić o minionych ponurych czasach, w przeciwieństwie do tych wszystkich biednych ofiar, złamanych przez dyktaturę. Elvis Presley hiszpańskiego patriotyzmu, którego słowa o własnej przeszłości zamieniły się (chyba trochę niespodziewanie) w czyny całego Narodu.

Hiszpania wdzięczna za bolesną prawdę, za odzyskaną twarz i godność, za patriotyczną edukację młodego pokolenia w szkołach i na uczelniach, uczyniła Erika Marco człowiekiem ważnym. Napisano o nim książki, a nawet nakręcono film. Nie zabrakło też oficjalnych wyróżnień. W 2001 roku Marco został uhonorowany katalońskim Krzyżem Świętego Jerzego. W 2003 roku wybrano go na prezesa Amical de Mauthausen, hiszpańskiej organizacji skupiającej byłych więźniów obozów koncentracyjnych. W 2005 roku dostąpił zaszczytu wygłoszenia przemówienia w hiszpańskim parlamencie z okazji Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu. Oczywiście  poruszył tym przemówieniem cały kraj.

II. Hiszpania obudzona.

Enric Marco. Przesympatyczny w obejściu człowiek, który wystrychnął na dudka caluteńki kraj. Bo ten, którego tak kochano, który był żywą legendą historii narodowej, okazał się na końcu oszustem pierwszej klasy. Prawdę o kłamstwach Marco ujawnił historyk Benito Bermejo. Hiszpania poczuła się urażona, obrażona i zawstydzona faktem, że tak dała się oszukać. Hiszpania poczuła gniew.

Marco kłamiąc, zrobił coś niewyobrażalnie okropnego, bo upokorzył Naród, który już raz został upokorzony przez cztery dekady dyktatury. I zrobił to w sposób dość perfidny, osadzając siebie wśród zdarzeń prawdziwych, faktów. Przedstawiał się, jako ofiara nazistowskiego przemysłu zagłady, choć wcale nią nie był. Jeżdżąc w miejsca pamięci, wygłaszał mowy na tematy, które go zupełnie nie dotyczyły. W efekcie był traktowany z honorami, na które nie zasługiwał. Przeciętny człowiek może od tej intrygi oszaleć. Z jednej strony dowiaduje się o zbrodniach jakie popełniał reżim w jego kraju, o niezłomnym ruchu oporu, który był ostatnim głosem sumienia wolnego niegdyś Narodu, dociera do niego ogrom ofiar i ludzkiego cierpienia, jakie były ceną tych ponurych czasów. Z drugiej strony źródłem całej tej prawdy jest kompletny kanciarz. No to w co i komu w końcu wierzyć? Na dodatek pojawia się jeszcze gorsze pytanie: jakim społeczeństwem są Hiszpanie, skoro potrzebę debaty historycznej i rozliczenia przeszłości inicjuje bezczelny kłamca? Dlaczego dopiero jego słowa docierają do ludzi, a nie głos tych, którzy mają moralne prawo poruszać ten temat? I na dodatek wszystko to robi tak elegancko, właściwie nikogo personalnie nie krzywdząc. W zasadzie kłamie tylko na swój temat, a cała reszta jest prawdą i wszystko dobre, co wydarzyło się w świadomości narodowej ostatnich lat, jest być może i jego zasługą. Obłęd jakiś! Ale chyba każdemu byłoby ciężko przetrawić fakt, że to wyłącznie czyjaś narcystyczna chęć bycia na piedestale uwiodła z tak pozytywnym skutkiem całe społeczeństwo, zwłaszcza jeżeli samemu do tego społeczeństwa się należy.

Jednak nawet w tych trudnych dla siebie chwilach Marco zachował hart ducha. Gdy mleko się wylało nie schował się do dziury lecz postanowił się bronić. Pisał do gazet, telewizji, instytucji i walczył o siebie, a jego tłumaczenia potrafią zaskoczyć, rozbawić, przerazić. Ale wciąż tak bardzo chce wrócić do miejsc, z których go wygnano. Do instytucji, i do ludzkich serc. W końcu przecież, jak sam twierdzi, nie zrobił nic złego.


III. Co ten Cercas narobił?

Mówili: nie pisz, o nim trzeba milczeć, zapomnieć, to będzie dla tego egocentryka największa kara. 
Mówili też: pisz, o kłamcy najlepiej może napisać tylko inny kłamca.
Cercas wiele lat zbierał się do napisania tej książki. I chciał trochę, ale i bał się, że może zostać odebrany jako obrońca oszusta, że straci w oczach swoich czytelników. Dużo miejsca w tym rozległym eseju o człowieku i jego naturze kłamcy poświęca na usprawiedliwienie samego siebie, szczegółowym wyjaśnieniu jaki jest jego cel, czego chce, a czego nie chce. Z początku było to dla mnie męczące. Takie krygowanie się. Jednak z czasem zrozumiałam, po co to wszystko. Nie chce być jak Capote w czasie, a co gorsza, po napisaniu "Z zimną krwią". Nie chce być jak rozgrzeszający swoje postacie Dickens. Cercas nie chce wykorzystywać ani usprawiedliwiać. Chce jedynie zrozumieć. Wydobyć z głębi oszusta ukrytą prawdę. I czyni to w sposób tak zachwycający, że to nie Marco jest dla mnie gwiazdą tej książki, choć jest jej bohaterem. Gwiazdą jest Cercas i jego niezwykły talent do rozbierania człowieka na atomy, analizowania sytuacji, możliwości. Ta drobiazgowość i przenikliwość zachwycają i wspaniale pozwalają mu balansować na linie rozpostartej pomiędzy prawdą a fałszem. Odkrywać fakty i zestawiać ze sobą dwa życiorysy jednego człowieka. To nie jest tylko opowieść o człowieku. To historia wykorzystania historii i pamięci historycznej. To opowieść o XX-wiecznej Hiszpanii. Jest jeszcze jedno. Poznanie i zrozumienie drugiego człowieka - narodowego oszusta, zmierzenie się oko w oko z kłamcą, służy autorowi do przeprowadzenia sądu nad samym sobą jako pisarzem i do przelania na papier tego, co nie dawało mu przez lata spokoju. I przyznaję szczerze, Oszust to jedna z najlepszych książek, jakie do tej pory w 2017 r. czytałam, właśnie dzięki temu, jak Cercas ją napisał.


Rozpisałam się. Wiem. A to ledwie kropla w morzu moich przemyśleń o Marco, Cercasie i tej książce.

Patrzę na okładkowe zdjęcie. Wyprostowany mężczyzna, unoszący podbródek z dumą, z godnością, który jeszcze się nie poddał, choć w jego oczach widać smutek. Mimo swych 96 lat nadal walczy o szacunek, o przywrócenie blasku swemu nazwisku, choć chyba wreszcie udało mu się zrozumieć samego siebie i z Don Kichota ponownie stać się Alonso Quijano. Chyba. W każdym razie patrzę na niego i mam potrzebę zawiązania mu tego szalika porządniej, schowania wystającej metki, poprawienia kołnierzyka. Wzrusza mnie. Szkoda mi go. Być może właśnie dałam się złapać jak 48 milionów Hiszpanów.
                                                                                                  Uściski!



Wełniaste podejście do innych książek autora:
* JAVIER CERCAS - PRĘDKOŚĆ ŚWIATŁA


Javier Cercas: Oszust (El impostor)
tłum. Ewa Zaleska,
wyd. Noir Sur Blanc, Warszawa 2016


Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: