Wełniaste Podejście do Literatury

Patrick Modiano: Przejechał cyrk

7 września 2017 ,


Paryż. Wieczór, lekka mgła, jesienna aura. Ciemne uliczki, wieczorne parki, dobiegający z oddali pośpieszny stukot obcasów na mokrym bruku. Dźwięk saksofonu i oniryczne kształty papierosowego dymu. Rozmycie, czerń i biel zmieszane we wszystkie możliwe odcienie szarości. Zdecydowanie bardziej niepokój niż melancholia. I tajemnica. Tak właśnie wygląda w mojej wyobraźni miasto z powieści Patricka Modiano.


Atmosfera filmu noir i świadomość pewności jedynie co do tego, że wszystko jest tu niepewne. Wszystko jest tu niczym flirt. Niby coś jest na rzeczy, coś się dzieje, ale nie nie wiadomo, do czego to doprowadzi. Nawet narrator, który prowadząc mnie przez paryskie ulice i bary, opowiada mi historię romansu sprzed lat. Nie komentując swych czynów z przeszłości, po prostu opowiada. A opowiada w taki sposób, by nie powiedzieć przy tym zbyt wiele. Jakby nie chciał. Choć może po prostu sam niewiele wie?

W swojej opowieści ma osiemnaście lat. Z jakiegoś powodu jego ojciec jest w Szwajcarii. Chyba się tam ukrywa. Być może ma to związek ze stosami dokumentów, które przyjaciel ojca z niewyjaśnionych przyczyn pali w ich dawnym biurze. Pewnego dnia nasz bohater zostaje wezwany na przesłuchanie w jakieś bliżej nieokreślonej sprawie. Po opuszczeniu posterunku poznaje nieco starszą od siebie dziewczynę. Postanawia zabrać ją do siebie, lecz w sumie nie wiadomo dlaczego. Ona taszczy ciężką walizkę, potem dotaszczy zresztą jeszcze jedną, ale nie dowiem się, co w nich jest. Ona ma znajomych, którzy zajmują się czymś, nie do końca wiadomo, czym, choć jest tam jakaś niby oficjalna wersja. Nie mówi się też o tym, co ich z nią łączy. Ona jest nieodgadniona, a jej tajemnicza aura udziela się jemu do tego stopnia, że nawet nie pyta jej o imię. Poznaje je przypadkiem, później. Jego imię też długo nie pada. On musi opuścić mieszkanie, które zajmuje.  Oboje chyba zakochują się w sobie i postanawiają razem wyjechać. Do Włoch, gdzie nikt ich nie zna, gdzie można zacząć nowe życie. Jeśli wierzyć pewnemu mężczyźnie, jej to nowe życie przydałoby się wyjątkowo, bo nigdy nie wiadomo, kiedy i gdzie natkną się na przejeżdżający cyrk. Ale czy wśród tylu zagadek i niedopowiedzeń można tu komukolwiek wierzyć?

W tej krótkiej powieści Modiano zdaje się mną bawić albo wystawiać na próbę. Zwraca na coś uwagę, a następnie niczego nie wyjaśnia. Nie mówiąc niczego wprost, zmusza mnie do przedzierania się przed mroczny las domysłów. Poruszam się zatem w świecie przemilczeń i ledwo uchylonych rąbków tuzinów tajemnic. Jest to nietypowe, eksperymentalne, ciekawe. I w tym wszystkim tylko jedno mnie w sumie zupełnie nie dziwi: że pies w powieści nosi imię Raymond.

I choć od dnia przyznania autorowi Nagrody Nobla potrzebowałam niemal trzech lat, by przeczytać którąś z jego powieści, w tej chwili po lekturze Przejechał cyrk jestem zaintrygowana i mam potrzebę sięgnięcia po kolejne jego książki. Czy tak jest zawsze? Czy jest lepiej? Gdyby tak było, Patrick Modiano miałby szansę stać się trzecim w dotychczas od lat niezmiennie dwuosobowym klubie moich francuskich miłości - Queneau i Pereca. Pokażą to czas i kolejne książki autora.

Dobrze jest czasem porzucić klarowność, uwolnić się od dogłębnych analiz autorów, machnąć ręką na gotowe wyjaśnienia wszelkich niejasności i po prostu pozwolić działać własnym domysłom i wyobraźni. I im bardziej w głąb historii, tym więcej niewiadomych. Niczym w życiu, prawda?



Patrick Modiano: Przejechał cyrk (Un cirque passe), przekład: Katarzyna Skawina
wyd. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2014




Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: