Wełniaste Podejście do Literatury

Anna Bolavá: W ciemność

28 października 2017 , , ,

Anna Bolava - W ciemność (Do tmy)

W zależności od rodzaju niebezpieczeństwa i okoliczności w których się znajdujesz, instynktownie podejmujesz decyzję, od której będzie zależało Twoje przetrwanie. Szybki sprint, by uciec, jakaś kryjówka, by się schować. W ostateczności pozostaje konfrontacja z zagrożeniem albo uległość. Coś się w każdym razie zadzieje. W naszym wewnętrznym świecie mechanizmy obronne działają w ten sam sposób, tyle że rodzaj zagrożenia jest inny. Boimy się tego, co przynosi świat zewnętrzny. Trudno zebrać nam siły, by stawić temu czoła. Próbujemy o problemie nie myśleć. Uciekamy w wir zajęć, ukrywamy się. Potrafimy zaprzeczać, zamykamy się na świadomość jego istnienia. Tłumaczymy go, przerzucamy odpowiedzialność na wszystko inne. Możemy z problemem stanąć do walki albo też całkowicie się mu poddać. Pojęcie mechanizmów obronnych, czyli radzenia sobie z wewnętrznymi konfliktami, wprowadził do psychologii Zygmunt Freud. Mechanizmy te mają na celu ochronę naszej osobowości, naszego ja. Musimy jednak nad nimi panować. Jeżeli przejmą władzę, będą bronić nas tak zaciekle, aż w końcu nas zniszczą. Przeniosą W ciemność.


Spotykam ją na lipowej alei. Siedzi pod jednym z drzew i spogląda w kierunku łąki. Jedną dłoń ma owiniętą brudnym bandażem, w drugiej trzyma uszy torby wypełnionej kwiatami lipy. Zaczynamy rozmawiać. Właściwie ona mówi, ja tylko słucham. Z początku to zwykła opowieść o zwyczajnej kobiecie. Jednak im dłużej opowiada, tym większy zaczynam odczuwać niepokój. Łapię się na tym, że poznając coraz więcej faktów, coraz częściej rozglądam się na boki, czy może w pobliżu jest ktoś jeszcze, bym poczuła się bezpieczniej. Ale nie ma nikogo. A ona mówi dalej, więcej, mocniej. A ja znikam, gdy pochłania mnie jej mrok. Ma na imię Anna. Zagrożeniem stał się jej świat zewnętrzny. Wyhodował na jej duszy szarą, smutną i przytłaczającą narośl złożoną ze zmian, z przełomów, ze smutków i z fizycznego bólu.

Anna zamyka się na świat zewnętrzny we własnym destrukcyjnym świecie wewnętrznym. Nie kieruje nią odwaga, lecz rozpacz. W jej życiu następuje przesilenie, które w końcu pcha ją na ścieżkę całkowitego oderwania od rzeczywistości, choć ona tego tak nie widzi. W swoich decyzjach i w swoich ziołach odnajduje równowagę. Stanowią one niewidzialną nić łączącą ją z nieżyjącą babcią, która wszystkiego ją nauczyła. Swoisty portal do czasów spokoju, beztroski. Lipa, skrzyp, babka, dziewanna, dziurawiec. Oddaje się im zupełnie, zaczynają wyznaczać rytm jej życia, wypełniają jej dzień, dzielą czas na od wtorku do wtorku, gdy sprzedaje zebrane rośliny w skupie. Za cały tydzień pracy uda jej się dostać 500 koron, czuje się bogata. A dzisiejszy kurs korony to 16 groszy.

Anna Bolavá napisała powieść niepokojącą i mroczną. Powieść o pękaniu granic ludzkiej wytrzymałości i o tym, jak wątłe one są. Powieść o samotności i życiu w bólu. O tym, jak wszyscy widzą, choć niewielu potrafi, czy chce pomóc. W ciemność to niezwykłe studium popadania w obłęd. Mój wewnętrzny niepokój narastał zatem wraz z każdym kolejnym rozdziałem. W mojej głowie zaczęły mnożyć się pytania i ogarniała mnie irytacja, bo chciałam wiedzieć, co tak naprawdę się dzieje, co widzą inni, a czego nie mogę dostrzec ja, bo słyszę tylko to, co wybrzmi w myślach narratorki. Nie wiem. Nie dowiem się. Wszystko jest osnute mgłą. Wyraźny jest jedynie rosnący nieopodal skrzyp i jego magiczne moce. Albo orzech i mieszkający na nim duch i szeleszczenie na strychu. W końcu dostrzegłam i zrozumiałam, na ile mogłam, bo w przypadku Anny zupełnie niczego nie można być pewnym, z jak zagubionym człowiekiem mam do czynienia. I musiałam od niej uciec. Jak najdalej. Jej w tym czasie najbardziej żal jest ziół, których nie zbierze...

Gdy w głowie wybrzmiało mi już ostatnie zdanie powieści W ciemność, przypomniałam sobie pewien cytat z Murakamiego: Wiele razy wyciągałem w mroku rękę, lecz moje palce niczego nie dosięgały. Światełko było zawsze odrobinę za daleko*. Powieść Anny Bolavej stanowi dla mnie jego odwrotność. Mimo wszystko światełko jednak próbowało dotrzeć do Anny, to ona, po przekroczeniu granicy miedzy świadomością a obłędem, uciekała od niego jak najdalej. Bo w tym wewnętrznym mroku było jej lepiej. To smutna konkluzja. Czasem instynkt niestety nas zawodzi. Zagrożenie nas przerasta. Mechanizm obronny zawiódł, tracimy orientację, a wybrana droga ratunku okazuje się ślepym zaułkiem, w którym przychodzi nam niestety zginąć.

*Haruki Murakami: Norwegian wood, wydm Muza, strona 80.

Anna Bolavá: W ciemność (Do tmy)
tłumaczenie: Agata Wróbel
wydawnictwo: Książkowe Klimaty, Wrocław 2017



Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: