Wełniaste Podejście do Literatury

Guzel Jachina: Zulejka otwiera oczy

14 października 2017 ,

Guzel Jachina - Zulejka otwiera oczy - recenzja| Зулейха открывает глаза

I. Lekcja historii w tonie sarkastycznym.

Rozkułaczanie - jedna z wiodących idei myśli komunistycznej - to odbieranie przez państwo prywatnych gospodarstw i zmuszanie ich mieszkańców do pracy w kołchozach, gdzie jako chłoporobotnicy mieli oddać ludowej ojczyźnie to, co do tej pory zagarniali na swoim dla siebie. W założeniach kołchozy miały stanowić jeden z filarów komunistycznej gospodarki centralnie sterowanej, którą nie rządzi popyt i podaż lecz partyjna biurokracja. Był to też cudowny pomysł czerwonych demagogów, którzy w kolektywizacji upatrywali szansę na stworzenie nowego społeczeństwa opierającego się na proletariacie miast i wsi, odrzucającego wszelką własność prywatną na rzecz równego dostępu do tego co wspólne i państwowe. Wreszcie miał być to wielki skok w przyszłość i ostateczne zerwanie z zacofanym, prywatnym rolnictwem, którego rodowód sięgał mroków feudalizmu. W imię sprawiedliwości i wielkiej wspaniałej republiki radzieckiej zabierano, więc domy i ziemie. W cerkwiach, jak na Arce Noego, zamieszkało bydło wszelkiego gatunku, a na strzelistych minaretach zawisły czerwone sztandary rewolucji.

Brzmi to wszystko niczym żart, jednak żartem nie jest. Powieść Guzel Jachiny opisuje losy tatarskiej ludności, którą ich wspaniałomyślne i opiekuńcze państwo zesłało do obozów pracy.


 II. Pobawimy się w zamykanie oczu.

Znasz zabawę w widzę-nie widzę? Dorośli często bawią się w nią z małymi dziećmi. 
Zamykają i otwierają szeroko oczy albo zasłaniają i odsłaniają je okiennicami swych dłoni.

Zulejka ma trzydzieści lat, od piętnastu z nich jest posłuszną żoną swego groźnego męża oraz popychadłem własnej teściowej. Zabiedzoną, głodną istotą, której życiowym celem jest służyć. Bo tego uczyła ją matka. Żyje, usługuje, gospodaruje. Do dnia, gdy czerwone bestie pożerają wszystko, co miała. Zulejka nie wie, co się właściwie dzieje, dlaczego się dzieje, gdzie ją zabierają. Nie zna realiów, nie zna świata. Nic nie rozumie. Zamyka więc oczy. Gdy je otworzy, będzie sama. Zupełnie sama pośród dziesiątek, a potem setek, a potem tysięcy istot równie jak ona samotnych. Więc zamknie je ponownie. Takich chwil, momentów wyjątkowo istotnych w jej życiu, jest kilka. Każde to metaforyczne otwarcie oczu stanowi zatem wewnętrzną przemianę samej Zulejki.

Pomogą w tym miejsca i ludzie. Lochy więzienia, bydlęce wagony, ładownie barek i obcy, którzy z czasem staną się bliscy. Z dala od Wielkiego Świata. Gdzieś w tajdze. Trzeba coś jeść. Trzeba gdzieś spać. Trzeba jakoś przeżyć. Trudne obozowe życie ją zmieni. A może to syn, pamiątka przywieziona do kołchozu z przeszłego życia. A może uczucie, którym obdarzy przedstawiciela oprawców. A może wszystko na raz? Trudno powiedzieć zwłaszcza, że Zulejka jeszcze nie zdaje sobie sprawy ze zmian, jakie w niej zajdą. Póki co zaciska mocno powieki, by nie widzieć.

Widzę-nie widzę. Widzę-nie widzę. Widzę-nie widzię. A przecież chcę zobaczyć.


III. Płyńmy z nurtem rzeki.

Guzel Jachina jest Tatarką. W swojej debiutanckiej powieści opisuje życie mieszkańców tatarskich rozkułaczonych wsi, których w latach 30tych i 40tych XX wieku przemocą wysyłano do głębokiej rosyjskiej tajgi, by tam zamknięci w obozach żyli, pracowali dla kraju i umierali z wyczerpania, a najlepiej po prostu zniknęli ze świata i z ludzkiej pamięci. Koszmar zesłania jest w tej powieści nieco wygłuszony. Jachina nie koncentruje się na złu szerzącym się w obozach pracy. Po nieszczęśliwych początkach, zesłańcy jakoś sobie radzą, komendant obozu - i długo jedyny jego strażnik - przestaje być negatywna postacią, być może dlatego, że sam czuje się zesłany razem z nimi. Zabawne jest to, że z czasem niektórzy rozkułaczeni stawiają sobie w tym kołchozie prywatne domki z ogródkami, uprawami i najprawdziwszymi szybami w oknach. Ironia, prawda?

Wielopłaszczyznowa opowieść o sile jaka tkwi w kobiecie, w żonie, w matce. O lęku przed tym co nowe, nieznane i o stawianiu czoła kołchozowej rzeczywistości. Opowieść o uczuciach dobrych i tych negatywnych: ludzi do siebie nawzajem, kobiety do mężczyzny, matki do syna. Przede wszystkim jednak jest to powieść o odkrywaniu i kształtowaniu własnej osobowości. Pisana wprawnym, a przy tym lekkim piórem, pozwala po prostu płynąć przez wydarzenia, nie wymagając przy tym od czytelnika zbyt wiele. Nie rozlicza, nie moralizuje, nie ocenia. Jest. Czerpie z tematu nośnego, popularnego, bo ukazuje zło, jakiego doświadczyli obywatele od władzy swego kraju i być może nawet komuś ze współczesnych rosyjskich obywateli powierci w sumieniu, choć piszę to ze świadomością, że najpewniej kompletnie nikomu.

IV. O Świecie z obrazka.

Jest w tej powieści coś, co uderzyło mnie o wiele mocniej, niż los samej protagonistki
i pozwoliłam sobie zostawić ten smaczek na koniec.

Wyobraź sobie, że znasz Świat jedynie z opowieści.  Nie wiesz, jak wygląda miasto, budynek z cegły, krowa. Filiżanka, most, muzeum, zabawkowy samochodzik to dla Ciebie pojęcia kompletnie abstrakcyjne. Znasz z definicji, znasz z czyjegoś opisu, kogoś, kto to widział, albo nie znasz wcale, bo nikt o tym nie mówił. Nie możesz doświadczyć, nie możesz zobaczyć, nie możesz dotknąć. Spacerując brzegiem rzeki w towarzystwie starszej damy, uczysz się od niej języka francuskiego, choć nie masz pojęcia, gdzie leży Francja, nie masz z nią żadnych skojarzeń. Bo od pierwszego dnia swych narodzin Twoim całym światem i jedyną rzeczywistością jest syberyjski kołchoz w zakolu rzeki... I myśli galopują (:

Uściski!




 Guzel Jachina: Zulejka otwiera oczy
 przełożył Henryk Chłystowski
Noir Sur Blanc, Warszawa 2017



Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: