Wełniaste Podejście do Literatury

Isaac Asimov: Preludium Fundacji

15 listopada 2017 , ,


Nasza cywilizacja ogranicza się do jednej malutkiej zielono-błękitnej planety, którą nazywamy Ziemią. Nie znamy tak naprawdę nic poza nią i nic poza nią nie mamy. W bezmiar kosmosu weszliśmy zaledwie po kostki, stawiając chwiejne kroki na księżycu, wysyłając maleńkie łaziki na Marsa i kruche sądy dryfujące wolno ku krańcom naszego układu planetarnego. Jak dotąd nie udało nam się poznać nowego miejsca, nowego świata, z którego moglibyśmy uczynić alternatywny dom. To wciąż zbyt małe środki, zbyt małe możliwości i nie nasza liga. I choć jesteśmy tego świadomi, myślimy przeważnie w kategorii tu i teraz, a nie tego co w przyszłości. Dlatego tu i teraz beztrosko niszczymy tę naszą planetę, jedyne przyjazne nam miejsce we wszechświecie. Jeżeli w ciągu 600 lat nie wynajdziemy technologii dzięki, której będziemy mogli wyruszyć w kosmos i to na skalę masową, wykończy nas przeludnienie, głód i skażenie środowiska. Więcej na ten temat powie Ci pan Stephen Hawking, który policzył, przemyślał, ustalił i taką smutną wizję przed nami roztoczył.


Preludium Fundacji zostało napisane 37 lat po wydaniu Fundacji dającej początek całej serii. Cofa fabułę nieco w przeszłość (owczy chichot) do roku 12020 ery galaktycznej. Hari Seldon ma wtedy 32 lata, 173 cm wzrostu i ciemnobrązowe włosy. Nie ma w nim jeszcze nic z legendy, którą się stanie. Właśnie wygłosił swój referat na temat pewnej idei, teoretycznie możliwej, choć - jak sam przyznaje - zupełnie niepraktycznej, którą nazwał psychohistorią. Chodzi o teoretyczny szacunek prawdopodobieństw dotyczący przyszłości poprzez sprowadzenie zachowań zbiorowisk ludzkich do równań matematycznych. I wtedy zaczęły się dla niego problemy. Bo galaktyczny świat usłyszał, że matematyk potrafi przewidywać przyszłość. Który władca nie chciałby wiedzieć, jaka będzie jego przyszłość? A przyszłość świata, którym rządzi? A przyszłość całego Imperium zwłaszcza w czasie grożącym wojną? Czy bunt i przejęcie władzy powiodłyby się? Taka wiedza to prawdziwa władza.



To taka kosmiczna powieść drogi. Ucieczka Seldona przed Imperatorem pozwala odbyć podróż po Trantorze, stołecznej planecie Imperium i niektórych jego sektorach skrytych pod grubymi kopułami. Na drodze matematyka los stawia ludzi (owczy chichot), którzy chcą mu pomóc, jak i tych, którzy chcą mieć jego odkrycie dla własnych korzyści. Ta ucieczka pozwala przemierzać sektory Trantora, zaznajamiać się z ich niezwykłą różnorodnością i odmiennością kulturową, obserwować postępujący upadek Imperium przez brak rozwoju podstawowych dziedzin gospodarki, a także poznać legendę o pierwotnym świecie. Wszystko to pozwala matematykowi ukuć pierwsze wnioski, położyć podwaliny pod psychohistorię, która w przyszłości zaowocuje Planem Seldona.

To zabawne czytać, że ludzkość stworzyła galaktyczne imperium, że zamieszkuje dwadzieścia pięć milionów planet, że na każdej z nich żyje przynajmniej miliard ludzi, a nasza zielono-niebieska planeta, ten jedyny zamieszkiwany (dzisiaj) przez ludzkość świat, dla większości z nich jest kompletnie nieznany. Jeżeli ktoś w Imperium Galaktycznym  słyszał o planecie, z której pochodzą ludzie, to traktował tę wiedzę jako legendę. Legendę! Czytając takie opowieści, doznaję wewnątrz niepokojącego uczucia. Przecież kiedyś, o ile ludzkość znajdzie sposób na przetrwanie - osiedlając się na innej planecie lub wiodąc żywot kosmicznych nomadów przemierzających lata świetlne w gigantycznych, samowystarczalnych statkach - faktycznie Ziemia stanie się prehistoryczną legendą, smutną lub nostalgiczną albo wręcz zapomnianą.


Trantorczycy przez kopuły odcinające ich od kosmosu nie widzieli gwiazd. Ja mam szczęście. Gdy na jesiennym niebie pojawia się konstelacja Oriona, by ozdabiać noce aż do wiosny, spoglądam w górę i rozważam, co się wydarzy. Próbuję wejrzeć w przyszłość. Odkryliśmy układ słoneczny TRAPPIST-1, siedem planet, pośród których trzy krążą w strefie wokół gwiazdy. Teoretycznie może występować na nich woda w stanie ciekłym. Może istnieć tam życie. Obecnie budujemy super teleskop, by się tym planetom przyjrzeć. Ale czy zdążymy je zbadać? Za sześćset lat, za dziesięć tysięcy lat, za milion lat? Mnie już wtedy nie będzie. Nikogo z nas. Toczymy z Ulubionym dysputy na temat możliwości przetrwania cywilizacji i kierunku jej rozwoju. W tych dyskusjach on jest optymistą, a ja raczej sceptykiem, ale w sumie obojgu nam jest żal, że nie będziemy mogli zobaczyć, jak się to dalej potoczy, czy zafundujemy sobie smutny koniec, czy będziemy nadal ewoluować jako gatunek. Przede wszystkim jaki będzie los cywilizacji, tego zbioru, którego elementami jesteśmy w tej chwili. Wiele pytań pod rozgwieżdżonym niebem.

Uściski! 

Pełny cykl Fundacja wg chronologii wydarzeń:

Preludium Fundacji (1988)
Narodziny Fundacji (1993)
          Gregory Benford - Zagrożenie Fundacji (1997)
          Greg Bear - Fundacja i Chaos (1998)
          David Brin - Tryumf Fundacji (1999)
Fundacja (1951)
Fundacja i Imperium (1952)
Druga Fundacja (1953)
Agent Fundacji (1982)
Fundacja i Ziemia (1986)




Wełniaste podejście do innych powieści autora:



Isaac Asimov: Preludium Fundacji (Prelude to Foundation)
przekład: Edward Szmigiel
REBIS, Poznań 2015 r. - wydanie II poprawione




Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: