Wełniaste Podejście do Literatury

Julian Barnes: Poczucie kresu

22 listopada 2017 , , ,

Julian Barnes - Poczucie kresu (The sense of an ending)

W szczegóły mogą obfitować wydarzenia, ale nie pamięć.
/Jorge Luis Borges/

Raz na jakiś czas wspinam się na palce, wyciągam ręce ku niebu i sięgam po czarne pudełko ze zdobionym wieczkiem, na którym zrywają się do odlotu żurawie. Pudełko jest ze mną, odkąd sięgam pamięcią. To mój skarb, moja przechowalnia wspomnień, materiału wyjątkowo podatnego na przekształcenia lub wyblaknięcie. Nie wszyscy jednak pielęgnują wspomnienia. Korzystając z faktu ich ulotności, zmieniają je. Korygują. Wypuszczają w świat na nowo, lecz w formie dla nich dogodniejszej. To co niewygodne odrzucają. Wypierają. Udają, że nie pamiętają. O tak. W niepamięci ludzie są niezrównani.


Anthony. Tony. Angielska klasa średnia, obecnie pan na emeryturze, który swoje życie przeżył dobrze, zachowawczo, bez ekscesów. Był miły dla wszystkich, nie wymagał od innych, nie sprawiał nikomu kłopotów. Ma już dorosłą córkę, wnuka, byłą żonę, z którą utrzymuje przyjacielskie stosunki i rozłożystą lipę przed domem. Wszystko jest dobrze i w porządku. Poprawne i nudne. I zapewne byłoby takie aż do dnia jego śmierci, gdyby pewnej starszej pani udało się go przeżyć.

Powieść dzieli się na dwie części. Pierwsza to wspomnienie młodości, przyjaźni, związków. To wspomnienie emocji targających młodego, pełnego seksualnego napięcia mężczyzny w wyzwolonych latach sześćdziesiątych. To kobieta, która po rozstaniu wiąże się z jego przyjacielem. To przyjaciel, który popełnia samobójstwo. To opowieść o tym, jak Anthony pamięta tamte czasy, zdarzenia oraz samego siebie. W drugiej części bohater jest emerytem i otrzymuje zawiadomienie o spadku. Wszystko to, co wydaje się jedynie wspomnieniami bez konkretnego celu z pierwszej części – ot taka pogadanka dziadka, jak to wyglądało jego młodzieńcze życie - nabiera znaczenia, gdy wejdziemy w część drugą powieści. Odtwarzając zdarzenia z mroków niepamięci bohatera, docieramy do miejsca, w którym wszystko się przewraca, w którym całe jego życie wydaje się tylko ułudą.


Nieoczekiwany spadek otwiera klapę od strychu, przez którą do pokoju, w którym się znajduję, spadają na nas wspomnienia mężczyzny, drzwiami zaś wkracza rzeczywistość i zaczyna je kopać. Ja nie wiem, co z tym zrobić, a Julian Barnes to cwany lisek. Obdarzając swego protagonistę w gruncie rzeczy prostym rozumkiem i czyniąc go głosem opowieści, zmusza do rozumienia dokładnie tyle, ile rozumie Anthony. A Anthony ma problemy ze zrozumieniem. Byłam skazana na jego wspomnienia. Na jego wersję przeszłości, w której braki i plamy, zapełniał swoimi wyobrażeniami o sobie, o innych. Celowo, nieświadomie? Zapomniał? Nie chciał pamiętać? Kto to wie. Czterdzieści lat to szmat czasu. Wszystko to  Barnes pisze z premedytacją. Bym do do wielkiego finału dotarła z odpowiednim nastawieniem i doceniła to, co dla mnie przygotował. I udaje mu się. Wszechświat drży w posadach, a Anthony ciamka frytki. Przewspaniała, niezwykle sugestywna scena.

Jak często opowiadamy własną historię życia? Jak często dopasowujemy, upiększamy, dokonujemy chytrych skrótów? Im dłużej trwa życie, tym mniej jest tych, którzy mogliby zakwestionować naszą relację, przypomnieć nam, że nasze życie nie jest naszym życiem, lecz jedynie historią, którą o swoim życiu opowiadamy. Opowiadamy innym, ale – głównie – samemu sobie.
/Julian Barnes /


Ludzki rejestr wrażeń zmysłowych nie jest, niestety, trwały. Znikają wspomnienia sprzed lat, wydarzenia tracą ostrość, zacierają się występujące w nich twarze, uogólniają się szczegóły. Po bólu zostaje mi w głowie informacja, że kiedyś bolało. Dlatego człowiek z taką łatwością może zmieniać relacje z przeszłości. Złe uczynki przepuścić przez filtr o ciepłym odcieniu. Być może to wbudowana w umysł człowieka funkcja ochronna, by nie utopić się w mrokach szaleństwa i poczucia winy. Dlatego raz na jakiś czas celowo otwieram czarne pudełko. Pozwalam tym ważnym wspomnieniom pooddychać. Przeglądam je. I dobre i złe, bo przecież one to ja. Julian Barnes przyniósł mi kiedyś Poczucie kresu, przyniósł mi domowe frytki i pocieszył, że do każdej prawdy można dotrzeć. Choćbyś nie wiem jak ją, mój drogi, zniekształcił. Nie zapominaj o tym.

Wszystkich przecież nie zabijesz.


Uściski!


Julian Barnes - Poczucie kresu (The Sense of an Ending)
tłumaczenie: Jan Kabat
wydawnictwo: Świat Książki, 2012 rok



Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: