Juan José Millás: Z cienia

13 grudnia 2017 ,

Juan José Millás - Z cienia, Desde la sombra

W naszym społeczeństwie istnieje zbyt wiele problemów, by mogło iść ono do przodu
/Juan José Millás/

Czasami mam potrzebę, by się ukryć. Taki ze mnie typ człowieka. Na przykład w szafie. Dużej, drewnianej, stojącej na rzeźbionych nóżkach, której drzwi przeraźliwie skrzypią przy otwieraniu. Takiej, w której w dzieciństwie najczęściej mieszkały potwory. Wracam do tej myśli, do tej potrzeby zniknięcia sobie na chwilę, ilekroć z impetem czołowo zderzam się ze Światem. Kiedy ja swoje, a Świat swoje i kompletnie nie możemy się dogadać. Zawsze to ja się ukrywam, bo Światu raczej trudno byłoby się przede mną schować. I w takiej właśnie chwili dobra jest wyimaginowana szafa. Pośród futer i płaszczy, swetrów, kapeluszy, etoli i szali, z cieniem szansy, że za nimi znajduje się pewien zasypany śniegiem las, latarnia i faun, w związku z czym ewentualne kompromisy ze Światem będą już zwyczajnie zbędne...


Bywa Ci czasem żal tych, o których czytasz? Nie chodzi mi oczywiście o wiadomości z kraju i ze świata. Pytam o literaturę i osobiste emocje w stosunku do fikcyjnych postaci. We mnie smutek rozbudził Damián Lobo, bohater powieści Z cienia. Też wchodzi do szafy, choć w przeciwieństwie do mojego poruszania się jedynie w sferze przenośni, on zamyka się w takiej najprawdziwszej, by ukryć się przed ścigającymi go stróżami prawa i porządku. I choć robi to spontanicznie, zupełnym przypadkiem, konsekwencje tego czynu stają się znamienne dla jego dalszego życia.

Damián to człowiek, który sam siebie porównuje do mureny, samotniczki, która wtapia się w otoczenie (zobacz sobie). Nie ma przyjaciół, traci pracę, a w domu nikt na niego nie czeka. A że jest lękliwy i introwertyczny, nie potrafi zmienić tego stanu rzeczy. Nie wie, co powinien teraz zrobić, jest zdezorientowany. Smutna samotność jednej duszy. I gdy zaczęłam czuć, że bardzo mi Damiána szkoda, Juan José Millás postawił przede mną pierwsze wyzwanie. Otóż Damián to człowiek z niezwykle bogatym życiem wewnętrznym. Wewnątrz swej głowy jest on gwiazdą talk show i w obecności żywo reagującej publiczności odpowiada na pytania prowadzącego dotyczące jego przeszłości, albo też komentuje rozgrywającą się na bieżąco teraźniejszość. Jedni muszą się wyżalić i wypłakać żywym przyjaciołom, inni wolą w całkowitym milczeniu przelać swoje zwątpienie względem ludzkości i Świata na papier czy e-papier. Damián wypracował swoją własną, inną metodę, własny mechanizm obronny. Każdy umysł radzi sobie jak może.


Wracając do szafy, bo tu na scenę wkracza duch Kafki, pech, że akurat ta, w której siedzi mężczyzna, właśnie została nabyta. I szafa odjeżdża do domu nowego właściciela. Z Damiánem zamkniętym wewnątrz. Głupia sytuacja, to fakt, ale nie beznadziejna. Wykorzystując pierwszą możliwą sposobność można czmychnąć i po sprawie. No właśnie. Millás w tym miejscu stawia mi drugie wyzwanie. Otóż nasz bohater, ani myśli salwować się ucieczką. Wybiera szafę, a właściwie zaszafę. W ten sposób zaczyna śledzić życie niczego nieświadomej rodziny, a z czasem nawet potajemnie się w nie angażuje. Jest niczym ich prywatny duch. Jaki człowiek tak postępuje?

 Powiem Ci jaki. Opuszczony i samotny. Damián woli bowiem być częścią rodziny jako duch, niż nie mieć rodziny w ogóle. Woli żyć życiem innych. Poznaje ich codzienność, dyskretnie angażuje się w indywidualne problemy każdego z jej członków. Rośnie w nim odwaga. O jego przemianie wewnętrznej świadczy choćby wymiana prowadzącego jego wewnętrzne show na poważniejszego i bardziej prestiżowego. Damián nawiązuje nawet kontakt z członkiem rodziny. Staje się niewidzialną ręką wpływającą na los innych ludzi. Nie próbuje dowiedzieć się, gdzie stoi dom, w którym się znajduje, bo gdyby to wiedział, prysłby dla niego cały czar. Jest mu dobrze. Jest przecież małym bogiem małego świata. Dlaczego miałby to porzucić? Być może myślisz, że to wariat. Nie winię Cię za to, to naturalny odruch. Jednak gdy się nad tym głębiej zastanowisz, zaczniesz go rozumieć.

Damián to postać bardzo tragiczna, zaś sytuacja, w której się znalazł, to czysta komedia. Mamy zatem klasyczną groteskę z serią irracjonalnych zdarzeń, którym sam Kafka błogosławi oraz dziwny sposób prowadzenia narracji. Wydawać by się mogło, że to nie może się udać, że ta konstrukcja się przewróci jeszcze w pierwszej części, bo przecież powinien wyjść, bo przecież powinni go odkryć w tej zaszafie, bo przecież wszelkie zasady logiki ludzkiego zachowania tak nakazują! Tymczasem tak się nie dzieje. Mimo to wszystko się trzyma, a bezsens ma sens. Juan José Millás, pisarz, dziennikarz i reportażysta, uważny obserwator otaczającej nas rzeczywistości, tworzy bowiem osobliwą parabolę. Robi oczywiście to, co lubi najbardziej: zaszywa w niezbyt długiej, lekko napisanej i na pierwszy rzut oka zabawnie prostej opowieści swoje obawy co do współczesnego świata: problemy z nawiązywaniem relacji, teatr marionetek, sterowanie polityką przez ludzi z cienia. Jak autor sam zresztą stwierdził w wywiadzie dla RTVE, Z cienia jest jedną z jego bardziej politycznych powieści, sama szafa zaś może być metaforą podświadomości. Oczywiście nie trzeba tego wszystkiego odczytać. Można poprzestać na humorystycznej stronie wydarzeń (bo przecież nie każdy lubi szukać skarbów między wersami) i nadal się dobrze bawić. Taka to literatura właśnie.


Cóż. Czasami mam potrzebę się ukryć. Taki ze mnie typ człowieka. Potrafię skrywać się w nocy. Nocą, gdy wszystko dookoła pogrąża się we śnie, a ja z jakiegoś powodu ciągle nie śpię, leżę w ciemności i wsłuchuję się w ciszę, jeden z moich ulubionych dźwięków. Bywa, że coś ją nieoczekiwanie zakłóci. Coś pyknie, coś zaszeleści, skrzypnie deska podłogi raz, a potem kolejny, jakby ktoś ostrożnie stawiał na niej kroki. Od przeczytania parę miesięcy temu powieści Millása, w takich momentach łapię się rozmyślaniu, czy w moim domu mógłby żyć ktoś obcy. Czy byłabym w stanie wyczuć we własnym domu obecność kogoś spoza. jeszcze zanim bym go zobaczyła? Wydaje się to wręcz oczywiste, prawda? A jednak...

Uściski!

Juan José Millás: Z cienia (Desde la sombra)
przełożyła Karolina Jaszecka
Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2017


Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: