Wełniaste Podejście do Literatury

Lina Wolff: Poliglotyczni kochankowie

20 grudnia 2017 ,

Lina Wolff - Poliglotyczni kochankowie (De polyglotta älskarna)

Gdybym miała scharakteryzować szwedzkie społeczeństwo tylko na podstawie tej jednej powieści, powiedziałabym, że Szwecja musi być krajem ludzi smutnych, zimnych, skrzywdzonych i bardzo samotnych. W powieści Liny Wolff nikt nie jest szczęśliwy. Nikt nie jest choćby zadowolony. Nawet jeśli ktoś szuka szczęścia, są to poszukiwania zupełnie obdarte z jakiegokolwiek ciepła. Wszyscy stworzeni przez pisarkę bohaterowie cierpią, a u podstaw ich cierpienia leży uczucie niespełnienia.

Trzy nowele, za pomocą których Lina Wolff pragnie przekazać światu, że zrozumienie jest najważniejsze. Że każdy z nas mówi innym językiem, dlatego w sferze uczuć powinniśmy być poliglotyczni. To oczywiście idealizacja, piękna wizja niemożliwa do osiągnięcia. W prawdziwym świecie ludzie coraz mniej się rozumieją, choć pragną przecież tego samego. Wszyscy potrzebują miłości i bliskości drugiego człowieka. Dlatego jedni są gotowi uciec od samotności choćby za cenę własnego poniżenia. Drudzy nie potrafią zbudować żadnej trwałej relacji, za to potrafią używać siły. Jeszcze inni zatracają się w poszukiwaniu nierealnego ideału, raniąc po drodze tych, którzy poszukują namiastki ciepła w ich obcych ramionach. Są wreszcie tacy, którzy dla własnej przyjemności, wykorzystują cudze pragnienie bycia kochanym, korzystając przy tym z władzy, jaką nad innymi daje im seks.

Miłość delikatna i brutalna. Miłość w warstwie psychicznej i czysto fizyczny seks. Miłość głęboka i ułuda miłości. Wszystko to sprowadza się w powieści do niespełnienia i samotności. Świat płytki, świat pędzący, świat podzielony na dwie części - ten kobiecy i ten męski, których połączenie mostem zdaje się niemożliwe, świat, w którym romantyczna, prawdziwa miłość to tylko mit sprowadzający naiwnych w przepaść. Poliglotyczni kochankowie są trochę jak mocno pobieżna diagnoza choroby, wykaz objawów i skutków, a także prywatny pogląd Liny Wolff na stosunek mężczyzn do kobiet oraz męską dominację .

Trzy nowele układają się w całkiem elegancko napisaną historię z przesłaniem, przedstawioną za pośrednictwem bohaterów, będących postaciami tak intensywnie ukazującymi to, co mają sobą reprezentować, że nie ma w nich już miejsca na nic ponadto. Pierwsza opowieść o Ellinor jest intrygująca, zaczepna i rozbudza apetyt na coś naprawdę ciekawego. Tyle że nic za tym dalej nie idzie. I to może być charakterystyka całej powieści. Spoiwem nowel  jest również maszynopis pojawiający się w każdej z nich. Nie niesie on ze sobą żadnej tajemnicy, niesie jedynie całą tę opowieść. A szkoda, bo to by mogło urozmaicić bal nieszczęśliwców. Druga szansa na odrobinę tajemnicy pojawiła się wraz z rzuconą klątwą, jednak ten wątek także nie został wykorzystany. Znowu szkoda. Bez jakiejkolwiek tajemnicy, czegoś co intryguje, został w tej powieści sam smutny smutek. Dawno nic mnie nie wprawiło w taką konsternację jak ta powieść.

Ale. Szwedzi - naród minimalizmu, chłodu, tundry i Ikei - mają swój styl, swoją estetykę i własne spojrzenie na literaturę. Sami wiedzą najlepiej, co ich czytelnicy - szwedzcy czytelnicy - lubią i co do nich najmocniej przemówi i tym powieściom przyznają nagrody. Ja Szwedką nie jestem, zatem patrzę na tę opowieść przez pryzmat moich upodobań i wcale nie muszę się Poliglotycznymi kochankami zachwycać. Nie zachwycam. Niezbyt jest czym. Nie przeszkadza mi to jednak zgodzić się z niektórymi zawartymi przez Linę Wolff w tej historii spostrzeżeniami.

Zauważyłeś, że wraz z rozwojem technologii i możliwości, jakie ona daje, wszystko przyspieszyło? Odpowiedzi na listy przychodzą jeszcze tego samego dnia, poprzedzone informacją o doręczeniu i odczytaniu. Poznawanie się dwójki ludzi przeniosło się do małej aplikacji, w której się plusuje albo minusuje, bazując jedynie na zdjęciu. Rozmowy zastępowane są przez wpisy w komunikatorach. Ulicami kroczą armie pochylonych zombies, które w czasie przechodzenia przez przejście dla pieszych, pracują, dyskutują, żyją. Wszystko w przyspieszeniu. Wszystko staje się łatwo dostępne, dlatego pozbawione jest pierwiastka wartościowości, który zyskiwało dzięki wysiłkowi wkładanemu w sam proces zdobycia. Relacje międzyludzkie także. I w sumie trafne podsumowanie moich rozmyślań znalazłam w jednym z opowiadań, które ostatnio czytałam. Niech ono będzie tu puentą:

" Nowoczesny człowiek chce natychmiastowego zaspokojenia. I je dostaje. Tylko że to, co przychodzi bez trudu, szybko się zużywa i ląduje w koszu na śmieci "
/Carlos Fuentes/

                  Uściski!



Lina Wolff: Poliglotyczni kochankowie (De polyglotta älskarna)
przełożyła Dominika Górecka
wydawnictwo Marginesy,Warszawa 2017


Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: