Wełniaste Podejście do Literatury

Łukasz Orbitowski: Exodus

27 grudnia 2017 ,

Łukasz Orbitowski - Exodus

"Złe rzeczy, które wyrządzamy, zawsze zaczynają się niewinnie, a od konsekwencji nigdy nie zdołasz uciec. 
Zło jest potężniejsze, bo niszczy wszystko, i nie ma takiego dobra, które posłużyłoby za zadośćczynienie".
/Łukasz Orbitowski/

Trwa poświąteczny czas. Czas zamiatania brokatu i zbierania resztek ozdobnego papieru po tym, co stało się już tylko wspomnieniem po kolejnej wigilijnej nocy. A jednak nie mogę się czegoś pozbyć. Ciągle wędrują mi po głowie słowa. I odejść nie chcą. I wiercą, wiercą, wiercą sobie tunel w duszy. I się zastanawiam. Bo już niczego miało nie być, już snopki zwiezione, już pozamykane. Wróćcie w nowym roku, Szanowni, którzy tutaj trafiacie. Wszystko już czeka na nowy początek. Ale słowa są uparte. Dawne, dawne słowa, halunowe granie. Nie odchodzą. Dopinają swego. I znów mój duch połyka lęk.

Bohater Orbitowskiego kiedyś miał na imię Janek, porzucił je jednak, tak jak porzucił wszystko inne. W sumie spuścił je w kiblu. Niesamowite, jak łatwo jest przestać być. Całe swoje życie porzucił i ucieka. Na początku nic nie wiem - ani przed czym, ani przed kim, ani od czego, ani od kogo. Na poznanie prawdy o exJanku potrzebny będzie czas. Czas, kilka europejskich państw i kilka wydarzeń układających się w schody wiodące w dół. Dół, na dnie którego czeka już ostateczny upadek człowieczeństwa. Jak martwy człowiek wchłaniam śmierć.

Czy jego podróż może stanowić oczyszczenie, jakie zwyczajowo dają powieści drogi? Im exJanek bardziej oddala się od tego, od czego ucieka, tym bardziej pogrąża się w smutku i poczuciu winy. W Berlinie jest jeszcze znośnie. Jest między młodymi ludźmi, jednak obserwowanie cudzego wstydu i winy wystawionych na widok publiczny sprawia, że coś w nim się łamie. W obozie dla uchodźców gdzieś w Alpach nagle próbuje być świętszy od papieża, jego racjonalna umiejętność dostrzegania szarego pasa granicznego położonego między dobrem a złem, w którym bardzo często poruszamy się my wszyscy, została już zachwiana. W Lublanie, żyjąc na ulicy, jest gotów oddać swoje życie, choć byłaby to ofiara bezsensowna, głupia i naiwna. On tego nie widzi. Zaślepia go potrzeba zadośćuczynienia. Z jakiegoś powodu musi odpokutować. Musi naprawić. I to "musi" prowadzi go do Grecji. A w Grecji czeka potrzeba zemsty. I tak człowiek zmienia się w barbarzyńcę. Nie widzę nic, nie słyszę nic. Tracę puls i ciało swe.

Prawdę pisząc, dotarł pod moje drzwi bez zapowiedzi. Otworzyłam je, a on tam był. Wzięłam. Położyłam na biurku i kazałam mu czekać. Gdy już się doczekał, poczułam, że chyba to jednak ja na coś takiego czekałam. Bo ja lubię, gdy mi się podoba. I Tobie w sumie też może się spodobać, bo to całkiem dobra powieść jest. Orbitowski jest tu wyczuwalny, realistyczny, ludzki taki. Wyszło to, skubanemu, całkiem zgrabnie. Podobało mi się, że nie wiem, kim jego bohater jest, że nie wiem, co się stało. Podobało mi się odkrywanie, kto w tej historii jest pozytywny, a kto nie. Podobały mi się dwa życia - wtedy i teraz. Podobało mi się poznawanie różnych odmian zła i obserwowanie, jak dobro - choć próbuje - nie potrafi dać mu rady. Podobało mi się poznawanie tchórza, który uświadomił mi, że czasem potrzeba ucieczki, choć tak bardzo upragniona, to najgorsze z możliwych rozwiązań. Podobała mi się ta papierowa podróż. Podobał mi się rozwój i jednoczesny upadek bohatera Orbitowskiego, exJanka. Stworzony, by biec w pogoni za swoim dniem. Przed lękiem uciec chce, by dalej żyć. Upadły. Uciekinier. F a G F. C e a F C

Gdzieś tam z rozmyślań przy śniadaniu.
Znajdziesz jeśli zechcesz. Uściski!




Cytat: Łukasz Orbitowski: Exodus, wyd. SQN, strona 97. 


Łukasz Orbitowski - Exodus
wydawnictwo Sine Qua Non
Kraków 2017 



Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: