Wełniaste Podejście do Literatury

Virgilio Piñera: Zimne opowiadania. Ten, który przyszedł mnie zbawić.

4 stycznia 2018 , , ,

Virgilio Piñera Zimne opowiadania. Ten, który przyszedł mnie zbawić

Wiele lat temu, gdy zgłębiałam tajemnice i przejawy groteski w literaturze, by popełnić na ten temat pewną pracę, opowiadania Piñery nie były w Polsce znane. Tak naprawdę trafiłam wtedy na jego nazwisko poprzez Witolda Gombrowicza. Wiedziałam zatem, że istniał do 1979 roku, że był Kubańczykiem, na którego nałożono całkowity zakaz publikacji, że osiadł w Argentynie, że przyjaźnił się z Gombrowiczem, że przełożył Ferdydyrke na hiszpański. I tyle. A! Wiedziałam też, że był dla mnie nieosiągalny. Ale od tamtego czasu wiele wody upłynęło i sporo zdążyło się zmienić.

Virgilio Piñera Llera. Dramaturg, poeta, krytyk, eseista, tłumacz, pisarz. Niezwykły człowiek z niezwykłą wyobraźnią. Weźmy dla przykładu jedno opowiadanie. Rozpoczyna się tragedią. Otóż dwóch mężczyzn spada ze szczytu góry liczącej trzy tysiące stóp. W miarę ich spadania perspektywa się rozszerza, obraz lotu wzbogaca w szczegóły, zaś czas lotu nienaturalnie wydłuża. Widzę ten pęd ciał, zaczyna przemykać mi przed oczami skalna ściana. Widzę te wystające gałęzie i korzenie, o które zahaczają ich ręce i nogi. I pędzę z nimi, bo dynamika tego opowiadania opiera się na ruchu jednostajnie przyspieszonym. Mężczyźni próbują się wzajemnie wspierać, jeden osłania to, co dla drugiego jest cenne, choć wiadomo, że lot ten skończy się śmiercią obu. I na końcu przychodzi moment, że dostaję po mordzie puentą tych sześćdziesięciu sześciu linijek tekstu ("Upadek"). Poczułam się tak, jakbym zderzyła się z ziemią razem z nimi. I to było wow.

A to tylko początek. Tylko zapowiedź. To wcale nie jest najlepsze opowiadanie. Dalej jest już bal absurdu, parada groteski, konfetti z surrealizmu, epicentrum głupoty ludzkiej, miłość do marmurowych schodów i bezemocjonalne opowiadanie o tym, jacy my wszyscy jesteśmy. Piñera stawia nas przed koniecznością podejścia do utworów i wytworów jego wyobraźni z otwartą głową. Bo utwory miewają koniec na początku, a początek z boku, zaś wytwory - jak przystało na absurd - często postępują dziwnie i często znajdują się w kuriozalnych sytuacjach, jak choćby ci wszyscy pisarze, którzy zgromadzeni na Saharze dowiedzieli się od papugi - sędziwego ptaszyska, że są oskarżeni o grafomaństwo ("Grafomaństwo"). I próżno tu szukać jakichś ocen moralnych, czy wskazywania tego co dobre lub złe, skoro gdy ludność cierpi na brak mięsa, zaczyna się wzajemnie podjadać i wszystko jest w porządku ("Mięso"). Zresztą, nad czym tu się rozwodzić, skoro Piñera potrafi sprawić, że rząd, w dążeniu do wyższej skuteczności, zleci wykonanie kukły, która będzie zastępować Prezydenta we wszystkich aktach oficjalnych ("Kukła") lub sprawić, iż widok niezabudowanej wanny miewa efekty katastrofalne rozumowo ("Diatryba przeciwko niezabudowanej wannie"). Ka-tas-tro-fal-ne.

Papier w groteskę. I kredka w kolorze absurdu. Te atrybuty bardzo dobitnie obnażają ludzkie słabości i przywary. 66 linijek to dwie i pół strony. Niektóre teksty to wręcz miniatury. Większość z tych opowiadań mieści się na dwóch kartkach, choć jest i kilka dłuższych tekstów. Razem jest ich 46. I jest jeszcze jedna sprawa. Tu prawie nie jest śmiesznie. O nie. Piñera podaje ludzkości lusterko, w którym ta może zobaczyć się w wersji souté. Spotykając takie teksty, zawsze się zastanawiam, czy ludzkość jest na to gotowa.

Estoy encantada.
/gasp
                                                                                     Uściski!

Virgilio Piñera: Zimne opowiadania. Ten, który przyszedł mnie zbawić.
(Cuentos fríos. El que vino a salvame) 
przełożył Tomasz Pindel
wydawnictwo Univeristas, Kraków 2014




Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: