Javier Cercas: Prędkość światła

15 kwietnia 2018 , ,

Javier Cercas - Prędkość światła, La velocidad de la luz

Pewnie nie wiesz, bo skąd miałbyś wiedzieć, ale miałam takie jedno noworoczne postanowienie. Takie prywatne, ciche, bo te wypowiadane na głos często kończą się na chęciach. Opowiadać częściej o książkach dla mnie wyjątkowych, tych moich ulubionych, wełniastych. Niewątpliwą zaletą tego postanowienia jest fakt, że czytam moich ulubieńców ponownie. Niektórzy uważają czytanie książki, którą się już zna, za stratę czasu - przecież od kurzenia się na półce żaden nowy wątek się w niej nie pojawi. To prawda. Tylko że ja czytam książki ponownie z innych względów. Czytam je dla konkretnych fragmentów, które odtwarzam sobie w myślach jak film. Czytam dla konkretnych zdań, które tkwią mi potem w głowie latami i czasem powracają echem. Czytam dla słów, które sobie przewracam w myślach, bo lubię te słowa i ich kontekst. I mam takie książki, które czytałam po wielokroć. "Prędkość światła" jest jedną z takich książek.


Życie niesie ze sobą wiele niespodzianek. A niespodzianki bywają zarówno dobre, jak  i złe. Młody, przymierający głodem kataloński Pisarz, mający ogromny żal do Hiszpanii, że go nie wydaje (...choć nie napisał jeszcze w życiu żadnej książki), dzięki przypadkowi otrzymuje zaproszenie do podjęcia pracy jako asystent na Uniwersytecie Illinois w Urbanie w Stanach Zjednoczonych. Jest koniec lat osiemdziesiątych. Tam, na odległym od ziemi ojczystej kontynencie, złośliwy los stawia na jego drodze mrukliwego i zamkniętego w sobie wykładowcę języka hiszpańskiego, Rodneya Falka. Weteran wojny w Wietnamie, niegdyś wrażliwy, pracowity i błyskotliwy chłopiec. Z wojny wrócił załamany, zamknięty, skrywając w głębi duszy coś mrocznego, o czym nie rozmawia z innymi.

Dlatego Ci dwaj - Pisarz i Weteran - rozmawiają o książkach, o języku katalońskim, o sztuce pisania powieści. Mamy więc taki obrazek: dwaj mężczyźni w pubie nad szklanicami piwa i niezwykły dyskurs o sztuce pisania książek, o tworzeniu oraz o literaturze, a w tle "It's Alright, Ma (I'm only bleeding)" Boba Dylana. Żadnych fajerwerków, za to dużo przemyśleń; dla miłośników dreszczyku emocji i suspensów wiodących ku karkołomnym zwrotom akcji - nuda. Tutaj bowiem liczy się literatura. Ten obrazek jednak w końcu znika. Nagle sama jestem w dżungli w Wietnamie i spoglądam na człowieka przemielonego przez wojenne tryby, literatura zostaje gdzieś tam daleko, daleko. 

Nagle... /zapada cisza/ 

I potrzeba nastu lat i życiowej porażki, by święcący triumfy, uznany nie tylko w kraju, ale i za granicą hiszpański pisarz obudził się. By powrócił do stanu Illinois ze spuszczoną głową i w milczeniu stanął pod belką stropową w Rantoul. A potem zabrał głos. I opowiedział o Weteranie, opowiedział o sobie. Jego przebudzenie to właśnie ta książka, ta nietypowa powieść, którą trzymam w rękach i o której Ci opowiadam.


Opowieścią Pisarza i Weterana  Javier Cercas ukazuje, że nie wszystko jest białe i czarne. Że świat to wielka feeria wszelakich odcieni szarości. Zaś ja, jako czytelnik, poznaję największe grzechy w życiu żołnierza oraz największe grzechy w życiu pisarza. Widzę ciemną stronę człowieka, rozumiem, czym jest odkupienie i niemożność wybaczenia sobie samemu. W 2005 roku kataloński autor napisał  prostą, a jednocześnie wyjątkowo poruszającą historię o tym, że: "sukces nie zmienia człowieka w kretyna ani skurwysyna, ale może wydobyć na wierzch tego skurwysyna albo kretyna, którego niektórzy noszą w środku". ¹ To mój ulubiony cytat z powieści; może wulgarny, ale jakże prawdziwy. Sukces potrafi uczynić ślepym bohatera, ale nie jego otoczenie.

"W powieści więcej znaczy to, czego się nie opowiada, niż to, co opowiedziane." ²

Życie można zrujnować sobie na wiele sposobów i nieodmiennie bawi mnie myśl, że człowiek to istota z wmontowanym guzikiem do autodestrukcji. Dwa zupełnie różne światy, dwie zupełnie odmienne historie, dwa załamania, które za sprawą talentu Javiera Cercasa łączą się ze sobą, tworząc coś splecionego, coś od siebie zależnego, coś pięknego, coś tak przejmującego i coś tak smutnego. Cercas chce, bym odnalazła klucz do tego, czego mi nie powiedział, co ukrył. Wczytując się w tę niezwykłą historię o sukcesie i porażce, o prawdzie, odkupieniu, winie i przebaczeniu, dostrzega się cichą osobistą spowiedź autora. Choć muszę przyznać, że po mistrzowsku zaciera on granicę pomiędzy fikcją, a prawdziwymi wydarzeniami.

Sparafrazuję więc słowa narratora książki i napiszę, że 
"Prędkość światła" to powieść fałszywa, ale prawdziwsza, niż gdyby była prawdą. ³
                                                                                                     Uściski!


¹ Javier Cercas: Prędkość światła, tłum.Ewa Zaleska, wyd. WAB, Warszawa 2010, str. 192.
² tamże, str. 301.
³ tamże, str. 60.

Wełniaste podejście do innych książek autora:
*   JAVIER CERCAS - OSZUST


Javier Cercas: Prędkość światła (La velocidad de la luz)
przełożyła Ewa Zaleska
WAB, Warszawa 2010




Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: