Makis Tsitas: Bóg mi świadkiem

7 kwietnia 2018 , , ,

Makis Tsitas - Bóg mi świadkiem, Μάρτυς μου ο Θεός

Wyobraź sobie, że jesteśmy w Grecji. Jest ciepło, przyjemnie, czujesz ten błogi wakacyjny klimat. Popijając orzeźwiające różowe wino i maczając chleb w oliwie, leniwie rozkoszujemy się śródziemnomorską triadą. Cieszymy się urokiem greckiego popołudnia. Czegoś nam brak? Właściwie brakuje nam tylko kogoś, kto jest stąd i kto opowie nam o Grecji i Grekach. Dlatego zaproszę do naszego stolika tego poczciwie wyglądającego pana z walizką. Nie masz nic przeciw?

Złe doświadczenia. Gdy tylko o nich pomyślę, ogarnia mnie niepokój i rośnie ciśnienie. Ostatecznie być może najbardziej odpowiednim tytułem mojej autobiografii byłyby "Wspomnienia z nieszczęśliwego życia".¹ 

Pan Chrisowalandis wzbudził moje współczucie. Gdy ma się lat pięćdziesiąt i traci pracę w zawodzie wypieranym przez technologię, w kraju, w którym panuje kryzys, trudno jest zachować optymizm. Rozumiałam to. Zadłużenie na kartach tak ochoczo wciskanych mu niegdyś przez banki, postępująca cukrzyca, mieszkanie u rodziców, brak wsparcia w rodzinie, brak szczęścia w miłości, wszystko to zasmuca. Zamawiam dla całej naszej trójki dolmes i proszę go, by opowiedział o sobie więcej. I gdy się otwiera, gdy wpada w monolog i wyrzuca z siebie wszystko, co leży mu na sercu, żołądku i wątrobie, ja zaczynam bardzo żałować tego zaproszenia.

Chrisowalandis mówi o sobie, że mentalnie jest Anglikiem, w uprzejmości Francuzem, w sercu Rosjaninem, a w ubiorze Grekiem ². To postać pełna skrajności, a im dalej w las, tym coraz większą niechęcią go darzę. Jest sfrustrowany, ale za swoje niepowodzenia wini innych. Pozwala sobą pomiatać, bo się nie stawia, jest tchórzliwy i naiwny. W kółko powtarza te same schematy, te same błędy. Ma długi, bo za pożyczone pieniądze kupował atencję niewłaściwych kobiet spoza jego ligi i wierzył, że w końcu go pokochają. Z drugiej strony to właściwie nienawidzi kobiet za to, jak go traktowały i traktują. Jego zdaniem są obślizgłe i tylko czyhają, by wyciągać od mężczyzny pieniądze. Mizogin zatracony. A jeśli kobieta pochodzi z innego kraju to już w ogóle. Tak, tak, okazuje się, że jest również rasistą pełną gębą. Pisze kiepskie wiersze i kiepskie sprośne limeryki, a do tego wszystkiego to pobożny, uciśnionym maluczki, który oddaje się w opiekę Boga, bo Bóg mu świadkiem, że on tylko chce żyć uczciwie i mieć piękną, młodą i kochającą go żonę. Bigot, jak amen w pacierzu. No a ta żona to najlepiej, żeby była Szwedką albo Angielką, bo są one takie rodzinne i mają mniejszy temperament, więc nie uciekną z innym... Rozumiesz już, prawda?

Słucham i słucham, coraz szerzej otwieram oczy ze zdziwienia i mam ochotę wcisnąć mu w usta bułkę, by tylko ten irytujący, użalający się i przepełniony pretensją do wszystkiego i wszystkich człowiek na chwilę zamilkł. Ja chciałam dowiedzieć się czegoś o Grekach, a zetknięcie z Chrisowalandisem pozwoliło mi ujrzeć Greka niedojdę, Greka niedojrzałego, Greka samotnego, Greka niepotrafiącego ująć sterów życia we własne dłonie i wyprowadzić go na prostą. Czy naprawdę tylko tyle zostało z tego dumnego, odważnego i przedsiębiorczego narodu? Jakaś rozpieszczona bańką spekulacyjną mentalna mamałyga? Matko.

Irytująca opowieść. Nie jedno bóstwo, ale cały panteon greckich bogów mi świadkiem, że Chrisowalandisowi udało się zapisać wyraźnymi literami na liście bohaterów, których nie lubię. I choć wiem, że na podstawie jego opowieści trudno wyrazić się o nim pochlebnie, jednocześnie mam świadomość, że w zasadzie należy mu także współczuć. Był niczym ktoś, kto potrafi pływać jedynie pieskiem i trafia na planetę w całości wypełnioną wodą. Jedna wielka bezsensowna męka by przetrwać, a nikt mu nie pokazał, że pływać można inaczej. Może dlatego tak głośno i agresywnie szczeka? By odpędzać rekiny? Nie wiem. Choć miał psychiatrę i spowiednika, nie miał w nikim wsparcia. Ani ze strony rodziny, ani ze strony znajomych. Niby był między ludźmi, a jednak zupełnie sam. Jakimś cudem ten odstręczający typ mimo wszystko sprawił, że na koniec, gdy już zabrał swoją walizkę, pożegnał się z nami i poszedł, by dalej wędrować ateńskimi uliczkami, było mi go jednak szkoda. Wołam więc kelnera i zamawiam dla nas jeszcze jedną butelkę różowego. 
I baklawę. Dużo, dużo baklawy... 
                                                                                                     Uściski!




¹ Makis Tsitas: Bóg mi świadkiem, tłum. Michał Bzinkowski, wyd. Książkowe Klimaty, str. 206
² tamże, str. 150



Makis Tsitas: Bóg mi świadkiem (Μάρτυς μου ο Θεός)
przełożył Michał Bzinkowski
seria: greckie klimaty, seria z winnicą
Książkowe Klimaty, Wrocław 2018



Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: