Hubert Klimko-Dobrzaniecki: Bornholm, Bornholm

27 maja 2018 ,


Magia małej wyspy. Prywatny świat zagubiony gdzieś tam na wielkiej wodzie; odcięty od reszty barierą szumiących fal, żyjący własnym rytmem i we własnym tempie, własnymi historiami. Jeśli gdzieś uciekać, to chyba właśnie na wyspę, by można przez chwilę poczuć się samotnym. Poczuć się tak, jak gdyby było się ostatnią ludzką istotą na ziemi. Me, Myself and I. Tylko gdzie tu, w środku tej naszej zagonionej, głośnej codzienności, znaleźć w pobliżu wyspę, taką na weekend? Spoglądam ku mapie i mój wzrok pada na Bornholm. Wyspę na Bałtyku, jakby dryfujący kawałek Danii. Bornholm, który właściwie kojarzy mi się tylko z książką, moją ulubioną powieścią pana Huberta. Pobędziemy tam tylko kilka minut, ponieważ chcę Ci opowiedzieć o dwóch historiach - dwóch życiach i dwóch od tych żyć ucieczkach, których bez Bornholmu by nie było. Tylko włóż sweter, bo po stronie wyspy, na której się znajdziemy, okropnie dzisiaj wieje.

"Bornholm, Bornholm" to właściwie dwie naprzemiennie snute opowieści w jednej książce. Pierwsza rozpoczyna się w przededniu wojny w roku 1939, a jej bohater jest nauczycielem biologii, ojcem dwójki dzieci, którego od szkolnej tablicy i łóżka współdzielonego z zimną i gardzącą nim żoną odciąga wybuch II Wojny Światowej, powołanie do wojska i zesłanie na Bornholm. Drugi mężczyzna jest bardziej nam współczesny, jakieś czterdzieści lat młodszy od nauczyciela, i odnosimy wrażenie, że jego życie toczy jakoś teraz. Jednak my się dla niego nie liczymy. Cały czas mówi do leżącej w śpiączce matki. Mówi o niej, o sobie i swoim dzieciństwie na Bornholmie i o ucieczce z wyspy. Obie historie pięknie obrazują, że czasem trzeba uciec, spojrzeć z dystansu na innych, na siebie samego, by móc głęboko odetchnąć i na nowo zacząć żyć.


fot. Małgorzata Miłaszewska (wiki)

Tym co w "Bornholm, Bornholm" urzekło mnie kiedyś, wtedy gdy ta książka pojawiła się na półkach księgarń po raz pierwszy, i jak się okazuje urzeka mnie w dalszym ciągu,  jest wyjątkowy talent autora do snucia opowieści. Potrafi usidlić czytelnika. Nie pozwala sobie na tani sentymentalizm, choć od sentymentalnych chwytów nie stroni, zwłaszcza w bardzo mocno napchanej wydarzeniami opowieści młodszego z mężczyzn. Chłód potrafi rozpalić, mój drogi, dlatego że czytając te historie, coś porusza strunami duszy, choć napisane są z pozoru zwyczajnie.

Naprzemiennie czytamy opowieści o pustce i samotności. O braku wzajemnego zrozumienia i komunikacji między najbliższymi sięgającej poziomu dna. O tęsknocie za czymś nieopisanym i poszukiwaniu wizji życia, jakie powinno się tak naprawdę wieść. W obu przypadkach złem jest kobieta. W wojennej opowieści nieczuła żona, w tej bardziej współczesnej zaborcza matka. I w obu przypadkach ta męska ocena jest jednak przełamywana opinią, którą czytelnik wyrabia sobie sam. Natomiast tym, co mnie osobiście frapuje, jest poczucie, że żaden z bohaterów Klimko-Dobrzanieckiego nie zastanawia się głębiej, dlaczego kobiety ich życia są, jakie są. Trudno nie dostrzec, że  kobiety w powieści - te istotne kobiety: żona, matka, profesorowa, sekretarka, Gudrun - występują raczej jako postacie podrzędne, podległe, uległe. This is a Man's world.

Tak. Zatem jeden na wyspę ucieka, drugi ucieka z wyspy. Bornholm i Bornholm. Wtedy i teraz. Emocje ukryte pod beznamiętną postawą. I małe drobiazgi, tych kilka przedmiotów, które splatają historie ich życia. Drobiazgi, których można nie zauważyć, jeśli nie czyta się zbyt uważnie. Takie właśnie rzeczy sprawiają, że Hubert należy do małego grona polskich pisarzy, których twórczość lubię i mocno sobie cenię. Niedokończone opowieści, które musimy dokończyć sobie sami. Fajne to. Mimo upływu lat, nadal uważam "Bornholm, Bornholm" za naprawdę dobrą książkę. Poszukajcie i przeczytajcie.

Swoją drogą, muszę się tam w niedalekim czasie wybrać.
                                                                                                      Uściski!



Wełniaste podejście do innych książek autora:
Hubert Klimko-Dobrzaniecki - Grecy umierają w domu
Hubert Klimko-Dobrzaniecki - Samotność
Hubert Klimko-Dobrzaniecki - Zostawić Islandię



Hubert Klimko-Dobrzaniecki: Bornholm, Bornholm
wydawnictwo Noir Sur Blanc, Warszawa 2018 r.

Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: