Marina Mayoral: Prawie doskonała

12 maja 2018 , ,

Marina Mayoral - Prawie idealna, Casi perfecto

Czasami coś wymyka nam się z rąk. I patrząc, jak stopniowo się od nas oddala, błyskawicznie oceniamy moc pragnienia, by jednak owo coś przy sobie utrzymać. Gdy chodzi o jedną z tych rzeczy, bez których byłoby nam trudno przejść do zwykłości codzienności, a jej ubytek pozostawiłby po sobie głęboką i niezasypywalną wyrwę w duszy, decydujemy się na walkę. Walkę o powrót. Rzucamy się, by to wymykające się coś jeszcze pochwycić. Złapać w locie nim spadnie, nim ostatecznie zniknie z naszego życia, przechodząc w stan niesklejalny. To może być jedna z największych emocjonalnych bitew w Twoim życiu, choć wcale nie musi. Możesz ją wygrać, tak samo jak przegrać. Najważniejsze jednak jest to, że podejmiesz walkę, że nie pozostajesz bierny. To znak, że Ci zależy. Bierność to okropna postawa; może doprowadzić do utraty wszystkiego, co w naszym życiu ważne. Ot, kilka wełniastych myśli sponad tkwiącego w morzu kawowym czerepu niezłapanej w locie, a bardzo jednak lubianej filiżanki. Rano jakoś mi wszystko z rąk leci. 

A Ty o czym pomyślałeś?


Główna bohaterka powieści Mariny Mayoral, postawiona w wyjątkowo trudnej i dziwnej sytuacji, podejmuje taką walkę, a w jej przypadku nie chodzi o coś błahego. Chce, musi odzyskać syna - jego zaufanie, jego miłość. Powieść jest listem. Długim listem matki do syna, który pewnego dnia staje przed nią i oskarża ją o zamordowanie z premedytacją swego męża, a jego ojca, w dodatku bezczelnie, bo w sposób, w jaki opisała w jednej ze swych powieści. To moment, gdy dociera do niej, że syn właśnie bezpowrotnie wymyka się z jej życia. Odrzuca ją. Nienawidzi jej. Kobieta uświadamia sobie także, że nie traci go w chwili oskarżenia i wcale nie z tego powodu. Pojmuje, że traciła go przez całe jego życie, a to co wydarza się teraz, jest właściwie tylko ostatnim aktem. Momentem, w którym to co dla niej najcenniejsze, balansuje już tylko na koniuszkach jej palców, by lada chwila potłuc się na milion kawałków. Ułamki sekund do ostatecznego trzasku o podłogę. Co może zatem uczynić pisarka? Pisze. Pisze o sobie, o nim, o synach, o ich życiu jako rodzina. Ujawnia, demaskuje, obnaża.

"Pisanie jest jak palenie zapałki w ciemności; (...). Zapalasz zapałkę i widzisz zaledwie skrawek przestrzeni wokół siebie, idziesz krok za krokiem, potykając się, aż zaczniesz parzyć sobie palce, więc zapalasz następną i tak aż do momentu, kiedy już możesz poruszać się w ciemności, bo ujrzałeś drogę i wiesz, dokąd zmierzasz..." ¹

Od swoich pierwszych świadomie przezywanych dni wiedziała, że będzie musiała walczyć o wszystko. Czyniąć kobietą z jednym okiem i jedną nogą krótszą, los w zasadzie już na starcie postawił ją na pozycji przegranej. A jednak to ona, z tym swoim postanowieniem, że każdą wadę można przekuć w zaletę, wygrywa niemal wszystko. Byłam pełna podziwu. Dlatego to ona, nie jej piękne i w pełni normalne koleżanki, zdobywa serce majętnego, przystojnego geniusza matematycznego. To ona zostaje pisarką, autorką poczytnych książek. Matką dwóch przystojnych synów. Sielanka, prawda? O, nie. Sielanki nie istnieją. Ale zachowaj głęboko w duszy to zdanie, bo jest tak ważne, jak prawdziwe: każdą wadę można przekuć w zaletę.

Trup w powieści jest, ale raczej nieistotny. Spodziewający się po okładkowym opisie kryminału, będzie zawiedziony i myślę, że spora część czytelników "Prawie doskonałej" mogła tego doświadczyć. Hiszpańska pisarka Marina Mayoral nie pisze powieści oczywistych, rzadko są tym, na co zdają się wyglądać, i właśnie tę nieoczywistość w jej pisarstwie bardzo lubię. List matki do syna jest bowiem niezwykłą analizą relacji łączących ludzi - matki z dziećmi, żony z mężem, matki z  córką, kochanka z kochanką. To opowieść o walce, uczuciach, rozczarowaniach, o zrozumieniu i całkowitym braku zrozumienia. Mayoral nie pozwala swojej bohaterce na emocjonalną ekspresję. Choć mogłoby się zdawać, że pisząca wręcz chciałaby krzyczeć, jej list jest spokojny, wyważony, rozsądny, co w oczywisty sposób wzbudza emocje u samego czytającego - współczucie, może smutek, z pewnością jakąś melancholię.

I wracamy myślami ku własnej przeszłości. Historia opowiedziana w liście jest bowiem zapisem tego, czego możemy doświadczać my wszyscy w czasach dzieciństwa, młodzieńczych i tych dorosłych. Patrzymy na rodziców i nie zastanawiamy się, w jaki sposób oni postrzegają nas, prawda? A czy myślimy czasem, jak nasze czyny czy słowa, być może dla nas błahe i nie mające znaczenia, odbierają nasze dzieci? No i jest jeszcze to. Tak, może mało istotny, ale jednak ten trup jest. I podobnie jak adresat tego niezwykłego listu, sami musimy zdecydować, kto ponosi odpowiedzialność za śmierć tak wybitnego matematyka, jak niewybitnego ojca i męża.

Tylko, mój drogi czytelniku, czy pisarzom można wierzyć? *nudge-nudge, wink-wink*

W naszym pięknym kraju wydano kilka powieści Mariny Mayoral. By je poznać, autorkę i jej powieści, proponuję majowy spacer ku bibliotece czy antykwariatom. Kto wie, może po drodze spotkacie anioły? (:

                                                                                                      Uściski!



¹ Marina Mayoral: Prawie doskonała, przełożyła Elżbieta Komarnicka, wydawnictwo MUZA, str. 62.


Marina Mayoral: Prawie doskonała (Casi perfecto)
przełożyła Elżbieta Komarnicka
wydawnictwo MUZA, Warszawa 2009 r.



Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: